fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Obama przyjął Dalajlamę

Dalajlama w USA
AFP
Chociaż spotkanie odbyło się w prywatnej części Białego Domu, Chińczycy i tak są wściekli na prezydenta USA
[wyimek][b][link=http://www.rp.pl/artykul/436189.html]Zobacz komentarz video[/link][/b][/wyimek]
Jeszcze zanim dwóch laureatów Pokojowej Nagrody Nobla – prezydent Stanów Zjednoczonych i duchowy przywódca Tybetańczyków – rozpoczęło rozmowy w Białym Domu, z Pekinu dochodziły do Waszyngtonu stanowcze ostrzeżenia.
Wprawdzie Dalajlama podkreśla, że chce jedynie większej autonomii, ale chińskie władze, nazywają go „wilkiem w mnisich szatach“ i oskarżają o działania na rzecz oderwania Tybetu od reszty kraju. Wielokrotnie Pekin uprzedzał więc oficjalnie, że „błędna decyzja“ Baracka Obamy o spotkaniu z Tybetańczykiem jeszcze bardziej pogorszy stosunki między USA a Państwem Środka, i wzywały amerykańskiego prezydenta do wykreślenia tego punktu z kalendarza.
– Podejmiemy stosowne kroki, by pokazać odpowiednim krajom, jakie popełniły błędy – groził Zhu Weiqun, wysokiej rangi przedstawiciel Partii Komunistycznej, odpowiedzialny za sprawy związane z religią i mniejszościami etnicznymi. Biały Dom konsekwentnie podkreślał jednak, że anulowanie spotkania z przywódcą Tybetańczyków zdecydowanie nie wchodzi w grę.
Ale i bez udziału Dalajlamy stosunki między USA a Chinami były ostatnio dość napięte. Chodzi między innymi o sprzedaż wartej ponad 6 miliardów dolarów broni na Tajwan, krytyka Chin za cenzurę w Internecie i cyberatak na amerykańskie firmy, a także naciski Białego Domu w sprawie urealnienia wartości chińskiej waluty.
[srodtytul]Nie drażnić smoka[/srodtytul]
By jeszcze bardziej nie drażnić chińskiego smoka, administracja Obamy przygotowała więc spotkanie z dbałością o ważne dla władz w Pekinie detale związane z protokołem. – Gestem w stronę Chińczyków było choćby to, że prezydent nie przyjął Dalajlamy w Gabinecie Owalnym, lecz w przeznaczonym do prywatnych spotkań Pokoju Map. Na spotkanie nie wpuszczono też fotoreporterów poza oficjalnym fotografem Białego Domu – tłumaczy „Rz“ prof. Robert Barnett z Uniwersytetu Columbia.
Pekin na pewno zwracał też uwagę na długość spotkania, czy była na nim obecna żona prezydenta, a także, czy i w jaki sposób poinformowano media o poruszonych podczas rozmowy tematach. Do chwili zamykania tego wydania „Rz“ Amerykanie nie podali żadnych szczegółów o przebiegu spotkania ani o osobach, które – obok dwóch przywódców – brały w nim udział.
Na formę wizyty zwracają też uwagę pracownicy z waszyngtońskiego Chinatown. – Jeśli Obama potraktował go jak przywódcę religijnego, to w porządku. Mamy wolność religii. Nie powinien być jednak przyjmowany jak lider polityczny – przekonuje Zhang z restauracji Chinatown Garden. – Dla Tybetańczyków forma nie ma wielkiego znaczenia. Dla nich ważny jest fakt, że światowi przywódcy wciąż pukają w ich sprawie do drzwi takiego mocarstwa jak Chiny. Dbając o szczegóły, Biały Dom może więc jednocześnie zrobić gest w stronę Tybetańczyków i chińskich władz – zauważa prof. Barnett.
[srodtytul]Czy warto ryzykować?[/srodtytul]
Gdy w środę Dalajlama pojawił się w Waszyngtonie, witały go tłumy zwolenników. Według sondażu CNN trzy czwarte Amerykanów uważa, że Tybet powinien być niezależnym państwem. Z tego samego badania wynika jednak również, że większość Amerykanów sądzi, że dobre relacje z Chinami są ważniejsze od upominania się o kwestię Tybetu. Jak na spotkanie Baracka Obamy z Dalajlamą może teraz odpowiedzieć Pekin? Zdaniem analityków Chiny mogą odrzucić zaproszenie dla prezydenta Hu Jintao do odwiedzenia USA w kwietniu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA