fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Pierwszy uśmiech Lindsey Vonn

Liderka PŚ zapowiedziała start we wszystkich pięciu konkurencjach alpejskich
EPA
Amerykanka zaczęła kolekcjonowanie złotych medali. W biegu zjazdowym walczyła tylko z trasą
Przed pierwszą alpejską konkurencją kobiet najważniejszym problemem mediów był stan prawej piszczeli faworytki zjazdu. Po zawodach, a właściwie już po przejeździe najsilniejszej dwudziestki pytania brzmiały, ile złotych medali zdobędzie jeszcze Lindsey Vonn.
Swój przejazd oceniła jako daleki od perfekcji, ale i tak była szybsza od Julii Mancuso o ponad pół sekundy, a trzecią, Austriaczkę Elisabeth Goergl wyprzedziła o prawie półtorej. Emocji, jaką daje walka o ułamki sekund nie było wcale. Ona płynęła po stoku, inne walczyły o przetrwanie.
Jechała jako szesnasta, wystartowała tak dynamicznie, jakby nie było opowieści o dniach pełnych bólu, treningu na środkach przeciwbólowych, ratunku w okładach z sera i cichej radości z powodu przekładanych startów. Dopiero w dolnej części trasy straciła ułamek sekundy do Mancuso na zbyt szerokim skręcie i ostatnim niebezpiecznym progu.
Za metą czekała dość długo na gratulacje. Konieczne były przerwy na ratowanie tych, dla których trasa okazała się zbyt szybka, dziurawa i twarda. Była wśród nich Anja Paerson, która według zegara jechała po srebrny medal, lecz tuż przed metą wyleciała z progu niemal jak skoczek narciarski, pofrunęła ponad 60 metrów, nie wytrzymała lądowania. Odzyskała władzę w nogach, ale długą chwilę wydawała się oszołomiona.
Opinię, że był to najtrudniejszy zjazd w olimpijskiej historii potwierdziło swymi upadkami jeszcze siedem alpejek (Rumunkę Edith Miklos helikopter zabrał do szpitala), ale ósma, Francuzka Marion Rolland, nie może tak mówić, gdyż przewróciła się kilka metrów po starcie.
Nic nie wyszło z zapowiadanej z dużym szumem walki przyjaciółek Vonn — Maria Riesch. Niemka, która jako jedyna wygrała zjazd z Amerykanką tej zimy, jechała zaraz po Paerson. Bojowości starczyło jej tylko na ósme miejsce.
Złoto i srebro w jednej konkurencji alpejskiej – takich olimpijskich radości Amerykanie nie mieli od 26 lat, czyli od igrzysk w Sarajewie, gdzie podobnie wygrywali bracia Phile i Steve Mahre w slalomie oraz Debbie Armstrong i Christin Cooper w gigancie.
W zjeździe wystartowała także Polka Agnieszka Gąsienica Daniel. Dojechała bezpiecznie do mety, prawie 11 sekund za mistrzynią, co znaczy, że jest zarówno odważna, jak i roztropna.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA