fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Jarocin: historia kraju w rytmie rocka

Festiwal w Jarocinie w obecnej formie jest organizowany od 1980 r. Zdjęcie z 1987 r.
Fotorzepa, Przemek Wierzchowski
Jarocin. Jak pokazać fenomen festiwalu? Powstaje miejsce dla muzyków i pasjonatów. To nie ma być zwykłe muzeum
Długie włosy, postawione na cukier irokezy, glany, taniec pogo w tumanach kurzu, a na scenie młode zespoły.
– Jarocin był dla nas enklawą wolności. Tutaj rodził się zaangażowany polski rock and roll – mówi "Rz" Muniek Staszczyk, lider T. Love.
O tym wszystkim przypominać ma Spichlerz Polskiego Rocka, który powstanie w Jarocinie. Pomysłodawcy unikają słowa "muzeum". – Moglibyśmy zgromadzić trochę płyt, na ścianie powiesić kilka gitar czy dajmy na to buty Hołdysa, ale nie o to chodzi. Nie chcemy tworzyć kolejnego martwego miejsca – deklaruje Robert Kaźmierczak z Muzeum Regionalnego w Jarocinie, który koordynuje projekt.
[srodtytul]Zagrają na żywo [/srodtytul]
Jak będzie wyglądał Spichlerz? – Mamy kilka koncepcji – przyznaje Kaźmierczak. W weekend dyskutowali o nich twórcy festiwalu, dziennikarze muzyczni, znawcy muzealnictwa. Za 1,6 mln zł z Wielkopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego mają zostać m.in. wykupione prawa do filmów o festiwalu i archiwalnych fotografii oraz opracowane scenariusze wystaw. Jeden z pomysłów przewiduje stworzenie w Spichlerzu studia nagrań i sali prób.
– Zwiedzający mogliby zobaczyć muzyków podczas pracy. Dodatkowo zespoły grałyby tam koncerty transmitowane przez Internet. Byłaby to dla nich forma promocji – podkreśla Walter Chełstowski, jeden z ojców festiwalu.
Przy Spichlerzu powstanie Instytut Badań na Polskim Rockiem. – Festiwal i muzyka z nim związana to fenomen, na podstawie którego w niebanalny sposób można opowiadać o dziejach PRL – przekonuje Kaźmierczak. – Tematów do badań jest mnóstwo. Od postaw uczestników festiwalu poprzez przesycone otwartością postawy mieszkańców aż do samych tekstów piosenek, które w wielu przypadkach można zaliczyć do kanonu polskiej poezji. W ramach działalności instytutu miałyby się odbywać zajęcia dla studentów i lekcje dla uczniów miejscowych szkół.
Polski rock jako żywy podręcznik historii? – Dlaczego nie – odpowiada Muniek Staszczyk. – Nigdy nie chcieliśmy być kojarzeni z polityką, ale w latach 80. trudno było od niej uciec. Najpierw był późny Gierek, Wałęsa i Stocznia Gdańska, potem Jaruzelski ze swoim stanem wojennym. Żyliśmy zanurzeni w tej rzeczywistości, a nasza muzyka w dużym stopniu była reakcją na nią. Nie chciałbym uprawiać zbytniego kombatanctwa, ale także my wnieśliśmy swój wkład w zmiany, jakie zachodziły w kraju – dodaje lider T. Love, który na studiach napisał pracę o Jarocinie. Ostatnio publikacji związanych z festiwalem jest coraz więcej.
[srodtytul]Nostalgia i otwarty rozdział [/srodtytul]
– Sami nie jesteśmy w stanie udźwignąć ciężaru organizacji takiej placówki – mówi o instytucie Kaźmierczak. – Trzeba będzie znaleźć instytucję do współpracy. W grę wchodzą głównie uczelnie wyższe.
Spichlerz Rocka ma być gotowy do końca 2013 r. Sam instytut najpewniej powstanie później. – Tworzenie podobnych placówek to pochodna pewnego rodzaju nostalgii – uważa dr Norbert Maliszewski, psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego. – Jednak festiwal w Jarocinie nie jest zamkniętym rozdziałem. Ma potencjał, by budzić zainteresowanie kolejnych pokoleń. Mamy tutaj do czynienia z historią buntu, ale buntu, w którym o coś chodziło. Muzeum rocka ma szansę odnieść sukces.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA