fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Puchar do wzięcia

Kolumbijczyk Falcao (na pierwszym planie)
AP
W Lidze Europejskiej, przedpokoju Ligi Mistrzów, rządziły w tym sezonie kluby portugalskie. W półfinałach były trzy: Benfica Lizbona, Sporting Braga i FC Porto. W finale zagrają Porto i Sporting
Obchodzący w tym roku 90-lecie istnienia klub z Bragi to absolutna rewelacja tej edycji LE. Nigdy nie było o nim tak głośno jak teraz, bo też nic wielkiego do tej pory nie osiągnął – nawet na własnym podwórku. Jedyne wicemistrzostwo Portugalii wywalczył przed rokiem, raz zdobył krajowy puchar (dawno – w 1966 roku), trzy razy grał w finale tych rozgrywek. To właściwie wszystko, czym się zaznaczył w portugalskim futbolu. W nagrodę za zeszłoroczne wicemistrzostwo dostał przepustkę do eliminacji Ligi Mistrzów. Wykorzystał ją znakomicie: najpierw wyeliminował Celtic Glasgow, a potem – uwaga, pierwsza sensacja – Sevillę. To już było coś i to wystarczyło na zajęcie miejsca w elicie.
Sporting trafił do grupy H razem z londyńskim Arsenalem, Szachtarem Donieck (późniejszymi ćwierćfinalistami LM) i Partizanem Belgrad. Nie był w tej grupie ostatni, wyprzedził Partizan. W efekcie spadł do Ligi Europejskiej, pozostawiając kibicom z Estadio Municipal de Braga piękne wspomnienia z dwubramkowego zwycięstwa nad Arsenalem. Za pierwsze występy w LM do kasy Sportingu wpłynie od UEFA 11,6 miliona euro. Niezły debiut.
W 1/16 finału LE drużyna z Bragi wylosowała Lecha Poznań, który parę miesięcy wcześniej z powodzeniem stawał do bojów z Juventusem Turyn i Manchesterem City. Wydawało się, że ze Sportingiem tym bardziej sobie poradzi. Nic z tych rzeczy – po 1:0 w Poznaniu było 0:2 w rewanżu. Portugalski ubogi krewny Benfiki i Porto wziął polską przeszkodę, po czym wyrzucił z rozgrywek FC Liverpool, Dynamo Kijów oraz – już w półfinale – wspomnianą Benficę. Zostało tylko Porto.
Piłkarze trenera Domingosa Paciencii wykonali kawał dobrej roboty. Zaimponowali Europie, bijąc silniejszych żelazną taktyką, ambicją i przekonaniem, że jak się bardzo chce, to wszystko jest możliwe. Nie ulega wątpliwości, że potrzebne do tego były również piłkarskie umiejętności. Nie brakuje ich graczom Sportingu – to jasne, ale gdzie im tam do gwiazd z FC Porto...
A Porto to druga – obok Benfiki – portugalska futbolowa siła. 25 tytułów mistrzowskich, wywalczony 19 razy Puchar Portugalii – oto jego wizytówka na krajowy użytek. Porto to także europejska klasa. I to jaka! W sezonie 1987, z Józefem Młynarczykiem w bramce, zdobyło Puchar Europy, Superpuchar UEFA i Puchar Interkontynentalny. Po latach, z Jose Mourinho na trenerskiej ławce, wygrało Puchar UEFA (2003), a po roku Ligę Mistrzów, bijąc w finale 3:0 AS Monaco. Ten sukces był dla kilku piłkarzy z tamtej drużyny punktem zwrotnym w karierze, a dla Mourinho trampoliną, która wyrzuciła go na zawodowe i finansowe Himalaje.
Dzisiejsze Porto przypomina tamto sprzed siedmiu lat. „Drugim Mourinho" jest Andre Villas-Boas, a piłkarzem do kupienia od zaraz przez największych europejskiej piłki – Kolumbijczyk Falcao (na zdjęciu na pierwszym planie), napastnik jakich mało. Porto rozbiło w półfinale faworyzowany Villarreal. Sporting – jak zwykle – nie pęka. Puchar LE do wzięcia 18 maja na Aviva Stadium w Dublinie.
Piłka nożna: Liga Europejska – mecz finałowy, 20.45 | Czwórka, Polsat Sport | środa
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA