fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Baletnica wychodzi z cienia

ROL
Eliza Olczyk
Jędrzej Bielecki
Marta Kaczyńska przed katastrofą pod Smoleńskiem skrzętnie pilnowała prywatności. Teraz chce działać publicznie.
Hanna Foltyn-Kubicka, wieloletnia przyjaciółka rodziny Lecha i Marii Kaczyńskich, była jedną z pierwszych osób, które 10 kwietnia po katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem zadzwoniły do Marty Kaczyńskiej-Dubienieckiej, córki prezydenckiej pary.
– Ciociu, ja nie byłam przygotowana, by stracić naraz mamę i tatę – wykrztusiła przez łzy Marta.
– A kto mógł być przygotowany na taką tragedię? Nie jestem sobie w stanie nawet wyobrazić, jak ta biedna dziewczyna to przeżyła – mówi Foltyn-Kubicka, była eurodeputowana PiS.
W tej strasznej chwili Marta okazała się jednak nadzwyczaj dzielna. – Tak jak stała, w domowym codziennym ubraniu, zapłakana, bez makijażu, przyjechała do Warszawy. I pytała, co może zrobić, by pomóc tym, których bliscy zginęli w katastrofie – mówi jej przyjaciel.
Kilka dni później zaczęła planować powołanie fundacji imienia Marii i Lecha Kaczyńskich, która miałaby m.in. kontynuować charytatywną działalność jej matki. Pierwszym zadaniem fundacji, która ma powstać po wyborach prezydenckich, będzie zapewnienie opieki finansowej i prawnej rodzinom ofiar katastrofy.
– Marta czuje, że łączą ją z nimi wspólne tragiczne emocje. Uważa, że powinno być miejsce, w którym wszyscy będą się mogli spotkać i pobyć chwilę razem – tłumaczy Elżbieta Jakubiak, posłanka PiS.
[srodtytul]Wańka-wstańka [/srodtytul]
Marta Kaczyńska jest inna niż córki poprzednich prezydentów: Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego. Unika mediów, nie bryluje na warszawskich salonach, nie udziela wywiadów. Pilnuje prywatności. Nie odmienił jej nawet polityczny sukces ojca. Nie pociąga jej też polityka. – Zawsze całkowicie pochłaniało ją życie rodzinne i praca – podkreśla Paweł Kowal, europoseł PiS.
Ale już jako 15-latka uważała, że trzeba coś po sobie zostawić.
"W życiu trzeba się zająć tym co ważne. Dla mnie ważne jest, żeby zostawić coś po sobie, na przykład napisać książkę. Żeby nie przejść jako szara część masy, jak niewyróżniająca się osoba" – mówiła w 1995 r. w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
A polityka siłą rzeczy wywarła na jej życie olbrzymi wpływ. Marta urodziła się w czerwcu 1980 r. W grudniu 1981 r., gdy miała zaledwie półtora roku, SB internowała zaangażowanego w działalność opozycyjną Lecha Kaczyńskiego. – Maria jeździła załatwiać widzenia z mężem i przepustki dla niego, a mała w tym czasie zostawała ze mną – wspomina Foltyn-Kubicka. – Była grzeczna, posłuszna i zawsze uśmiechnięta, ale już wtedy pokazywała charakter. Pamiętam taki obrazek: mała Marta próbuje chodzić po głębokim śniegu. Bez przerwy się przewraca, wstaje, znów upada i wstaje. Taka mała wańka-wstańka.
W 1988 r., gdy wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej, Lech Kaczyński, wówczas doradca "Solidarności", postanowił zostać z robotnikami. "Mama na ten czas specjalnie wyjechała ze mną z Trójmiasta, żeby mnie odizolować od tej całej atmosfery. Ale niewiele to pomogło, bo sama codziennie wieczorem telefonowała do Gdańska, a potem i tak mi wszystko opowiadała" – wspominała nastoletnia Marta w rozmowie z dziennikarzem "GW".
Według Foltyn-Kubickiej, gdy Lech Kaczyński u boku Lecha Wałęsy zaangażował się w wielką politykę, Marta bardzo szybko dojrzała. – Ale zawsze miała wielu znajomych, lubiła się bawić – opowiada przyjaciółka domu Kaczyńskich. – Do dzisiaj ma dużo przyjaciół. To w obecnej sytuacji trochę ją ratuje, ma to swoje młode środowisko, nie jest otoczona starszymi ludźmi.
[srodtytul]Punk i miłość [/srodtytul]
Największym marzeniem małej Marty było zostać gwiazdą baletu. W podstawówce uczyła się w szkole baletowej. Te plany pokrzyżowała jednak kontuzja kolana.
W liceum przeżyła ostrą fazę młodzieńczego buntu. Nosiła glany i ozdabiała ubrania agrafkami. Przepadała za muzyką punk. Słuchała zespołów Dezerter i Sex Pistols, co bardzo nie podobało się Lechowi Kaczyńskiemu. Zdarzało jej się popaść w konflikt z nauczycielami, głównie podczas dyskusji na tematy historyczne.
– Odziedziczyła to po ojcu. Nie umiała milczeć, gdy nauczyciele próbowali wcisnąć uczniom propagandowy kit – opowiada Foltyn-Kubicka.
Nastoletnia Marta w "Gazecie Wyborczej" mówiła: "Szokuje mnie to, że politycy są często nieszczerzy. Raz sama się zaangażowałam, wzięłam udział w manifestacji antyfutrzarskiej. Umiem popatrzeć na świat oczami zwierzęcia, któremu zdzierają skórę".
Okres buntu jednak minął, a Marta poszła w ślady ojca i zdała na prawo. W trakcie studiów wyszła za mąż za ekonomistę Piotra Smuniewskiego. Miała wówczas zaledwie 21 lat. Wkrótce urodziła się ich córka Ewa. Cała trójka w 2005 r. w czasie kampanii prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego pokazała się na wyborczych billboardach kandydata PiS. Marta wsparła też ojca przed telewizyjną debatą z Donaldem Tuskiem. Pojawiła się w studiu i ze swadą opowiadała o rodzinnym życiu. – Angażowała się tak, jak na Zachodzie angażują się dzieci polityków – przekonuje Kowal.
[srodtytul]Marcin, Marta, Martyna[/srodtytul]
Wkrótce po zwycięskich wyborach małżeństwo Marty zaczęło się rozpadać. Młodzi rozwiedli się w 2007 r. Kilka miesięcy później Marta ponownie wyszła za mąż, za prawnika Marcina Dubienieckiego, a niedługo potem urodziła się ich córeczka Martyna.
Ten ślub był na Pomorzu sensacją towarzyską. I to wcale nie dlatego, że udzielał go sam prezydent Gdyni Wojciech Szczurek, który był zarazem doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. samorządowych.
Marcin Dubieniecki, młody prawnik z Kwidzyna, obracał się bowiem w środowisku SLD. Jego ojciec Marek jest od lat funkcyjnym działaczem tej partii. Młody Dubieniecki również próbował swoich sił w polityce. Był aktywnym członkiem młodzieżówki SLD, pracował przy kampanii parlamentarnej tej partii w 2001 r.
– Energiczny, aktywny, dobrze wykształcony – charakteryzuje męża Marty Kaczyńskiej Jarosław Szczukowski, szef SLD na Pomorzu. – Pamiętam go jako człowieka aktywnego na różnych polach: w stowarzyszeniu absolwentów Uniwersytetu Gdańskiego, w Stowarzyszeniu Czerwonej Róży, które wybierało najlepszego studenta tej uczelni, w Stowarzyszeniu "Ordynacka". Jeszcze w marcu był na zjeździe wojewódzkim "Ordynackiej", w którym uczestniczyli Aleksander Kwaśniewski i Włodzimierz Czarzasty.
Związek prezydentówny i lewicującego prawnika zaskoczył środowiska i SLD, i PiS. Prasa bulwarowa podsycała emocje, informując, że Marcin przed ślubem nie stronił od rozrywek. Gdańszczanin Tomasz Bojar -Fijałkowski, który poznał młodego Dubienieckiego w Stowarzyszeniu Czerwonej Róży, przyznaje, że był on bardzo sympatyczny, elegancki, przystojny i wiedział, gdzie można się dobrze zabawić.
– Nigdy nie lubiłem przedstawiać takich kolegów mojej żonie, bo po co robić sobie konkurencję – mówi.
Po ślubie Marcin też nie stronił od towarzyskich spotkań.
– Ale gdy urodziła się ich córeczka Martyna, tematy naszych rozmów zmieniły się diametralnie, zaczął opowiadać o pieluchach, pudrach i odżywkach dla dzieci – opowiada Bojar -Fijałkowski. – Bardzo się opiekował Martą i obiema dziewczynkami.
Związek Kaczyńskiej z Dubienieckim zdaniem naszych rozmówców ma charakter partnerski. Ale to z kolei generuje czasami ostre spięcia. W dodatku Marta ma opinię osoby wybuchowej. – Oboje mają mocne charaktery. Bywa, że między nimi porządnie iskrzy. Ale szybko się godzą – mówi przyjaciel domu.
Brukowe media sugerowały, że to małżeństwo wywołało ostry konflikt w rodzinie Kaczyńskich. Jarosław miał się za to obrazić na Martę. "Lech przekonywał brata przez ponad godzinę do przyjazdu na ślub. Premier był jednak nieugięty. Nie pojawił się ani w gdyńskim Urzędzie Stanu Cywilnego, ani w ośrodku w Juracie, gdzie odbyło się przyjęcie – donosił "Super Express". Nasi rozmówcy twierdzą jednak, że Jarosław nie był na ślubie, bo ktoś musiał się zaopiekować ciężko chorą matką.
– Marta ma dobry kontakt z Jarosławem. Nie wiem, skąd się wzięły plotki o ich konflikcie – mówi polityk PiS zaprzyjaźniony z rodziną Kaczyńskich.
Czy małżeństwo Dubienieckich będzie częściej gościć na politycznych salonach? Niewykluczone. Marta zakłada fundację, a jej mąż nie wyklucza wstąpienia do PiS i walki o mandat poselski. Ludzi, którzy go znają, wcale nie dziwi, że może się przerzucić z lewej na prawą stronę sceny politycznej. Paweł Kowal tłumaczy to tak: – Zawsze stara się zwracać uwagę na to, co łączy polityków, a nie na to, co ich różni. Taką ma naturę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA