fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Reporterzy o sobie

Agnieszka Wójcińska, Reporterzy bez fikcji Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011
Archiwum
„Reporterzy bez fikcji” to zbiór rozmów z wybitnymi autorami literatury faktu
Czy reporter powinien pomagać tym, o których pisze? Czy ma prawo okazywać emocje? Takie pytania stawiają sobie rozmówcy Agnieszki Wójcińskiej.
– Nad książką pracowałam trzy lata – powiedziała „Rz" dziennikarka. – O wywiady prosiłam autorów tekstów, które zapadły mi w pamięci. To reporterzy różnych pokoleń, piszący o Polsce i o świecie. Podróżujący w przeszłość i w rejony ogarnięte wojną.
Każda rozmowa nawiązuje do fragmentu tekstu. Włodzimierz Nowak wspomina, jak pracował nad „Moim warszawskim szałem", opowieścią byłego żołnierza Wehrmachtu, który walczył z powstańcami w stolicy w 1944 r. „Przez sześćdziesiąt lat o tym myślał, pamięć nie dawała mu spokoju, próbował to nawet jakoś odpokutować – mówi Nowak. – Czuliśmy, że chce to wszystko wreszcie komuś opowiedzieć, ale nie ma odwagi".
Magdalena Grochowska zastanawia się, w jaki sposób spotyka ludzi, którzy stają się bohaterami jej tekstów: „Mnie to dręczy – przypadek czy ścieg losu? Chaos czy porządek? Czy posuwam się według jakiegoś ukrytego wzoru mojego istnienia?".
Wojciech Jagielski przyznaje, że interesują go wydarzenia dramatyczne – rewolucje, zamachy stanu, wojny – bo w sytuacjach ekstremalnych ludzie zachowują się ekstremalnie. Autor „Nocnych wędrowców" utrzymuje, że w zawód reportera są wpisane egoizm i arogancja. To dlatego korespondenci z frontów dochodzą do wniosku, że ważna jest opowieść, a nie to, co się stanie z jej bohaterem. Jagielski krytykuje niektórych kolegów, bo starają się zostać bohaterami własnych materiałów. „Kiedyś żartowałem, że gdybym był właścicielem jakiejś telewizji, to na swojego korespondenta zaangażowałbym za wszelkie pieniądze Bogusława Lindę – mówi reporter. – Jemu żaden by nie podskoczył".
Wojciech Tochman wyjaśnia, że wobec dewaluacji cierpienia używa coraz grubszych kresek. „Widzimy krew w telewizji i nic nas to nie obchodzi. Pijemy herbatę, jemy kolację. Więc chcę pisać tak, by czytelnik stracił apetyt. By go zabolało, by poczuł strach, mróz albo smród". Zapytana, dlaczego literatura faktu jest tak popularna, Agnieszka Wójcińska mówi: – To reakcja na płaskość newsa w środkach masowego przekazu. W opinii czytelników tylko takie książki mogą przybliżyć tragedię wojny, pokazać, jak naprawdę wygląda nieszczęście. Uważamy, że reporterzy nie kłamią na temat tego, co widzieli, bo nie mają w tym interesu. Tak twierdzi Małgorzata Szejnert i ja się z nią zgadzam. Ale jest i inny aspekt. Dobry reportaż wzbudza empatię, prowokuje i inspiruje. Zdaje się, że ludzie tego potrzebują.
Agnieszka Wójcińska, Reporterzy bez fikcji, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA