fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Rozmowa z Tomaszem Bagińskim, animatorem studia Platige Image

materiały prasowe
Z Tomaszem Bagińskim rozmawia Jolanta Gajda-Zadworna
[b]Czy zgadzasz się z opinią, że w mijającym roku to, co najważniejsze w polskim kinie zdarzyło się za sprawą ludzi pokolenia Sławomira Idziaka lub starszych?[/b]
[wyimek][link=http://www.rp.pl/temat/362784_Mlode-Kino.html]Czytaj serwis Młode Kino[/link][/wyimek]
[b]Tomek Bagiński:[/b] Nie mogę wejść w polemikę z tą opinią, bo słabo się na polskim kinie znam. Mało go oglądam.
Z tego, co się orientuję, śledząc doniesienia prasowe i słuchając opinii znajomych z mojego pokolenia, mijający rok to czas, kiedy dużo się robiło i produkowało. Część z tych rzeczy wejdzie do dystrybucji w przyszłym roku, więc może być ciekawie.
Zdziwiłbym się, gdyby po roku 2009, który – jeżeli chodzi o młode kino i ożywcze w nim prądy – był znamienny, 2010 był tak dobry. Cykl produkcji jest długi, więc czekam z zainteresowaniem na nadchodzące miesiące.
[b]Dla Kasi Klimkiewicz, Bartka Konopki, dla ciebie, to był bardzo dobry rok… [/b]
Nie narzekam, ale przestaję powoli emocjonować się festiwalami i nagrodami. Robię swoje, robię kolejne prace i cieszę się, gdy tej pracy jest dużo.
[b]Mimo wszystko spytam o największy sukces Tomka Bagińskiego w mijającym roku. [/b]
Będzie trudno, nie patrzę na to w taki sposób… Zmiany, które uważam za najważniejsze, a które zaszły w firmie Platige Image i które są naszym sukcesem, trudno nazwać medialnymi. Przeszliśmy dość bolesną, ale konieczną restrukturyzację i w przyszłym roku będziemy się mogli zmierzyć z projektami w skali, o której nie mogliśmy nawet myśleć rok temu.
To był program rozpisany na lata. Już w „Kinematografie” testowaliśmy pewne rozwiązania. „Historia Polski”, która w tym roku się pojawiła i zrobiła trochę szumu, była kolejnym elementem zmian produkcyjno-strukturalno-biznesowych, które sprawiły, że to studio może w przyszłym roku zaskoczyć paru obserwujących je ludzi.
[b]Wspomniałeś kilkuminutową animowaną „Historię Polski”. [/b]
Narobiła dużo szumu na EXPO i, jeśli wierzyć doniesieniom, które otrzymałem, obejrzało ją tam pięć czy sześć milionów osób. Aż trudno uwierzyć.
[b] Przez pewien czas była szansa, że „Historia Polski” powalczy o Oscara…[/b]
Nie przeszliśmy jednak do kolejnego etapu. W tym przypadku nie było też tak wielkich emocji i oczekiwań, jak w ubiegłym roku przy „Kinematografie”, kiedy liczyliśmy na nominację.
[b]Co było najważniejszym wydarzeniem mijającego roku w twojej dziedzinie?[/b]
Na przełomie 2009/10 pojawił się „Avatar” . To bezdyskusyjnie największy technologiczny i kinowy wyczyn. Dawno nie było tak dobrze zrobionego widowiska angażującego ludzi z tak różnych grup, trafiającego bardzo szeroko. Echa tej produkcji, zwłaszcza technologiczne, będziemy czuli przez lata całe.
[b] Czy refleksem zmian, które obwieścił „Avatar” może być to, co się dzieje z „Bitwą Warszawską 1920”? Jerzy Hoffman zdecydował się zrealizować ją w 3D. [/b]
Stereoskopia to technologia generalnie modna dziś w kinie.
[b]Modna czy będąca naturalnym etapem rozwoju, tak jak dawniej kolor czy panoramiczny obraz?[/b]
Jestem zwolennikiem 3D. Wydaje mi się, że to przyszłość kina, a jednocześnie myślę, że ta technika ma jeszcze sporo ograniczeń i nie do każdego filmu, a także nie w każdej sytuacji trzeba teraz po nią sięgać. Czekam na rozwiązania, które jeszcze bardziej uproszczą realizację i oglądanie tych filmów. A efektów „Bitwy warszawskiej 1920” bardzo jestem ciekaw.
[b] Czy poza „Avatarem” mijający rok przyniósł jakiś przełom? [/b]
Nie, to „Avatar” był krokiem milowym. Pozostałe rzeczy, które pojawiały się w kinie były raczej zachowawcze.
Chociaż, mam taką prywatną obserwację. Od kilku lat widzę, że o wiele ciekawsze rzeczy, niż w kinie, dzieją się w telewizji. Zarówno, jeśli chodzi o prowadzenie dramaturgii, scenariusze, jak i aktorstwo.
[b] Te obserwacje nie dotyczą chyba polskiej telewizji? [/b]
Nie. Na przykład „Boardwalk Empire" (HBO zaczęło emisję tego serialu pod tytułem "Zakazane imperium" – przyp. red.). Zabrał się za tę realizację Martin Scorsese, angażując na dodatek niebotyczny budżet. To znak czasów i dowód na to, że coraz więcej ludzi kina będzie wchodziło w produkcje telewizyjne.
[b] Jak, w skali od 1do10 oceniłbyś zmiany zachodzące w twojej dziedzinie?[/b]
Ten rok, z powodu „Avatara”, oceniłbym na siedem. Ale jeśli chodzi o animację, efekty specjalne i związane z nimi technologie, to od pięciu lat obserwuję stały wzrost: sprawności sprzętu, jakości oprogramowania, doświadczenia ludzi itd. W ciągu 10-15 lat doprowadzi to, moim zdaniem, do sytuacji, w której kina aktorskie i animowane zleją się w jedno. Od strony estetycznej nie będzie różnicy między nimi. Tylko od decyzji reżysera, czy producenta będzie zależeć, którą ścieżką pójść. Czy realizować film w technologii „Avatara” czy tradycyjnymi kamerami.
Te zmiany są nieuniknione, bo filmowcy i producenci, głównie amerykańscy, tego chcą. Dlatego, że umożliwia im to robienie dowolnych planów zdjęciowych bez ruszania się ze studia. To oznacza obniżenie kosztów, wygodę produkcji itd., a jednocześnie daje absolutną i niczym nieskrępowaną wolność tworzenia dla reżysera, scenarzystów, scenografów.
[b]Wirtualna rzeczywistość nas zagarnie?[/b]
Przynajmniej w kinie. Jak nie trzaśnie w nas meteor albo nie omsknie się komuś palec na guziku atomowym, to takie zmiany są nieuniknione. Najpóźniej w ciągu dwudziestu lat.
[b] A na polskim podwórku? [/b]
O pełnometrażowym kinie, jak powiedziałem na początku, wolałbym się nie wypowiadać, a w animacji… Myślę, że polskie studia doszły do podobnych wniosków, że czas już zacząć robić większe metraże, seriale, rozkręcać biznes. Obserwuję ten proces. Generalnie jestem optymistą, jeśli chodzi o animację w Polsce. Powoli kończy się okres Dzikiego Zachodu, wolnej amerykanki – studia rosną, nie wszyscy są uzależnieni wyłącznie od produkcji reklamowej.
Jednak proces ten trochę trwa i myślę, że dopiero najbliższych kilka lat przyniesie rzeczywisty skok oraz rozwój produkcji animowanych. Ale to jest przyszłość kina i lepiej, żebyśmy się na ten, chociaż ostatni wagonik, jeśli chodzi o technologie animacyjne, załapali. Docierają do mnie np. informacje, że dwa czy trzy lata temu Chińczycy wprowadzili program specjalnych subwencji i uczy się tam w tej chwili sto tysięcy grafików komputerowych. Z jakiegoś powodu to robią.
[b]Co ty będziesz robić w 2011roku? Masz oscarowe plany?[/b]
Cała nasza energia będzie rzucona na autorski film „Ścieżki nienawiści” Damiana Nenowa. Zgłosiliśmy go już na parę znaczących festiwali, czekamy na odpowiedzi. Przy tym projekcie występuję w roli jednego z producentów i przyzwyczajam się do nowej roli – grubasa, który trzęsie budżetem.
„Kinematograf” był planowany jako mój ostatni „short”, pożegnanie z filmami krótkimi. Teraz przygotowuję się do nowych zadań. Mamy kilka projektów pełnometrażowych. Liczę, że któryś z nich wypali, ale wtedy trafi na rynek dopiero za dwa, trzy lata.
[b]Co dzieje się z „Hardkorem”?[/b]
Cały czas go rozwijamy i jesteśmy na etapie poszukiwania partnerów produkcyjnych. To bardzo duży i skomplikowany projekt. Co chwila jeżdżę w związku z nim do Stanów. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jestem dobrej myśli, ale mam, w razie czego, trochę skromniejsze projekty w zanadrzu.
[b] Czego sobie życzysz na 2011rok? [/b]
Zdrowia głównie. Dla siebie i rodziny. Wychodzę z założenia, że jak będę zdrowy, będę miał dwie ręce i oczy to sobie poradzę. A w skali globalnej, jak miss świata, życzę sobie i innym pokoju. Bo to pomaga biznesowi.
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA