fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Praca tylko dla najlepszych belfrów

AFP
Nauczyciele zarobią więcej, gdy ich uczniowie zrobią postępy w nauce. Jeśli okażą się słabsi – stracą pracę
Zgodnie z ustawą, którą przyjęła przedwczoraj Izba Reprezentantów na Florydzie, nowi nauczyciele nie będą już zatrudniani na długoletnie umowy. Kontrakty będą przedłużać co roku. Dzięki temu, jeśli się okaże, że efektów ich wysiłków nie widać w zdawanych przez uczniów testach, szybko stracą pracę. – Ta ustawa zreformuje system szkolnictwa z korzyścią dla naszych uczniów – przekonywał republikański gubernator Rick Scott, który z reformy edukacji uczynił swój priorytet.
Rządzący na Florydzie konserwatyści wierzą, że dzięki nowym przepisom – które zamiast premiować staż pracy, stawiają na kompetencje – uda im się przyciągnąć do szkół młodych, pełnych energii nauczycieli.
Zgodnie z nowym prawem ocena nauczyciela będzie w 50 procentach uzależniona od postępów, jakie zrobią uczniowie. Sprawdzać je mają takie same w całym stanie testy.
Dzięki temu łatwiej ma być m.in. znaleźć świetnych pracowników dyrektorom placówek, w których teraz większość uczniów dostaje na testach ocenę niedostateczną. – Ta ustawa da nauczycielom z najsłabszych szkół najwięcej pieniędzy – przekonuje Ana Rivas Logan, republikanka z Miami.
– Zatrudnimy najlepszych nauczycieli, wyszkolimy ich i znajdziemy pieniądze, aby mieć pewność, że są uczciwie wynagradzani – podkreślał Rick Scott.
Cytowani przez wczorajszy „The New York Times" demokraci obawiają się jednak, że będzie dokładnie odwrotnie. Ich zdaniem roczne kontrakty będą odstraszać najzdolniejsze osoby od nauczycielskiej profesji, bo praktycznie uniemożliwią np. wzięcie kredytu mieszkaniowego. Zarzucają też republikanom, że w stanowym budżecie wciąż brakuje pieniędzy na godziwe płace dla nauczycieli.
– Zadziwia mnie fakt, że członkowie tej izby nie widzą nic złego w płaceniu mniejszych pensji osobom, którym powierzają umysły swoich dzieci, niż hydraulikom, którym powierzają troskę o swoje toalety – przekonywał demokratyczny kongresmen Scott Randolph. – Dopóki nie zaczniemy wypłacać nauczycielom znośnych stawek, nie mamy co mówić o tej reformie.
Republikanie są jednak przekonani, że uzależnienie pracy i płacy nauczycieli od wyników uczniów rozpoczyna nową erę w edukacji. – To z pewnością ruch w dobrym kierunku. W każdej innej sferze życia w USA nasza płaca zależy od osiąganych rezultatów. Standardy w szkolnictwie powinny być takie same – mówi „Rz" Lindsey Burke, ekspert ds. edukacji w konserwatywnej Fundacji Heritage. – Spodziewam się, że ta zmiana przyciągnie wielu profesjonalistów, którzy dotąd nawet nie rozważali nawet pracy nauczyciela – dodaje Lindsey Burke, mając nadzieję, że inne stany wezmą przykład z Florydy.
To możliwe. Podobny sposób oceny belfrów promuje bowiem – wbrew związkom zawodowym i Partii Demokratycznej – Barack Obama. Prezydent podkreślał niedawno, że władze powinny podjąć kroki, aby „usunąć z klas złych nauczycieli". Gospodarz Białego Domu – w którym marzec ogłoszono miesiącem edukacji – chce też przedłużenia roku szkolnego. – Wyzwania nowego stulecia wymagają spędzenia w klasie większej ilości czasu – przekonywał Obama.
—Jacek Przybylski z Waszyngtonu
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA