fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Elektroniczna akcja: oczernić prezes Stefanię Kasprzyk

Stefania Kasprzyk była prezesem PSE Operator od 2005 do 2010 r. (z przerwą na przełomie 2007 i 2008 r.)
Fotorzepa, Małgorzata Pstrągowska Mał Małgorzata Pstrągowska
Anonimowe oszczerstwa, fałszywe e-maile z resortu gospodarki czy IPN. Prokuratura sprawdza, kto chciał zaszkodzić Stefanii Kasprzyk
To była misterna robota. Wiele bym dał, żeby się kiedyś dowiedzieć, kto za tym stał – tak o aferze w państwowej firmie energetycznej PSE Operator mówi wysoki rangą pracownik spółki.
"Rz" dotarła do dokumentów, z których wynika, że przez wiele miesięcy prowadzono intensywną kampanię oszczerstw i pomówień wymierzoną w Stefanię Kasprzyk. Zmarła w styczniu Kasprzyk od 2005 r. kierowała PSE Operator, firmą odpowiedzialną za przesył energii elektrycznej w kraju, a więc strategiczną z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski.
[wyimek]Stefanię Kasprzyk bez podania powodów odwołał w październiku wicepremier Waldemar Pawlak. Prezes twierdziła, że usunięto ją ze stanowiska, bo sprzeciwiała się budowie połączenia transgranicznego z Białorusią i Rosją[/wyimek]
Czy był to element walki o kontrolę nad polskim rynkiem energii? Komu zależało na zdyskredytowaniu Stefanii Kasprzyk?
Na te pytania ma odpowiedzieć Prokuratura Rejonowa w Piasecznie, która od 9 czerwca 2010 r. z zawiadomienia PSE Operator prowadzi w tej sprawie śledztwo. "Rz" dotarła do szczegółów tej sprawy.
[srodtytul]"Związkowiec"pisze o esbekach[/srodtytul]
Od marca 2010 r. do dziennikarzy, polityków i urzędników państwowych zaczęły trafiać e-maile informujące o rzekomych nieprawidłowościach w spółce. Prezes Kasprzyk była przedstawiana w nich jako niepanująca nad firmą alkoholiczka, która jest szantażowana przez oficerów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, rzekomo byłych esbeków zatrudnionych w pionie bezpieczeństwa spółki. Sugerowano też, że Kasprzyk leczy się psychiatrycznie.
Według donosów szefem owej grupy esbeków miał być Marek Wróblewski, odpowiadający za bezpieczeństwo spółki i zastępca pełnomocnika ds. informacji niejawnych, a prywatnie mąż Katarzyny Koniecpolskiej-Wróblewskiej, rzeczniczki prasowej ABW.
– To była kompilacja informacji nieprawdziwych, np. o moim rzekomym udziale w grupie przestępczej, z prawdziwymi pochodzącymi z Internetu lub różnych urzędów państwowych – opowiada "Rz" o tych donosach Wróblewski. – Próbowano w ten sposób zniszczyć moją wiarygodność, ale przede wszystkim prezes Kasprzyk.
Wszystkie e-maile były podpisywane "Związkowiec". Podobne wpisy zaczęły się pojawiać na forach internetowych.
[srodtytul]Fałszywy resort i fałszywy IPN [/srodtytul]
19 kwietnia 2010 r. na pocztę elektroniczną kierownictwa PSE Operator, w tym m.in. Stefanii Kasprzyk, wpłynął e-mail od Agnieszki Kurkowskiej z Ministerstwa Gospodarki. "Na polecenie pana premiera informuję Państwa, że informacje pojawiające się w Internecie na temat kilku pracowników PSE Operator (…) są prawdziwe. Pan premier niezwłocznie po otrzymaniu wspomnianych informacji przekazał je do sprawdzenia służbom. W dniu dzisiejszym otrzymał odpowiedź, którą polecił mi Państwu przekazać. Pan premier wyraża nadzieję, że informacje te pomogą Państwu w rozwiązaniu problemów" – napisano w wiadomości. E-mail przyszedł z adresu sekretariatSMmg.gov.pl.
Ale nikt taki jak Agnieszka Kurkowska nigdy nie pracował w resorcie. Wiadomość tej treści nie została wysłana z ministerstwa.
Dziesięć dni później do pracowników spółki trafił kolejny e-mail. Tym razem z adresu sekretariat.ipnipn.gov.pl. Dorota Trzebitowska z Instytutu informowała w nim o rzekomo kompromitującej przeszłości w tajnych służbach PRL współpracowników prezes Kasprzyk. Ta wiadomość także okazała się fałszywką.
A kampania pomówień trwała. Z ustaleń "Rz" wynika, że ktoś podszył się pod Marka Wróblewskiego. Na przełomie marca i kwietnia 2010 r. z adresu e-mail z jego imieniem i nazwiskiem przesłano dwie wiadomości o nieprawidłowościach w PSE Operator – do głównego inspektora pracy oraz prokuratury.
– O sprawie dowiedziałem się, gdy na mój służbowy e-mail przyszło pismo o przekazanie rzekomo mojego zawiadomienia do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota – opowiada Wróblewski. Okazało się, że prokuratura wszczęła sprawę. Ale szybko ją umorzyła.
[srodtytul]Tuż przed oceną[/srodtytul]
Szkalujące e-maile pojawiały się tuż przed walnym zgromadzeniem akcjonariuszy, które dokonuje oceny pracy zarządu. Odbyło się ono na przełomie maja i czerwca. W środowisku zaczęły krążyć plotki, że minister skarbu chce odwołać Kasprzyk.
– Jeśli ktoś uważnie czytał te wiadomości, wiedział, że osoba, która je preparowała, sporo wiedziała o spółce. Co było jej celem? W mojej opinii szkodzenie pani prezes. Nie mieliśmy wątpliwości, że to był klasyczny czarny PR – ocenia w rozmowie z "Rz" Edward Słoma, przewodniczący rady nadzorczej PSE Operator, na co dzień pracujący w Departamencie Energetyki Ministerstwa Gospodarki.
Słoma zapewnia, że prezes Kasprzyk była ceniona i szanowana w spółce. – Dowodem jest to, że w naszej ocenie nie było powodu, by ją odwołać, choć rada ma takie możliwości. Ona tę spółkę budowała – dodaje.
Choć Stefania Kasprzyk, która wygrała konkurs na posadę prezesa w maju 2005 r., już raz wcześniej została odwołana. Stanowiska pozbawiono ją w 2007 r. w ostatnich dniach rządu PiS. Przedstawiciele resortu skarbu podważali jej zdolności menedżerskie i wskazywali na fatalny stan sieci przesyłowych.
Po wygranych przez Platformę Obywatelską wyborach nowy minister skarbu Aleksander Grad unieważnił decyzję poprzedników i Kasprzyk wróciła na stanowisko.
W marcu PSE Operator zmienił statut i nadzór właścicielski przeszedł z rąk ministra Grada do rąk ministra Waldemara Pawlaka. W związku z nowelizacją prawa energetycznego od 11 marca 2010 r. formalną kontrolę nad spółką przejęło bowiem kierowane przez Pawlaka Ministerstwo Gospodarki.
Walne zgromadzenie akcjonariuszy, zmieniwszy najpierw statut PSE Operator, odwołało czterech członków rady nadzorczej reprezentujących Skarb Państwa. Tydzień później rada nadzorcza spółki unieważniła konkurs na członków zarządu.
W czerwcu 2010 r. mimo e-mailowej nagonki Kasprzyk została prezesem na kolejną kadencję.
Wówczas anonimowy "Związkowiec" znowu ruszył do ataku. E-maile zatytułowane "Byli funkcjonariusze SB kierują zarządem PSE Operator poprzez szantaż" zaczęły trafiać do polityków PiS.
13 października Stefania Kasprzyk została odwołana przez walne zgromadzenie (dla PSE Operator funkcję walnego pełni minister gospodarki, czyli Waldemar Pawlak). Powodów nie podano.
Kasprzyk zastąpił na stanowisku Henryk Majchrzak, dyrektor Departamentu Energetyki Ministerstwa Gospodarki, który od 1 lipca 2010 r. był w PSE Operator członkiem zarządu. Co na to szef rady nadzorczej Operatora? – Nie komentuję decyzji walnego zgromadzenia – ucina Słoma.
Ale nawet po odwołaniu prezes kampania oszczerstw pod jej adresem nie ustała. Na początku listopada do pracowników i szefów PSE Operator zaczęły trafiać kolejne szkalujące ją e-maile. Tym razem ktoś podszył się pod szefową kadr w spółce Marię Ramotowską i przesyłał wiadomości, w których jako nadawca figurowała maria.ramotowskaburntmail.com. "Informuję wszystkich zainteresowanych, że pani była prezes chętnie podpisuje antydatowane dokumenty u siebie w domu" – czytamy w jednym z e-maili. Oczywiście nieprawdziwych.
[srodtytul]Tropienie w sieci[/srodtytul]
– Nie mam wątpliwości, że operacja przeciwko prezes Kasprzyk była bardzo dobrze zaplanowana – mówi Wróblewski.
Z informacji "Rz" wynika, że w tym celu ktoś m.in. wykupił za kilkanaście dolarów miejsce na serwerze w Kanadzie. Ma to utrudnić ustalenie autora donosów. Jednak specjaliści z branży informatycznej twierdzą, że jest to wykonalne.
Według Zbigniewa Engiela z Mediarecovery, spółki zajmującej się informatyką śledczą, wiadomość e-mail po dotarciu do użytkownika ma w nagłówku informacje niezbędne do komunikacji między serwerami pocztowymi SMTP: datę wysłania wiadomości, odebrania ich przez kolejne serwery pośredniczące oraz adresy IP serwerów pocztowych. W zależności od używanego programu pocztowego lub serwisu WWW wiadomość ta może zawierać również takie dane jak adres IP komputera, z którego była wysyłana, nazwę tego komputera, nazwę programu pocztowego.
– Za pomocą tych danych można starać się ustalić użytkownika końcowego, a właściwie urządzenie końcowe – mówi Engiel. – Technicznie rzecz biorąc, takie dane można zebrać i zbadać bez większego problemu. Jednak ich właściwa analiza i wykorzystanie niekoniecznie będą proste z uwagi na istniejące przeszkody natury prawnej. Konieczne zatem będzie skorzystanie z prawnej współpracy międzynarodowej pomiędzy państwami i operatorami, a to nie zawsze jest łatwe.
Istnieje też wiele technik ukrywania sieciowej tożsamości. – Np. używanie publicznych miejsc dostępowych do Internetu WiFi – dodaje Engiel.
[srodtytul] Połączenie z Białorusią i Rosją?[/srodtytul]
Stefania Kasprzyk zmarła 2 stycznia 2011 r. Według rodziny to właśnie stres i napięcie spowodowane pomówieniami mogły doprowadzić do jej śmierci. – Niewykluczone, że niedługo zawiadomienie w tej sprawie trafi do prokuratury. Tej sprawy nie można tak zostawić – mówi "Rz" Maciej Sankowski, były doradca Kasprzyk i przyjaciel rodziny. Podkreśla, że Kasprzyk mocno przeżywała też swoje odwołanie. – Była załamana. Jednak na nic się nie uskarżała. Choroba pojawiła się nagle – podkreśla. Była prezes zmarła z powodu silnego zapalenia trzustki.
Waldemar Pawlak odmówił "Rz" ujawnienia powodów odwołania Stefanii Kasprzyk. Także zarząd PSE Operator nie chciał skomentować sprawy.
Według Sankowskiego prezes twierdziła, że usunięto ją ze stanowiska w PSE Operator, bo sprzeciwiała się budowie połączenia transgranicznego z Białorusią i Rosją (Kaliningradem). – Połączenie polskich sieci przesyłowych z tymi dwoma krajami nie znajdowało się w żadnym planie Unii Europejskiej. Forsowanie takiego pomysłu leżało więc tylko w rosyjskim interesie – mówi Sankowski.
"Rz" próbowała skontaktować się z rodziną Kasprzyk. – Do momentu pogrzebu rodzina nie będzie się wypowiadała dla mediów – mówi Sankowski.
Stefania Kasprzyk zostanie pochowana w środę w Poznaniu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA