fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Klęski żywiołowe

Czy opadnie atomowy pył

AP/KYODO NEWS
Druga eksplozja w elektrowni Fukushima nie spowodowała groźnego skażenia. Ale japońskie społeczeństwo może już po niej nie być takie samo
Wojciech Lorenz z Tokio
O 11.01 w poniedziałek wybuchł reaktor numer trzy w elektrowni Fukushima, która najbardziej ucierpiała podczas piątkowego tsunami. Japońskie władze przekonują opinię publiczną, że nie ma zagrożenia radioaktywnym wyciekiem, choć pogarsza się sytuacja w reaktorze numer dwa. Tłumaczą, że do eksplozji nie doszło wewnątrz reaktora, tylko pod kopułą, gdzie zgromadził się wodór. Ale we wtorek rano czasu japońskiego kierownictwo sztabu kryzysowego przejął premier Naoto Kan. Wierzono, że dzięki dyscyplinie i technologii można ujarzmić atom
Japończycy są  przestraszeni i zakłopotani. Energetyka jądrowa była do tej pory ich dumą narodową. Kraj, który nie ma prawie żadnych surowców naturalnych, mimo traumy po ataku atomowym na Hiroszimę i Nagasaki w 1945 roku, zdecydował się postawić na atom. Wymagało to przekonania społeczeństwa, że energia nuklearna może być skutecznie wykorzystywana dla dobra ludzkości. – Pisaliśmy w latach 50. wiele artykułów, w przystępny sposób tłumacząc Japończykom, jak wielkie korzyści można odnieść z energetyki jądrowej i że to bezpieczna technologia. Wymyśliliśmy nawet wpadające w ucho hasło "schwytaliśmy słońce", próbując pokazać, że ludzkość osiągnęła coś, o czym od wieków marzyła. Udało się. Od tamtej pory dzięki atomowi kraj się wspaniale rozwijał, a my mogliśmy się cieszyć wysokim poziomem życia – wspomina Kunihiko Yamaoko, wiceprezes zarządu największej gazety "Yomiuri Shimbun". Japończycy przeprosili się z atomem, przekonani, że technologie, dyscyplina i etos pracy pozwolą go ujarzmić. Yamaoko się martwi, że teraz społeczeństwo może się znowu zrazić do energetyki jądrowej. A w tym 120-milionowym kraju własne surowce naturalne i źródła odnawialne pokrywają kilka procent potrzeb. Im bardziej Japonia była wierzyła, że atom może być wykorzystywany dla dobra ludzkości, z tym większym zapałem próbowała przekonać świat, aby zrezygnował z broni nuklearnej. – Nawet jeśli teraz wydaje się to nierealistyczne, to wiemy, że sytuacja może się zmienić za kilkanaście lat. Nie można przestać przypominać o zagrożeniu, jakim jest istnienie bomb atomowych, bo to tylko skłania kolejne kraje, do próby ich zdobycia – wyjaśnia były ambasador Nabuyasu Abe z Japońskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych. Japonia za punkt honoru postawiła sobie, by nikt nie musiał przeżywać koszmaru, jakim zakończyła się dla niej II wojna światowa. Każde dziecko uczy się o skutkach nuklearnej eksplozji. Wycieczki do Hiroszimy i Nagasaki są obowiązkowe. Żelaznym punktem edukacji jest także wizyta w muzeum w Tokio, gdzie eksponowany jest rybacki kuter do połowów tuńczyków "Fukuryu-maru 5". Jego załoga miała nieszczęście znaleźć się 1 marca 1954 roku w rejonie atolu Bikini, gdzie Amerykanie przeprowadzili test bomby wodorowej. Na łódź spadły radioaktywne popioły, a załoga, która dwa tygodnie później wróciła do macierzystego portu, zachorowała na chorobę popromienną. Gazeta "Yomiuri Shimbun" opisała dramat załogi. To był szok. Tym większy, że skażone zostało też środowisko i Japończycy musieli przestać jeść ryby. Społeczeństwo, które po II wojnie światowej milczało na temat doświadczeń atomowego ataku, uznając go za karę, postanowiło zaprotestować. – Radiotelegrafista zmarł ze słowami na ustach: zróbcie wszystko, abym był ostatnią ofiarą bomby nuklearnej – opowiada przewodnik oprowadzający wycieczki. Pokazuje gablotę, w której w słoiczku, niczym relikwia, przechowywany jest biały proszek. – To popiół, który spadł na pokład. Nazywany jest popiołem śmierci – tłumaczy. Japończycy nie tylko wiedzą, jak wygląda taki popiół, ale też, jakie wywołuje skutki. Dlatego informacje o awarii w elektrowni atomowej zaczynają wywoływać coraz większy lęk.   Przyhamować wykorzystanie atomu Problemy z japońską elektrownią jądrową Fukushima mogą poważnie zaszkodzić energetyce atomowej na całym świecie. W fazie planowania lub budowy znajduje się ponad 200 reaktorów. W USA elektrownie atomowe liczą 104 reaktory i dostarczają 20 proc. elektryczności. – Byłem wielkim zwolennikiem energii atomowej, bo jest wytwarzana u nas i jest czysta – powiedział senator Joseph Lieberman. – Ale musimy cicho i szybko przyhamować, dopóki nie zdołamy zrozumieć, co stało się w Japonii – dodał. Z kolei kanclerz Niemiec Angela Merkel poinformowała, że ponownie przemyślany będzie plan wydłużenia funkcjonowania 17 tamtejszych elektrowni. – To jeszcze nie katastrofa, choć nie możemy jej wykluczyć – skomentował sytuację francuski minister przemysłu i energetyki Eric Besson. —p.k., afp, pap
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA