fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Rune Holta – spawacz, który został żużlowcem

Rune Holta
Fotorzepa, Bosiacki Roman Bos Roman Bosiacki
Uśmiecha się na samą myśl o polskich Tatrach. – Jazda na nartach jest znakomitym treningiem przed startami na żużlowym torze. W speedwayu istotne jest obciążanie prawej nogi, w górach zaś przenoszenie ciężaru na zewnętrzną nartę. Narty uczą koordynacji, wychwycenia właściwego balansu, oswajają z szybkością. Te umiejętności bardzo przydają się na żużlu – mówi Rune Holta.
piłkarskim boisku, lecz prawdziwą miłość odkrył, mając 13 lat. – Tata Leo jeździł na żużlu, gdyż uległ fascynacji Sverre Harrfeldtem – Norwegiem, który w 1966 roku został wicemistrzem świata. Tata trzy razy sięgał po tytuł mistrza Norwegii. Gdy przestał jeździć, często odwiedzał kumpli z toru. Raz zabrał mnie ze sobą. Przysłuchiwałem się, jak wspominali stare dzieje. Rozczulili się tak bardzo, że kolega taty wyciągnął z warsztatu zakurzoną żużlówkę. Spróbowałem swoich sił, byłem oczarowany jazdą – wspomina Rune.
Następnego ranka ojciec kupił mu używany motocykl z silnikiem o pojemności 80 ccm. Rune nie miał prawa jazdy, więc tata co tydzień spędzał 16 godzin za kierownicą, aby zawieźć syna na trening i zawody do Danii. W Norwegii nie miałby szans na rozwój, gdyż nie istniała baza do minispeedwaya.
Holta urodził się w Randabergu, maleńkim miasteczku nieopodal Stavanger. Randaberg jest znane norweskiej rodzinie królewskiej, gdyż ziemniaki z okolicznych pól co roku wędrują na stół monarchy. Leo Holta od lat prowadzi plantację sałaty, aby zarobić na rodzinę. Wszystkie nadwyżki przeznaczał na żużlowy ekwipunek syna. – Na polu u ojca najbardziej pracowitą nacją są Polacy. Sumienni, odpowiedzialni, towarzyscy – przyznaje Rune.
Jednak nawet obfite płody rolne nie zapewnią budżetu potrzebnego do uprawiania żużla. Rune podjął pracę na platformach wiertniczych. Był spawaczem. Bywało, że nie miał sił, aby po ciężkim dniu pracy udać się na siłownię, ale uśmiech mamy Bjorg parzącej najwspanialszą herbatę pod słońcem sprawiał, że ochoczo ruszał na trening. Urządzał przebieżki na fiordy, ćwiczył gimnastykę. Wykorzystywał każdą okazję do startów na torze. Nie przejmował się, że dokłada do interesu. Kochał jazdę na motocyklu i wierzył, że nadejdzie dzień, w którym będzie mógł odłożyć spawarkę na bok.
W 1993 roku lata wyrzeczeń przyniosły efekt. Zdobył brązowy medal MŚ juniorów w Pardubicach. Rok później był faworytem MŚ juniorów. Zawody rozegrano w norweskim Elgane, 20 mil od rodzinnego domu Holty. Nie udźwignął presji. Przegrał baraż o złoty medal ze Szwedem Mikaelem Karlssonem. – Dziś cieszę się, że nie zdobyłem złota. Wprowadzono wówczas przepis, że mistrz świata juniorów zostaje pełnoprawnym uczestnikiem Grand Prix, a ja nie byłem gotowy, aby walczyć z rutyniarzami. Mikael przeżył załamanie nerwowe, bo odstawał od starych wyjadaczy. Spośród juniorów jedynie Jason Crump był na tyle dobry, aby rywalizować z gwiazdami Grand Prix – mówi Rune.
Arkana żużlowej sztuki mówią, że obiecujący junior powinien nabrać szlifu na trudnych technicznie torach angielskich. Rune zerwał z tym przesądem. – Wybrałem Polskę, Szwecję i Danię. Kluby w tych krajach pomogły mi, gdy zaczynałem. Zasłużyły na moją lojalność, więc zrezygnowałem z Anglii.
Rywale szanują go za waleczność. – Gdy czujesz na plecach oddech Rune, wiadomo, że on nie da ci spokoju. Jeździ fair – mówi Leigh Adams. Peter Collins, mistrz świata 1976 z Chorzowa, twierdzi, że gdyby wszyscy mieli tak ekscytujący styl jazdy jak Holta, na żużel chodziłyby tłumy. Rune żartuje, że gdyby przyszło mu jeździć w latach 60., zarobiłby fortunę za pokazy w beczce śmierci. Holta długo czekał na zwycięstwo w Grand Prix. Ma patent na Szwecję, bo w 2008 roku wygrał GP w Goeteborgu, a w 2010 roku w Malilli.
10 czerwca 2007 roku cudem uniknął śmierci. Leciał z Kopenhagi z Tomaszem Gollobem na zawody ligowe do Tarnowa. Rune miał wykupiony bilet na przelot regularną linią z Warszawy do Krakowa, ale uległ namowom Tomka i wsiadł do awionetki pilotowanej przez ojca Tomasza Władysława Golloba. – Nie lubię małych samolotów. Czułem, że to zła decyzja, ale było już za późno. Gdy zahaczyliśmy o drzewa i gwałtownie spadaliśmy, byłem przekonany, że to koniec. Najgorsze, że nie mogliśmy nic zrobić, byliśmy zapięci w pasach – mówi Holta.
Oprzytomniał, gdy wyciągano go z wraku awionetki. Wokół było mnóstwo rozlanego paliwa. Na szczęście nie doszło do eksplozji. Wstrząs mózgu był niską ceną za podjęte ryzyko. Lekarze zalecili Holcie tygodniowy pobyt w łóżku. – Myślałem, że oszaleję. Czułem potworny ból głowy i szyi. Leżałem w zacienionym pokoju, nie mogłem czytać książki ani oglądać TV. Dziewięć dni po wypadku poczułem, że muszę wrócić na motocykl, bo inaczej nie wyzwolę się od koszmarów. Rodzina pukała się w czoło. Pojechałem do Szwecji i zdobyłem 16 punktów na 18 możliwych. Mijałem rywali jak slalomowe tyczki. Po meczu Nicki Pedersen zapytał mnie, jakie zioła piję, skoro jeżdżę jak opętany – śmieje się Holta.
Rune od lat przyjaźni się z Petterem Solbergiem, rajdowym mistrzem świata z 2003 roku. – Petter to prawdziwy profesjonalista i świetny rajdowiec. Często żartujemy, że byłby dobrym żużlowcem, bo lubi ryzykować i nie stroni od markowej whisky.
Gdy Rune był na zimowych igrzyskach w Vancouver, śledził występy olimpijczyków, ale znalazł czas, aby odwiedzić rodaka Andre Villę, gwiazdę freestyle motocrossu. – Ma przepiękne ranczo w Kalifornii. Przestronny dom, obok wspaniały tor do treningów. A zaczynał, malując domy sąsiadom i sprzedając na targu złowione przez siebie ryby.
Holta najpełniej oddycha w Częstochowie. Miał wiele intratnych ofert, ale wybrał jazdę w walczącym o utrzymanie w ekstralidze Włókniarzu.
Rune sceptycznie patrzy na szaleńczy rozwój technologii. – Sądzę, że za kilka lat znikną szkoły językowe. Będziemy mogli wszczepić specjalny chip do naszych mózgów, aby władać językami. Chipy będą się jedynie różniły opakowaniem. Furorę będą robić te z językiem rosyjskim i chińskim – prorokuje.
Gdy sezon dobiega końca, Holta wylatuje do Tajlandii. Cieszy się jak dziecko, kiedy może pobiegać na dzikiej plaży. – Mam miejsce, w którym upajam się ciszą i niezwykłym powietrzem. Odkryłem je po żmudnych poszukiwaniach. Poprzednia lokalizacja była piękna do momentu, gdy recepcjonistka przywitała mnie tekstem: „Witamy w Szwecji”. Okazało się, że w tym samym hotelu śpią kibice klubu żużlowego, z którego odszedłem. Czmychnąłem stamtąd czym prędzej.
Poczytuje sobie za zaszczyt, że po zdobyciu Drużynowego Pucharu Świata w 2007 roku został zaproszony do Belwederu przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. – W Norwegii to nierealne, bo musiałbym odnieść sukces na miarę Bjorna Daehliego czy Johanna Olava Kossa, aby przyjął mnie król. Bardzo cenię Złoty Krzyż Zasługi, którym zostałem odznaczony.
Wielu powątpiewa w jego przywiązanie do Polski, zarzucając mu handlowanie obywatelstwem. Holta nie wystąpił w żadnym meczu ligowym w 2001 roku, czekając na przyznanie mu polskiego paszportu. Miałby pewne miejsce w składzie Włókniarza, gdyby chciał startować jako Norweg. Sam zadeklarował, że chce zostać Polakiem. – W Częstochowie mówimy na niego Ryszard Lwie Serce. Pomaga ubogim i okaleczonym przez los dzieciom w taki sposób, że nikt o tym nie słyszy. A jako sportowiec ma niezwykłą wolę walki i odporność na ból. Wiele razy podnosił się z toru po ciężkich upadkach. Inni poprosiliby o dłuższy urlop, a on pyta, w jakim kasku ma jechać w powtórzonym wyścigu. Wielki człowiek, wspaniały sportowiec – mówi o Holcie prezes Włókniarza Częstochowa Marian Maślanka.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA