fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Platforma Obywatelska może się przekształcić w partię "salonu"?

Jędrzej Bielecki
Coraz więcej ludzi z dawnej Unii Wolności dołącza do ugrupowania Donalda Tuska. To zjawisko może zmienić charakter PO
Prezentacja Komitetu Honorowego Bronisława Komorowskiego nie wzbudziła zachwytu Donalda Tuska. Nie tylko dlatego, że premier był porażony kompromitującymi wypowiedziami niektórych członków Komitetu. – To już nawet nie jest Unia Wolności, to czysta Unia Demokratyczna – miał wysyczeć Tusk do swoich najbliższych współpracowników.
Ale proces dołączania ludzi z dawnej UW i obecnej Partii Demokratycznej zaczął się na długo przed wyborami prezydenckimi. Jego przejawem było wystawienie w wyborach europejskich Róży Thun czy poparcie związanego z PD (a także z liberalną częścią lewicy) Jerzego Hausnera do Rady Polityki Pieniężnej.
Pozornie może to wyglądać jako oportunistyczna ucieczka z obumierającego środowiska do potężnej partii władzy. To wrażenie wzmacniają wiernopoddańcze oświadczenia kierownictwa Partii Demokratycznej. Trudno odróżnić retorykę PD od PO, gdy przewodnicząca Demokratów wzywa Andrzeja Olechowskiego do rezygnacji z udziału w wyborach, bo "nie warto torpedować kampanii Komorowskiego kilkuprocentowym wynikiem".
Druga strona chętnie przyjmuje ludzi z tego kręgu, nawet jeśli wcześniej z nimi wojowała. Politycy PO pytani, dlaczego to robią, odpowiadają najczęściej, że z wyborczej kalkulacji. Aby wygrać, jeśli się da, w pierwszej turze i na stałe zagospodarować elektorat centrolewicowy. Stąd wskazanie na członka PD Marka Belkę jako szefa NBP.
Następną przyczyną jest naturalna skłonność Komorowskiego do współpracy z ludźmi, z którymi zna się z dawnych lat. Do 1997 r. sam był członkiem UD i UW. Dlatego nikogo nie zdziwiło, że mianował Jacka Michałowskiego szefem Kancelarii Prezydenta po tragicznej śmierci Władysława Stasiaka.
Niektórzy politycy PO mówią z zaniepokojeniem o tej inklinacji Komorowskiego. Podejrzewają, że buduje własny obóz, który po zdobyciu przez niego prezydentury może się stać konkurencją dla związanej z Tuskiem części Platformy.
Nie wszyscy w PO są zachwyceni napływem ludzi z dawnej UW. Uważają, że Platforma nie powinna się stać partią "salonu", bo straci zbyt wielką część elektoratu. Platformerscy przeciwnicy dawnej UW chcą tylko tymczasowego sojuszu na czas wyborów. – Nie możemy mieć kompleksów wobec "salonu" – słychać z ich strony. Bo według nich niektórzy liderzy PO, pamiętający swe upokorzenia z lat 90. ze strony ówczesnego establishmentu UD i UW, teraz to odreagowują. Grzegorz Schetyna miał z dumą opowiadać, że to on jest promotorem kariery politycznej Thun.
Choć tych krytycznych głosów jest całkiem sporo, zbliżenie nadal będzie trwało. Na razie PO nie poniosła z tego powodu żadnej wymiernej straty. Otwarcie na PD jest mocno wspierane przez niektóre wpływowe media, np. "Gazetę Wyborczą" i "Politykę". W czasie wyborów prezydenckich, a także gdy zbliżają się wybory samorządowe i parlamentarne, Platformie trudno będzie zrezygnować z takiego wsparcia.
[ramka][link=http://blog.rp.pl/blog/2010/05/30/platforma-obywatelska-moze-sie-przeksztalcic-w-partie-salonu/]Skomentuj[/link][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA