fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Zaremba: Gross musi się liczyć z bojkotem Złotych żniw

Piotr Zaremba
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Polsce jest dobrze: można napisać taką książkę, jaką się chce, i można nawoływać, aby tej książki nie kupować
Opisane dziś przez "Rzeczpospolitą" wezwania do bojkotu "Złotych żniw" Jana Grossa mieszczą się i w regułach demokratycznego społeczeństwa, i w logice wolnego rynku. Czy niektóre księgarnie powinny utrudniać jej rozprowadzanie? Zostawmy to specom od handlowej etyki, ale, na zdrowy rozum, jeśli same psują sobie interes, muszą mieć inne ważniejsze powody.
A Grossa jako ewentualnego celu "nagonki" szczególnie trudno żałować. Jego niedawne zachowanie w TVP – kiedy zwymyślał księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, a naszych redakcyjnych kolegów Michała Majewskiego i Pawła Reszkę nazwał "patałachami", bo go złapali na dezinformacji – pokazuje Grossa jako człowieka nietolerancyjnego, z trudem znoszącego krytykę.
Mało kto zwrócił uwagę na wypowiedź Jana Grossa dla "Tygodnika Powszechnego". Nazwał "muzealnym" podejście Pawła Machcewicza do metody pisania historycznych książek. Profesor Machcewicz, szef Muzeum II Wojny Światowej z nominacji Donalda Tuska i z pewnością nie sympatyk prawicy, zarzucił Grossowi dowolne traktowanie źródeł. Ta odpowiedź pokazuje autora "Złotych żniw" jako człowieka wolnego od takich "burżuazyjnych" przesądów jak rzetelność. Ale skoro tak kocha chodzić na skróty, musi być też przygotowany na protesty, nawet bardzo bezwzględne.
Takie protesty zawsze mają drugą stronę: możliwość robienia dodatkowej reklamy kontrowersyjnemu "autorowi". Czy tak jest tym razem? Informacje z księgarń są sprzeczne, poczekajmy na finał.
Przerażające jest co innego – łatwość, z jaką liberalno-lewicowy salon orzekł, że nawet jeśli w książce Grossa coś się nie zgadza, całość jest ważna i zasługuje na pochwały. W ostatnim programie Tomasza Lisa tłum celebrytów dowodził, że zupełnie go nie interesuje debata o faktach czy kontekstach (na przykład porównywanie sytuacji na ziemiach polskich z innymi krajami). Ważna jest ogólna teza: Polacy powinni się wstydzić. Czego, skoro ustalenia są – delikatnie mówiąc – nieścisłe? Gross w kilka tygodni zmniejszył liczbę Żydów "wydanych przez Polaków" o 50 tysięcy, bo padły pytania, skąd wziął tę liczbę. Więc nie wiadomo czego, ale wstydzić się powinniśmy. Nic dziwnego, że niektórzy z nas zamiast tego się denerwują.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA