fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Diabelska koalicja

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Czy PiS gotów jest już zawrzeć sojusz z SLD? Jeśli Jarosław Kaczyński, dążąc za wszelką cenę do władzy, tak zdecyduje, będzie to zabójcze dla jego partii - pisze publicysta "Rz"
[wyimek][link=http://blog.rp.pl/szuldrzynski/2010/02/22/diabelska-koalicja/" "target=_blank]Weź udział w dyskusji[/link] [/wyimek] Jeżeli nawet młodzi koledzy z PiS mówią coś o koalicji z SLD, to jest to różnica pokoleniowa. Ale ja takiej koalicji nie będę zawierać, bo byłoby to zakwestionowanie całego mojego życia" – mówił w wywiadzie dla "Newsweeka" Jarosław Kaczyński. Dla wielu działaczy jego partii te słowa były ważniejsze niż słynne już sugestie o hakach na Radosława Sikorskiego.
[srodtytul]Nowa generacja lewicy[/srodtytul]
Deklaracja prezesa PiS miała uciąć coraz częstsze w szeregach Prawa i Sprawiedliwości spekulacje dotyczące przyszłości partii. Wśród jej członków można bowiem usłyszeć, że wiele wpływowych osób w partii przestało wierzyć w to, że kiedykolwiek samodzielnie przejmie ona władzę w Polsce. Pora rozejrzeć się więc za potencjalnym partnerem. Już nie tylko anonimowi politycy PiS pytają w prywatnych rozmowach: "Napieralski, Olejniczak, Arłukowicz? Jacy to postkomuniści. Nowa generacja w SLD to normalni politycy, z którymi można szukać dróg porozumienia". O współpracy z lewicą kilka tygodni temu mówił nawet spin doktor braci Kaczyńskich Michał Kamiński.PiS w minionych miesiącach miał już okazję przetrzeć kanały komunikacyjne z lewicą, współpracując z nią w mediach publicznych – a w ostatnich dniach, dając ludziom SLD przyzwolenie na odwołanie wicedyrektor TVP 1 Anity Gargas. Dobrze też układa się współpraca pomiędzy tymi partiami w hazardowej komisji śledczej. Kilka istotnych punktów łączy je również pod względem ideowym – często PiS nazywany jest wszak przez liberałów partią socjalizującą, wrażliwą społecznie.
[srodtytul]Dla przyszłości Polski[/srodtytul]
Obie partie miały podobne podejście do kryzysu gospodarczego, roli związków zawodowych czy komercjalizacji służby zdrowia. Łączy je silna niechęć wobec Platformy, która w Sejmie bezwzględnie korzysta z prawa silniejszego, miesiącami zamrażając lub podkradając projekty ustaw składane przez kluby PiS i Lewicy.Można by uznać, że Kaczyński wyklucza jakąkolwiek koalicję z Sojuszem, gdyby nie dalsze słowa prezesa PiS w wywiadzie dla "Newsweeka". Pytany, czy porozumienie z Lewicą w sprawie mediów publicznych nie przeczy jego słowom, odpowiada krótko. "Można dogadywać się nawet z samym diabłem, by ratować coś, co jest ważne dla przyszłości Polski".
Czy odsunięcie Platformy od władzy nie byłoby z punktu widzenia PiS ważne dla przyszłości Polski? A czy w poprzedniej kadencji PiS chciał wchodzić w koalicję z Samoobroną czy LPR? Oczywiście nie chciał, wiedząc, że z Andrzejem Lepperem u boku nie da się budować IV RP pod hasłem rewolucji moralnej. Początkowo próbowano współpracę z populistami maskować paktem stabilizacyjnym, ale w pewnym momencie PiS musiał utworzyć realną koalicję parlamentarną. Za tę koalicję w 2007 roku zapłacił zresztą utratą władzy.
Choć dziś wiele wskazuje, że kolejne wybory parlamentarne – za rok – wygra Platforma Obywatelska, główną cechą polskiej sceny politycznej jest nieprzewidywalność. PO ma wciąż duże poparcie w sondażach, ciągle to ona nadaje ton debacie politycznej. Po rezygnacji Donalda Tuska ze startu w wyborach prezydenckich Platforma będzie bez wątpienia mocniejsza. Ale równocześnie sama rezygnacja Tuska jest świadectwem pewnego pęknięcia w PO, które pół roku temu było nie do pomyślenia.
We wrześniu nikt nie przewidywał trzęsienia ziemi, jakim była afera hazardowa. Jej skutków jeszcze nie jesteśmy do końca świadomi, ponieważ prace sejmowej komisji śledczej przynoszą wciąż zaskakujące niespodzianki. Kolejne publikacje prasowe rzucające nowe światło na relacje wpływowych polityków PO z biznesmenami sprawiają, że prace komisji robią się coraz ciekawsze.
Zeszłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego zweryfikowały przekonanie o ponad 50-procentowym poparciu dla Platformy. Uzyskała poparcie 44,4 procent, PiS zaś z wynikiem 27,4 procent dostał 30 procent mandatów. A w niedawnym wywiadzie dla dziennika "Fakt" Jarosław Kaczyński twierdził, że jego partia dysponuje sondażami, według których poparcie dla PO to właśnie te czterdzieści kilka procent, poparcie dla PiS dochodzi do trzydziestu kilku.
Choć wydaje się to dziś mało prawdopodobne, wyobraźmy sobie sytuację, w której PiS wprowadza po wyborach o jednego posła więcej niż Platforma. W myśl polskiego politycznego obyczaju prawo do zaproponowania nowego premiera ma partia, która wygra wybory – choćby tak jak w 2005 roku wygrała je niewielką większością.
Porozumienie z Platformą po ostatnich pięciu latach wojen wydaje się absolutnie niemożliwe. Kaczyńskiemu pozostałyby SLD i dwa razy odeń mniejszy PSL. Jeśli chodzi o ludowców, jest to partia, z którą współpraca nie budziłaby większych kontrowersji. Jej pragmatyzm daje jej możliwość wejścia w koalicję praktycznie z każdym. Jednak nic nie wskazuje na to, by poparcie ludowców wystarczyło PiS do uzyskania większości.
W takiej sytuacji PiS byłby skazany na koalicję z Lewicą. Tłumacząc się wyższą koniecznością (tak samo jak w latach 2005 – 2007), liderzy PiS weszliby w koalicję z Lewicą. Działacze SLD zaś mogą chcieć wejść w koalicję nawet z PiS z prostego powodu – od pięciu lat odsunięci są od władzy, a uczestnictwo w rządach jest głównym celem każdej partii politycznej. Współpraca taka dałaby też lewicy możliwość odegrania się na Platformie za liczne upokorzenia, których doznała w tej kadencji.
Warto wspomnieć, że nawet jeśli koalicja PiS – SLD nie zmaterializuje się w następnym Sejmie, może stać się wyzwaniem w wielu miejscach Polski w wyborach samorządowych.
[srodtytul]Cena cynizmu[/srodtytul]
Jednak dla obu partii takie porozumienie miałoby olbrzymią cenę. Być może nawet okazałoby się zabójcze zarówno dla PiS, jak i dla Lewicy. Że tak by się stało, widać po sojuszu w mediach, którego szczegóły są nieustannie tematem prasowych analiz.PiS będzie oczywiście tłumaczyć, że nie jest to już SLD Millera i Oleksego (choć oni właśnie akurat do tej partii powrócili). Jednak pamiętając Kaczyńskiego diagnozę III RP, porozumienie z formacją, w opozycji do której kształtował się PiS, będzie uznane za szczyt cynizmu lub po prostu kompromitację. Partia, której głównym celem była dekomunizacja, lustracja i likwidacja WSI, nie może nie stracić na sojuszu z partią, której nawet młodzi politycy solidaryzują się z generałem Wojciechem Jaruzelskim.
Również SLD zapłaciłoby wielką wizerunkową cenę za porozumienie z PiS. Wszak w 2007 roku to lewica grała główną rolę w oskarżaniu PiS o zamach na demokrację, zagrożenie dla obywatelskich swobód i wolności. To SLD broniło godności i prawa do prywatności ujawnionych agentów, protestowało przeciw ustawom: lustracyjnej, likwidującej WSI czy powołującej CBA – z czego PiS jest tak dumne.
Skądinąd lewica znalazła się w sytuacji równie niewygodnej jak PiS. Jeśli wejdzie w koalicję z PiS – wizerunkowo straci. Jeśli wejdzie do rządu wraz z Platformą (przy słabym wyniku PSL taki sojusz może być zwycięskiej PO potrzebny), straci wiarygodność w oczach swego antyrynkowego i prosocjalnego elektoratu. Dla postmodernistycznej lewicy sojusz z neoliberałami jest bowiem kompromitacją.
Jeśli zaś lewica nie wejdzie w sojusz ani z PiS, ani z PO, lecz pozostanie w opozycji, ulegać będzie dalszej marginalizacji.
[srodtytul]Zrezygnować z władzy?[/srodtytul]
Gdy dziś Kaczyński twierdzi, że wejście w koalicję z SLD byłoby przekreśleniem jego politycznego credo, z pewnością ma rację. Na tym jednak polega diabelska alternatywa, przed którą być może po raz drugi będzie musiał stanąć PiS. By choć spróbować realizować te cele, będzie zmuszony współpracować z siłami politycznymi, które symbolizują III RP – tę, z którą chce walczyć. Powiedzmy sobie jasno: doświadczenie mówi, że taka koalicja nie dość, że celów Prawa i Sprawiedliwości nie zrealizuje, to jeszcze zaszkodzi swoim uczestnikom. Ale czy PiS będzie miał inne wyjście? Czy Jarosław Kaczyński będzie potrafił zrezygnować z władzy, która jest na wyciągnięcie ręki? Czy z własnej woli zdecyduje się na kolejną kadencję w opozycji?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA