fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

To się mogło źle skończyć

To trzeci olimpijski medal Polki po brązie w Turynie i srebrze w sprincie w Vancouver
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Justyna Kowalczyk o biegu po brąz i niepewności za metą
[b]Rz: Kiedy się pani dowiedziała, że jednak ma ten medal?[/b]
[b]Justyna Kowalczyk:[/b] Najpierw długo czekałam na rozstrzygnięcie, która z nas, ja czy Steira, jest trzecia. Gdy zobaczyłam skaczące do góry, ściskające się Norweżki, zrozumiałam, że medal mi jednak uciekł. Chwilę później jeden z moich serwismenów, Estończyk Peep Koidu, powiedział: – Spójrz, jesteś trzecia, masz medal. Nie wierzyłam.
[b]Nie cieszyła się pani, nie skakała do góry ze szczęścia. [/b]
Nie było czasu na radość. Zostałam wezwana na rozmowę z jury. My doskonale wiemy, co takie rozmowy znaczą. Wzywają wtedy, gdy mają poważne zastrzeżenia. Nic dziwnego, że szłam jak na ścięcie, myśląc, co ja takiego złego zrobiłam. Przecież nikomu nie zajechałam drogi, nikogo nie popchnęłam.
[b]Jakie były zarzuty jury?[/b]
Pokazano mi fragment biegu, jeszcze stylem klasycznym, gdy na jednym z zakrętów pomogłam sobie krokiem łyżwowym. Za takie przewinienie grozi dyskwalifikacja. Nogi się pode mną ugięły.
[b]I jak pani sobie z tym problemem poradziła? Wina była ewidentna?[/b]
To kwestia interpretacji. Na ostrych zakrętach niekiedy używa się półłyżwy. Taka była moja linia obrony. Starałam się przekonać jury, że nie zrobiłam tego umyślnie. Każdy, kto zna mój styl biegania, wie, że gdybym mogła, unikałabym łyżwy jak ognia. W klasyku jestem dużo lepsza.
[b]Pani argumentacja musiała mieć odpowiednią moc, bo werdykt był uniewinniający.[/b]
Gdybym nie była najlepszą biegaczką na świecie, gdybym nie wygrała tego, co wygrałam w ostatnim czasie, mogło być różnie. Tym razem pomogło mi nazwisko. Z tego, co wiem, o korzystnej dla mnie decyzji zadecydowało głosowanie. Gdyby była inna, na pewno złożyłabym protest. Ale wszystko skończyło się szczęśliwie. Nic dziwnego, że z emocji się pobeczałam.
[b]Jaka była taktyka przed biegiem?[/b]
Jedyna możliwa. Próbować uciec w pierwszej części dystansu, gdy biegłyśmy stylem klasycznym. Ale Bjoergen była za mocna. Co jej trochę uciekłam pod górkę, ona odrabiała na zjazdach i zyskiwała na prostkach. Marit jest na tych igrzyskach piekielnie mocna, więc z nią bym pewnie nie wygrała, ale gdyby nie drobna kolizja z Kristin Stoermer Steirą w ostatniej fazie biegu, zapewne byłabym druga. A tak zrobił się mały zamęt na trasie. Ona się potknęła, ja wjechałam jej na kije i w tym momencie Marit odjechała.
[b]Czy potwierdza pani opinię, że tym razem narty do stylu klasycznego nie jechały tak jak zwykle?[/b]
Nie narzekam, ale faktycznie mogło być lepiej, choć na podjazdach trzymały dobrze. Za to te do łyżwy były wspaniałe. Na zjazdach wyprzedzałam dziewczyny.
[b]Ma pani drugi medal, po srebrze jest brąz. Radość czy niedosyt?[/b]
Cieszę się ogromnie, bo na tych zbyt łatwych dla mnie trasach już wykonałam 200 procent normy.
[b]Za tydzień bieg na 30 km stylem klasycznym. Będzie pani faworytką?[/b]
Faworytek jest kilka. Ale jeśli będą odpowiednie warunki na trasie, jeśli nartki będą jechały jak trzeba, to wszystko będzie wtedy możliwe.
[i]—rozmawiał w Whistler Janusz Pindera[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA