fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Zakaz kupowania spotów, czyli porażka wolnego rynku idei

Forsując zakaz kupowania przez partie spotów reklamowych w radiu i telewizji, większość parlamentarna odniosła kolejne zwycięstwo nad wolnym rynkiem idei politycznych. Co, obawiam się, nie wróży najlepiej jakości polskiej demokracji, chyba że ktoś przez jej dobro rozumie próbę wyeliminowania ze sceny politycznej jednego z jej uczestników (tym razem chodzi o PiS, ale przecież pamiętamy na przykład rozwiązanie wymierzone w Samoobronę).
Po nie najlepszych doświadczeniach z lat 90. znacząca część opinii publicznej przychyliła się do zdania, że partie – jako fundamentalny element systemu politycznego – powinny być finansowane z budżetu państwa. Jest też zgoda przeważającej jej części w sprawie niedawnej decyzji o zmniejszeniu – w związku z kryzysem – subwencji przekazywanych partiom.
Niewątpliwie z rosnącym pożytkiem dla jakości demokracji kojarzy się również pomysł nałożenia na partie konieczności przekazywania większych sum pieniędzy na finansowanie think tanków. Odbyłoby się to zresztą kosztem środków przeznaczanych na kupno telewizyjnych i radiowych spotów reklamowych. Ale żeby zakazywać w ogóle prawa do ich kupowania? Toż to uderzenie w samą istotę prowadzenia kampanii wyborczej, podobnie jak takim samym uderzeniem było wcześniejsze zakazanie partiom przekonywania do swych racji na billboardach.
Czyżby więc ugrupowania głosujące w parlamencie za projektem ustawy o zakazie kupowania przez nie spotów radiowych i telewizyjnych nagle straciły instynkt samozachowawczy? Ależ w żadnym wypadku. One wybornie kalkulują to, co robią.
A zatem. Czy SLD głosowałby za nową regulacją, gdyby nie miał w garści mediów publicznych? Śmiem wątpić. A czy PO głosowałaby za projektem tej ustawy, gdyby nie mogła liczyć na ogólną (choć słabnącą) przychylność większości mediów i nie miała sporego wpływu na to, co się dzieje w mediach publicznych? Też wątpię. Podobnie jest z PSL, które na stosunek doń większości mediów narzekać nie powinno, a i na brak wpływów w mediach publicznych – również nie. Może w takim razie PJN głosowałaby za projektem tej ustawy, gdyby nie cieszyła się niemal powszechną przychylnością mediów (i w dodatku nie miała ani grosza na jakiekolwiek spoty w telewizji i radiu)? Nie sądzę. I tylko PiS na tej operacji (w znacznej mierze zresztą na własne, i to wyraźne życzenie) straci i zapewne dlatego głosowało przeciw.
W każdym razie po wprowadzeniu w życie nowego rozwiązania równych i równiejszych zastąpią – chyba nie wbrew intencji jego promotorów – jeszcze bardziej równi i jeszcze bardziej równiejsi. O to chodziło?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA