Wspomnienia

Aktorka z iskrą w oczach

ROL
W Nowym Jorku zmarła Elżbieta Czyżewska, legenda polskiego kina. Miała 72 lata
Piekielnie zdolna. Idąca pod prąd, nowoczesna. Była jak barwny motyl w szarych czasach socjalizmu. Żyła intensywnie: odnosiła wielkie sukcesy i dotkliwe porażki. Dobrze czuła się w towarzystwie, ale poznała też smak samotności.
Miała niespokojną duszę. Skończyła warszawską PWST w 1960 roku i bardzo szybko stała się popularną aktorką. Dzisiaj powiedzielibyśmy gwiazdą. Jeszcze w czasie studiów związała się z kabaretem STS, gdzie śpiewała „Kochanków z ulicy Kamiennej”. [srodtytul]Kamera ją kochała[/srodtytul]
Po dyplomie znalazła się w zespole Teatru Dramatycznego – jednej z najbardziej prestiżowych scen warszawskich, często pojawiała się w telewizji – zdobywała Srebrne i Złote Maski. Ale przede wszystkim zaistniała na dużym ekranie. Należała do pokolenia, dla którego film był czymś gorszym. Liczył się teatr, to był dom aktora. Resztą nie należało się specjalnie chwalić. Ale dla niej kino było wymarzonym żywiołem. Kamera ją kochała. Czyżewska trafiła na ekran, gdy jako studentka szkoły teatralnej podczas wakacji na Mazurach przeszła się w tle w dokumencie Jana Łomnickiego. Zapamiętał ją asystent reżysera Stanisław Bareja i zaproponował rolę w „Mężu swojej żony”, a potem następne – w „Żonie dla Australijczyka” i „Małżeństwie z rozsądku”. To były zabawne „komedie matrymonialne”. Ale Elżbieta Czyżewska pojawiła się też w „Godzinie pąsowej róży” jako młodziutka dziewczyna, która przenosi się do wieku XIX. W „Rękopisie znalezionym w Saragossie” Wojciecha Hasa znów przywdziała kostium i była zalotną Frasquettą Salero. W „Rysopisie” Jerzego Skolimowskiego zagrała trzy różne role współczesnych dziewczyn, potem jeszcze wystąpiła w jego „Walkowerze”. [srodtytul]Emigracja z miłości[/srodtytul] W „Niekochanej”, której akcja toczyła się w dniu wybuchu II wojny światowej, stworzyła poruszającą postać młodej Żydówki szaleńczo zakochanej w studencie malarstwa, zrozpaczonej, popadającej w obłęd. Szybko rozwijającą się karierę porzuciła dla miłości. Wyszła za mąż za amerykańskiego dziennikarza Davida Halberstama, który przyjechał do Warszawy jako korespondent „New York Timesa”. Dla niego zostawiła przyjaciół, artystyczną bohemę, przebawione noce w SPATiF. Gdy za artykuł przeciwko Gomułce został wydalony z Polski, pojechała za nim do Nowego Jorku. Jako żona Halberstama miała wszystko: pozycję, dobrobyt, świetne towarzystwo. A jednak nie potrafiła wrosnąć w Amerykę. Przyzwyczajona do niezależności, dusiła się w złotej klatce. Jej małżeństwo rozpadło się. Ale nie wróciła do Polski. Może chciała sobie udowodnić, że da radę, że poradzi sobie w nowojorskiej dżungli? Przyjeżdżała tylko czasem, żeby zagrać – we „Wszystko na sprzedaż” Wajdy, „Debiutantce” Sass, „Limuzynie Daimler-Benz” Bajona, „Odwecie” Zygadły, „Kocham kino” Łazarkiewicza czy jeszcze całkiem niedawno, w 2006 roku, w „S@motności w sieci” Adamka. Ale tkwiła w Nowym Jorku. Pomagała Polakom, zatrzymywali się w jej domu jak w hotelu. Sama próbowała grać. Napisała znakomity scenariusz, jak się mówiło, oparty na własnych doświadczeniach: o młodej aktorce, którą się zaopiekowała, a która potem wycisnęła ją jak cytrynę i pofrunęła dalej, do Hollywood. „Annę” nakręcił Yurek Bogayewicz. Za rolę w tym filmie Sally Kirkland dostała nominację do Oscara. [srodtytul]Samotność w Nowym Jorku[/srodtytul] Elżbieta Czyżewska przeżyła w Nowym Jorku dużo trudnych chwil. Jej znajomi mówili, że coraz bardziej zamykała się w sobie, do małego mieszkania wpuszczała już tylko najbliższych przyjaciół. Choć minęło 30 lat od rozwodu, wpadła w depresję, gdy w wypadku samochodowym w Kalifornii zginął jej były mąż. Wcześniej straciła siostrę. Czuła wokół siebie coraz większą pustkę. Potem jeszcze przyplątała się choroba. Rak krtani. Walczyła. Znajomi z Polski, którzy odwiedzili ją przed rokiem, mówili, że wygrała tę walkę, że jest w dobrej formie, pełna wiary w przyszłość. Ale choroba wróciła. Gdyby została w Polsce, gdyby wróciła po rozwodzie z Halberstamem, może byłaby w kraju szczęśliwsza? A może nie? Takie są czasem te polskie losy. Trudne. Pogmatwane. Ale z ekranu zawsze będzie na nas patrzyła dziewczyna z iskrą w oczach, odrobinę zwariowana, barwna...
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL