fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rafał A. Ziemkiewicz o salonach i antysalonach warszawskich

Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Nie ma bardziej zajadłych reakcjonistów niż byli rewolucjoniści, gdy się wreszcie usadzą u władzy. I nie ma bardziej strupieszałego salonu niż były antysalon, gdy już udało mu się zwyciężyć
Pierwsze skojarzenie wykształconego Polaka na słowo „salon” jest oczywiste: „Dziadów część III”, „salon warszawski”, „kilku wielkich urzędników, kilku wielkich literatów, kilka dam wielkiego rodu, kilku jenerałów i sztabsoficerów; piją herbatę przy stoliku”. A pijąc ją, bredzą o Nowosilcowie, który „gustownie ustawiał zabawy”, o modnej literaturze na temat niczego, o swej wyższości i dziejowej roli (szczególnie ci „świeżo awansowani”) tudzież pozycji u dworu. I choć w mickiewiczowskim salonie są („bliżej drzwi”) także literaci młodzi oraz podchorążowie, nakreślony przez Mickiewicza z pasją obraz oderwanej od narodu, zaskorupiałej w nadętej głupocie pseudoelity okazał się tak sugestywny, że zdominował pojęcie „salonu” bodaj już na zawsze.

Dla samego Mickiewicza i jego współczesnych tak kategoryczne potraktowanie salonu byłoby zapewne zbyt radykalne. Oczywiście, romantycy kierowali się zrozumiałą i godną pochwały chę...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA