fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Przemysł niepewny darmowych pozwoleń

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Są problemy z darmowymi pozwoleniami na emisję dla polskich elektrowni przyzakładowych
Największe zakłady przemysłowe, w których działają elektrociepłownie i elektrownie pracujące na potrzeby linii produkcyjnych, nie mają pewności, czy dostaną za dwa lata część darmowych pozwoleń na emisję dwutlenku węgla. To wywołało zamieszanie w firmach kilku branż, m.in. chemicznej, paliwowej, cukrowniczej i hutniczej. Bez darmowych uprawnień energia z przyzakładowych elektrowni będzie droga.
Elektrownia o mocy 100 MW emituje rocznie ok. 200 tys. t CO2, a cenę pozwolenia  Komisja Europejska szacuje na  ok. 39 euro (za 1 tonę). Jak wyjaśnił „Rz"  profesor Krzysztof Żmijewski z Politechniki Warszawskiej, problem pojawił się wraz z wytycznymi do wniosku o derogację, które narzuciła Bruksela. – Z wytycznych wynika, że elektrownie i ciepłownie przy zakładach, będące ich częścią, na darmowe pozwolenia nie mogą liczyć. To dotyczy elektrowni o mocy 2 tys. MW, czyli stanowiących ok. 8 proc. wszystkich wykorzystywanych w kraju w szczycie zapotrzebowania na energię – dodaje ekspert.
Zdaniem prof. Żmijewskiego jedynym wyjściem z tej sytuacji byłoby wydzielenie  elektrowni i przekształcenie ich w  spółki. Z nieoficjalnych informacji wynika, że część firm właśnie zdecydowała się na ten krok i już przygotowuje taki plan. – Masowe przekształcenia to okazja do zarobku dla  kancelarii prawnych i firm doradczych, zwłaszcza że taki zabieg to wydatek ok. 150 tys. zł – uważa inny ekspert.
Ministerstwo Gospodarki jest przekonane, że zakłady przemysłowe nie powinny obawiać się problemów i próbuje uspokoić sytuację. Zapewnia, że zakłady mają szansę na inne ulgi. Potwierdza to prawnik Filip Elżanowski z Uniwersytetu Warszawskiego, współpracujący z resortem. – Nawet gdyby firma nie mogła skorzystać z derogacji i dostać darmowych uprawnień, to jest jeszcze możliwość uzyskania ulgi, którą da nowa ustawa o odnawialnych źródłach energii. Jej projekt zakłada, że energia z elektrociepłowni przyzakładowych nie będzie obciążona obowiązkiem zakupu certyfikatów potwierdzających wykorzystanie OZE, a zatem i tak będzie znacznie tańsza od energii dostępnej na wolnym rynku – mówi Filip Elżanowski.
Jego zdaniem firmy powinny teraz skalkulować, co będzie dla nich bardziej opłacalne – czy darmowe pozwolenia na emisję, czy też ulgi. Prof. Żmijewski szacuje, że w efekcie ulgi dzięki ustawie o OZE firma mająca elektrownię o mocy 100 MW może zaoszczędzić ok. 6,2 mln euro w latach 2013 – 2019. Natomiast jeśli otrzymałaby darmowe pozwolenia w ramach derogacji, oszczędności byłyby większe – ok. 14 mln euro.
Polska ma czas do września na przygotowanie wniosku o derogacje do Brukseli. Derogacja to okres przejściowy, jaki wywalczyły w 2008 r. polskie władze dla energetyki, więc nie musi ona kupować od razu w 2013 r. wszystkich pozwoleń na emisję.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA