fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Sikora gonił, ale nie dogonił

Tomasz Sikora pokazał formę w biegu, ale na strzelnicy pomylił się trzy razy
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Ole Einar Bjoerndalen wciąż nie ma medalu, Tomasz Sikora też nie. W biegu pościgowym na 12,5 km był 18.
Bjoerndalen zajął tym razem siódme miejsce, ale dla niego to porażka. Pięciokrotny złoty medalista olimpijski startował do tego wyścigu jako 17., mając 1,41 min straty do złotego medalisty w sprincie Francuza Vincenta Jaya.
Sikora w sprincie był 29. i żeby wygrać bieg pościgowy, musiałby odrobić 2,08 min. – Nierealne. Nie w takim towarzystwie, ale może się znacząco przesunąć do przodu. Jest w bardzo dobrej formie, będzie wyprzedzał jednego po drugim – mówił „Rz” przed startem prezes Polskiego Związku Biatlonu Zbigniew Waśkiewicz.
Zwycięstwa Bjoerndalena nikogo nie dziwią, ale gdyby wygrał, atakując z 17. pozycji, byłoby to sensacją. Niewiele brakowało. Norweg na początku biegł i strzelał znakomicie. Na niespełna 4 kilometry przed metą był trzeci, za Bjoernem Ferrym i Francuzem Jayem, który tracił do Szweda 0,3 s.
Tomasz Sikora w tym momencie był 19. i wydawało się, że przesunie się jeszcze o kilka pozycji. Biegł świetnie i gdyby nie gorsze strzelanie (ostatecznie trzy karne rundy), byłby na mecie znacznie bliżej najlepszych.
Przed tym biegiem najlepszy polski biatlonista był u Adama Małysza w pokoju, oglądał srebrny medal polskiego skoczka, by, jak to sam określił, „naładować akumulatory”.
Czwartą wizytę na strzelnicy nie wszyscy uczestnicy tego pełnego zwrotów akcji wyścigu będą mile wspominać. Bjoerndalen spudłował dwa razy i nie usprawiedliwia go to, że mocno wiało. Norwega nie interesują medale w kolorze innym niż złoty. Miał kilkanaście sekund straty do prowadzącego Szweda i strzelał szybko, ryzykując, że nie trafi. I tak się stało.
Cztery razy pudłował w tym wyścigu rodak Bjoerndalena, znakomity Emil Hegle Svendsen, a Słoweniec Klemens Bauer, który też był w pewnym momencie na medalowym miejscu, musiał przebiec pięć rund karnych. Brązowy medalista w sprincie, Chorwat Jakov Fak, odpadł z tej rywalizacji znacznie wcześniej. Klasę pokazali za to Austriacy: Christoph Sumann i Simon Eder, strzelając bezbłędnie. Sumann zaczynał jako 12., a skończył ze srebrnym medalem. Eder, 11. po sprincie, zajął czwarte miejsce. Francuz Vincent Jay bronił się przed atakami Edera do końca. Zdobył brąz, mając niespełna 3 sekundy przewagi nad Austriakiem.
Tomasz Sikora przyzna później, że w końcowej fazie wyścigu nieco zabrakło mu sił, a trzy niecelne strzały zrobiły swoje. Gdyby nie te pudła, prawdopodobnie byłby w pierwszej dziesiątce. Ale i tak nie ma powodów do rozpaczy. W biegach na 20 km i masowym (15 km) stać go na równą walkę z najlepszymi. On o tym wie i dlatego się uśmiecha, choć na razie ten uśmiech jest trochę smutny.
[i]-Janusz Pindera z Vancouver[/i]
[ramka][srodtytul]Mówią medaliści[/srodtytul]
[b]Bjoern Ferry:[/b] We wrześniu i październiku nie trenowałem 5-6 tygodni z powodu kontuzji, ale już wtedy czułem, że na igrzyskach będę w wielkiej formie. To wielka zasługa trenera, Niemca Wolfganga Pichlera, z którym pracuję od igrzysk w Salt Lake City. To motor napędowy szwedzkiej reprezentacji. Nie ukrywam, to był mój dzień. No i miałem trochę szczęścia, bo o zwycięstwie decydowały detale. O tym, że mogę wygrać pomyślałem po dwóch, trzech kółkach, biegnąc wtedy z Sumannem i Ederem.
[b]Christoph Sumann:[/b] Mój sprint był słaby, źle się wtedy czułem. Prosto z toalety poszedłem na start. W biegu pościgowym na całe szczęście żadnych dolegliwości już nie miałem i to było chyba widać na trasie. Najważniejsze jednak, że zachowałem spokój, że wciąż wierzyłem, że mogę być bardzo wysoko, jeśli pobiegnę tak jak potrafię i nie popełnię błędów na strzelnicy. Wystartowałem bardzo skoncentrowany i udało się. Mam srebrny medal.
[b]Vincent Jay:[/b] Bardzo chcialem tego medalu, marzyłem, by znów stanąć na podium. Nawet sobie nie zdajecie sprawy, jak jestem szczęśliwy, że tego dokonałem. I nie ma żadnego znaczenia, że to jest medal brązowy. Cudowne, że go mam. Nie mogę mieć do siebie pretensji, bo wyprzedzili mnie znakomici zawodnicy. Moje szczęście jest podwójne, bo tego samego dnia na podium stanęła też moja koleżanka, biatlonistka Marie Brunet, trzecia w biegu pościgowym kobiet. Każde z nas liczyło, że zdobędzie jakiś medal na tych igrzyskach, ale nie sądziliśmy, że tak to się pięknie ułoży.
[i]-j.p. [/i]
[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA