fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Słodycze w ostatki: W ogonku po oblatki

materiały prasowe
Zanim posypiemy głowy w środę popielcową, wybierzmy się w sentymentalny rajd kulinarny po europejskich słodyczach
Słodycze mają ostatnio zszarganą reputację. Cukier – biały zabójca, konfitury niemodne, lody tuczą itp. Jedna czekolada uchowała się przed czarnym piarem, a i to tylko gorzka. Gościom należy dziś podawać sałatę. Ale jak przy karnawale nie zjeść choćby faworka, jak w tłusty czwartek odmówić sobie pączka?
Smak słodyczy z dzieciństwa zostaje z nami na całe życie, choćbyśmy przenieśli się w inną strefę kultury i gastronomii. Werters original od niemieckiego dziadka czy różowe marshmallows pozostawiają bez emocji. Emigranci proszą kraj o pączki od Bliklego, krówki z Milanówka i torciki wedlowskie. Znajomy, który przyjechał do Polski po 20 latach pobytu w Kanadzie, poczęstowany kamyczkiem, mało co się nie rozpłakał. Skromniutki cukierek w kolorowej polewie, jak magdalenka u Prousta, poruszył najczulsze struny pamięci.
 
 
Nawet ci, którzy narzekają, że polska kuchnia jest tłusta i ciężka, muszą przyznać, że słodycze mamy wspaniałe. Czy angielskojęzyczny cheese cake może się równać z sernikiem zrobionym ze świeżego białego sera (a nie podejrzanej philadelphii) i wiosennych jajek? Kto powie złe słowo o mazurkach, kto nie przyzna, że makowiec z lukrem i skórą pomarańczową na wierzchu to pycha?
A bożonarodzeniowe pierniki na miodzie, szarlotka z antonówek, a torty? Na maśle i orzechach, nie na erzacach i przyspieszaczach? Amerykańskie kiczowate wypieki – wieże z różową polewą na czubku – wyglądają przy nich jak Doda przy Ewie Demarczyk.
Albo weźmy pączki. Żaden dougnut nie ma szans z narodowym pączkiem smażonym w smalcu, z różą w środku i skórką pomarańczową na wierzchu. Pączek ma już nawet literaturę.
„Długie kolejki ludzi na zimnie i słocie przed cukierniami, pisze Tyrmand. Był tłusty czwartek i ludzie ci stali wytrwale, czekając na kawałek tradycji. Cóż za rozpaczliwy paradoks błąkał się wśród tych długich, milczących ogonków, w których smutni, zmęczeni ludzie stali godzinami, aby nabyć parę pączków (...) stali tu za krztyną słodyczy, która miała być dla nich dziś wieczór namiastką, okłamywaniem się, że mają coś z życia".
W niedawno wydanej, świetnej książce „PRL na widelcu" Łukasz Brzostek analizuje zwyczaje jedzeniowe w szczęśliwie minionym ustroju.
„W kulturze niedostatku radowano się szczególnie słodkimi ciastkami. Do plebejskich przyjemności należało jadanie wielkich pączków czy rogali w szczególne dni – na św. Marcina czy w ostatki". Autor cytuje emigranta opisującego wrażenia z podróży do Polski w 1968 roku:
„Jest to zjawisko zdumiewające owa ilość ciastkarń w Polsce (...) W każdym najbardziej podłym mieście miałem możliwość kupienia tego przysmaku o jakości wielokrotnie zastanawiającej, nawet w porównaniu z Paryżem (...). W takich sklepach strucle, babki, makowce płynęły jak woda, tworzono w oczekiwaniu na nie ogonki, wydatek kilkudziesięciu złotych nie przestraszał kupującego".
Jak my potrafimy rozczulić się nad krówką z Milanówka, tak dla Amerykanów urodziny bez cupcakes są stracone. Ciacho, które zgodnie ze swoją nazwą powinno mieć rozmiar filiżanki, w Stanach, imperium grubasów, urosło do rozmiarów XL. Ta bomba kaloryczna w papierowej foremce w wersji tradycyjnej składa się z niemiłosiernej ilości kremu zwieńczonego plastikowym lukrem oraz posypką. Najlepsze cupcaki serwuje ponoć Magnolia Bakery w Greenwich Village w Nowym Jorku. Ale ostatnio w USA także następuje opanowanie i pojawiają się zdrowsze wersje. Doughnuts, ichnie pączki, muffins (spolszczone na mufinki) oraz scones to inne słodkie wypieki, które amerykańska ludność lubi jadać na śniadanie. Scone, ciastko na proszku, Szkot z pochodzenia cieszy się wzięciem też w Wielkiej Brytanii i Irlandii.
 
 
Na słodko zaczynają dzień również Włosi i Francuzi – pierwsi lukrowanymi drożdżówkami, drudzy croisssantami lub pains au chocolat. Dla Polaka, który lubi rano przyswoić kanapkę z kiełbaską lub jajecznicę, zwyczaje południowców są trudne do zrozumienia. Z włoskich słodyczy największą i międzynarodową sławę zdobył lombardzki panettone – baba drożdżowa z rodzynkami.
W Mediolanie podają ją często z lodami. Na Boże Narodzenie sprzedaje się we Włoszech ponad 30 milionów kg panettone.
Francuski repertuar cukierniczy jest wyjątkowo bogaty i obejmuje więcej niż popularne croissanty, eklery, napoleonki (zwane u nich mille feuilles – tysiąc listków), ciasto francuskie, ptifurki, ptysie. Mają też naleśniki, mus czekoladowy, nugat, ptifurki. My przejęliśmy od Galijczyków eklery, ptysie i ciasto francuskie, świat najbardziej polubił tarty z owocami oraz makaroniki.
Te ostatnie – małe kolorowe ciasteczka z migdałów, białek, cukru, z nadzieniem między dwoma krążkami robią ostatnio zawrotną karierę. Delikatne, na jeden kęs są najmodniejszym deserem na koktajlach, premierach, wernisażach. Przepis makaroników opracowały zakonnice z Nancy pod koniec XVI wieku, a najsłynniejszym ich producentem jest Laduree, cukiernik z Rue Royale w Paryżu. Od niedawna Laduree pączkuje – otwiera sklepy w Lozannie, Genewie, Berlinie, na lotnisku Roissy. Makaroniki są idealnym prezentem, chociaż małe pudełko kosztuje około 20 euro. Cenami doganiają Magdę Gessler.
Osobiście uważam, że ciasteczka grylażowe z cukierni Cichowskich w Krakowie na ulicy Starowiślnej (mają tam także pyszny nugat) w niczym nie ustępują Laduree i w dodatku nie są farbowane. Ale uwaga:„ciasteczka z Krakowa" w supermarketach to zwykła podróbka Cichowskich, niemająca nic wspólnego z oryginałem.
 
 
Umiarkowanymi entuzjastami słodyczy są Szwedzi. W tym wstrzemięźliwym pod względem słodyczy kraju popularne są ciasteczka zbożowe. Skandynawia słynie z czystości upraw, pewnie dlatego szwedzkie przysmaki oparte są na wysokogatunkowych ziarnach zbóż. Głównym składnikiem typowego szwedzkiego ciastka są płatki owsiane. Herbatniki, czy też raczej pierniczki korzenne, jakie można kupić w Ikei, to także szwedzki specjał. Piekły je na Gwiazdkę dzieci z Bullerbyn.
Esencję angielskiej powściągliwości kryją w sobie butter cookies, maślane ciasteczka, które najlepiej smakują do popołudniowej herbaty. Ale królem brytyjskich deserów pozostaje bez wątpienia Christmas pudding, ciężkie ciasto owocowe, na które składa się długa lista ingrediencji. Brandy, masło, mnóstwo bakalii, sok owocowy, piwo, przyprawy korzenne... Przyrządza się je długo przed świętami, gotuje w kąpieli wodnej, a następnie zostawia, by dojrzało. Na stole podlewa się koniakiem i podpala. Kto spróbował prawdziwego bożonarodzeniowego puddingu, musi zmienić zdanie o angielskiej kuchni.
Na koniec słodycz zapoznana, choć w zasięgu ręki. Kto wie, że nasi bliscy sąsiedzi, Czesi wśród swoich specjalności mają oblatki, pyszne, okrągłe wafelki? O średnicy torciku wedlowskiego, kilku smakach smakach są tanie, dostępne w sklepach spożywczych i tam oczekują na więcej sympatii.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA