fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Rada Etyki Mediów i jej wpadki

ROL
Jerzy Haszczyński
W środowisku coraz częściej pojawiają się głosy, że Radzie Etyki Mediów potrzebna jest reforma
„Kompromitacja Rady Etyki Mediów?”. „Wpadka REM”. „Rada potępia, a nie sprawdza”. „Kolejny skandal z REM”. To tylko kilka nagłówków portali informacyjnych z ostatnich dwóch tygodni. Powód?
Po pierwsze wpadka Rady Etyki Mediów dotycząca skargi (której, jak się okazało, nie było) burmistrza Złocieńca na reportera „Faktu”. Po drugie krytyczne oświadczenie REM (które, jak się okazało, oświadczeniem nie było) pod adresem dziennikarki TVP Joanny Lichockiej.
Obie te sprawy ponownie otworzyły dyskusję o stanie Rady Etyki Mediów, jej racji bytu i sposobie działalności.
W przypadku reportera „Faktu” REM wydała oświadczenie potępiające jego „nieetyczne postępowanie” wobec rodzin ofiar wypadku autokaru pod Berlinem. Z oświadczenia wynikało, że na reportera poskarżył się radzie burmistrz Złocieńca. Miał zarzucić dziennikarzowi, że ten, podając się za członka rodziny, dostał się do autokaru jadącego do Berlina i usiłował robić zdjęcia rodzinom ofiar. Sęk w tym, że burmistrz Waldemar Włodarczyk nigdy skargi nie złożył, o czym publicznie zapewnił.
Magdalena Bajer, przewodnicząca REM, tłumaczy, że padła ofiarą oszustwa. – Biję się w piersi, nie wiedziałam, że można się tak łatwo pod kogoś podszyć – mówi.
Tydzień później znów Internet huczał od niepochlebnych dla REM komentarzy. Tym razem chodziło o krytykę Joanny Lichockiej za to, że „naruszyła zasadę obiektywizmu” podczas telewizyjnej debaty prezydenckiej. W ubiegły czwartek informację o tym podał PAP. Dzień później zasiadająca w REM Teresa Bochwic wyjaśniała, że nie było żadnego oświadczenia rady w sprawie Lichockiej. Był za to list, jaki jeden z jej członków Michał Bogusławski wysłał Piotrowi Rachtanowi, autorowi skargi na dziennikarkę.
– REM działa w różnych trybach. Czym innym są jednak oświadczenia, wspólnie opracowywane, dyskutowane i głosowane, a czym innym listy – mówi „Rz” Bochwic. I tłumaczy, że rada dostaje miesięcznie kilkadziesiąt listów, które rozdziela między siebie. Na skargę Rachtana, który w ostatnich wyborach do Sejmu kandydował z listy PO, a obecnie pisuje do partyjnej gazety „POgłos” (jego artykuł możemy przeczytać np. we wrześniowym numerze), odpowiedział Bogusławski. Podzielił krytyczne uwagi Rachtana wobec Lichockiej.
– To niepokojące, że część REM przytakuje skargom człowieka zaangażowanego w działalność jednej partii – powiedziała „Rz” Lichocka.
– Ważniejsze od tego, kto wnosi skargę, jest raczej to, o co w niej chodzi – odpowiada Piotr Rachtan.
Wątpliwości co do zasadności oświadczenia REM w jego sprawie ma także dziennikarz TVP 1 Jan Pospieszalski. Rada skrytykowała go za „sposób relacjonowania przeżyć ludzi przychodzących w dniach żałoby przed Pałac Prezydencki”. Zganiła go za to też Komisja Etyki TVP i wielu komentatorów.
– To dziwne, że rada napiętnowała fakt, iż pozwoliłem ludziom w sposób nieskrępowany wyrazić swój ból i wypowiedzieć się na temat rzeczywistości, w której żyjemy. Realizowałem w ten sposób postulat wolności słowa, na którym radzie powinno zależeć – mówi Pospieszalski.
Często z ust dziennikarzy słychać, że nawet jeśli członkowie REM, wydając oświadczenia, nie mają złych intencji, to nie potrafią przewidzieć kontekstu politycznego, w jaki się wpisują. – Bywa, że rękami rady ktoś załatwia jakieś polityczne porachunki, a ona dowiaduje się o tym po fakcie albo wcale – twierdzi jeden z rozmówców „Rz” ze świata mediów.
Teresa Bochwic uważa, że rozwiązaniem byłoby wprowadzenie bardziej szczegółowych procedur, regulujących m.in. zasady wydawania oświadczeń czy weryfikacji skarg przez REM. Głośna była zresztą sprawa jej rezygnacji ze stanowiska wiceprzewodniczącej w marcu 2009 r. z powodu nieinformowania jej o decyzjach REM, np. o oświadczeniu krytykującym prof. Bogusława Wolniewicza za rzekome treści antysemickie wygłoszone w Radiu Maryja.
– Nie wiadomo, kogo REM reprezentuje, na jakiej podstawie prawnej, jakie są kryteria wyboru członków i dlaczego ciało to uważa się za reprezentatywne dla środowiska – wylicza Wiesław Podkański, prezes Izby Wydawców Prasy, który wiele razy wzywał do reformy REM.
– Największą naszą bolączką nie jest brak procedur, lecz to, że moglibyśmy pracować jeszcze szybciej – odpowiada Bajer.
Rady broni Krystyna Mokrosińska, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. – Choć z wieloma jej ocenami się nie zgadzam, uważam, że jest to ciało potrzebne i funkcjonuje dobrze – mówi. – Kartę etyczną mediów, na podstawie której REM wydaje oświadczenia, podpisali przedstawiciele najważniejszych mediów i środowisk dziennikarskich.
Na temat działalności REM nie chce się za to wypowiadać Wiktor Świetlik, szef Centrum Monitoringu Wolności Prasy.
Radę Etyki Mediów powołała w połowie lat 90. Konferencja Mediów Polskich skupiająca przedstawicieli świata mediów. Opracowali oni Kartę etyczną mediów, na mocy której powstała REM. Rada ma dziesięciu członków. Nie dysponuje żadnymi sankcjami, może tylko wskazywać wykroczenia, wyrażać opinie i apelować.
– Choć nie możemy nawet wyegzekwować sprostowania, przychodzi do nas coraz więcej listów. To znak, że jesteśmy do czegoś potrzebni – uważa Bajer.
[ramka][b]Skład rady[/b]
Na czele REM stoi Magdalena Bajer. Prócz niej w Radzie zasiadają: Ryszard Bańkowicz, Tomasz Bieszczad, Teresa Bochwic, Michał Bogusławski, Maciej Iłowiecki, Helena Kowalik, Marek Łochwicki, Barbara Markowska i Marta Pionkowska. Członkowie REM są wybierani przez Konferencję Mediów Polskich w tajnym głosowaniu. Obowiązki pełnią społecznie. Kadencja Rady trwa trzy lata. Obecny skład został powołany w 2008 r.
[i]—k.b.[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA