fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Żołnierze Magdaleny Środy

Jednym prawie wszystko kojarzy się z piłką nożną, innym - jak Magdalenie Środzie - z patriarchalizmem. I nic się na to nie poradzi.
Tym razem z "XIX-wiecznym patriarchalizmem" skojarzyła się jej reakcja "panów ministrów, generałów, dziennikarzy i samego premiera", którzy "solidarnie i hałaśliwie wyrażali wielką radość z uniewinnienia żołnierzy [oskarżonych o zbrodnie wojenne pod Nangar Khel - przyp. P.G.]".
 
Do grona rzeczników tego cywilizacyjnego wstecznictwa zakwalifikowany został przez nią także wyżej podpisany. "Oto - napisała Magdalena Środa w ostatnim felietonie w tygodniku »Wprost« - dziennikarz konserwatywnego pisma Piotr Gabryel (»Rzeczpospolita«) wyraża zachwyt, że uniewinniający wyrok pozbawi polskich żołnierzy »syndromu Nangar Khel«. Czyli poczucia odpowiedzialności. Dziennikarz uważa, że obrońcy ojczyzny nie powinni się bać pociągnąć za spust".
 
Nie od rzeczy będzie przytoczenie w tym miejscu jednego z akapitów mojego tekstu: "Z jednej strony nie wolno nam więc zapomnieć, że w Nangar Khel zginęło od pocisków wystrzelonych przez polskich żołnierzy sześć niewinnych osób (w tym troje dzieci), a dwie kolejne - w wyniku odniesionych ran - zmarły w szpitalu. Z drugiej strony, powinniśmy pamiętać, że nasi komandosi działali na polu walki, w skrajnie trudnych, ekstremalnych warunkach i - jak orzekł sąd, oceniając materiał dowodowy - choć popełnili oni błędy, to jednak nie dopuścili się czynów o charakterze przestępczym" [tu można znaleźć cały mój tekst]. Zaiste, trzeba przenikliwości Magdaleny Środy, by dostrzec tu zachwyt, że uniewinniający wyrok pozbawi żołnierzy syndromu "Nangar Khel", czyli poczucia odpowiedzialności.
Wszelako, tak jak zdecydowanie odradzam manifestowanie niczym nie uzasadnionego poczucia radości z uniewinniającego wyroku niezawisłego sądu (bo, jak napisałem, to "ogromnie smutna historia"), tak zdecydowanie obstaję przy swoim w sprawie "syndromu Nangar Khel". Syndromu, który sprawiał (i zapewne wciąż sprawia), że polscy żołnierze, a więc ludzie, którzy odpowiadają za obronę naszego państwa, a czasami w jego imieniu (daleko od naszych granic) biorą udział w wojnie z terroryzmem, czują strach przed pociągnięciem za spust w sytuacji - jak to zaznaczyłem (i zaznaczam) wyraźnie - "gdy trzeba, gdy nie ma innego wyjścia". Albowiem sparaliżowana "syndromem Nangar Khel" armia przestaje być armią.
A może ktoś jednak wolałby być broniony przez żołnierzy Magdaleny Środy, drżących na myśl o naciśnięciu spustu?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA