fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telewizja

Dziecko mówi prawdę

Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Jan Bończa-Szabłowski
O wielkim talencie w pracy z aktorami Piotr Trzaskalski przekonał, kręcąc film „Edi”. Spektakl telewizyjny „Walizka” powstał w 1998 roku, czyli cztery lata wcześniej.
Trzeba było zestawić ze sobą amatora i uznanego aktora, i wyreżyserować ich tak, by obaj stworzyli prawdziwe, nie papierowe postacie.
Amatorem był 6-letni Sergiusz Żymełka, grający w spektaklu Bogusia – chłopca, którego rodzice wyemigrowali do USA, a jego wychowanie powierzyli dziadkowi (Władysław Kowalski, na zdjęciu).
Pasjonujące studium przyjaźni, szacunku i fascynacji, napisane interesująco przez Annę Onichimowską pozbawione zostało taniego sentymentalizmu i dydaktyzmu. Władysław Kowalski, który lubi w teatrze i filmie stosować oszczędne środki wyrazu, tym razem zagrał dziadka z niezwykłą otwartością. Swego wnuczka traktuje jak partnera, a nie jak ucznia, któremu trzeba udzielać wskazówek.
Wielką niespodzianką spektaklu jest też Sergiusz Żymełka, wybrany na castingu. – Zwróciłem na niego uwagę, bo to był dzieciak z naturalną zdolnością do mówienia prawdy – twierdzi reżyser.
– Nie trzeba było stosować żadnych podchodów, tylko dać mu grać.
Trzaskalski miał do 6-letniego Żymełki wyraźnie szczęśliwą rękę. Po tym spektaklu zainteresowali się nim inni reżyserzy obsadzając go w „Rodzinie zastępczej”, „Egoistach”, „Wtorku” „Złocie dezerterów,” a nawet w „Tam, gdzie żyją Eskimosi”, gdzie Sergiusz pojawił się w scenie z samym Bobem Hoskinsem.
[i]Walizka
15.00 | tvp kultura | niedziela[/i]
[ramka]Specjalnie dla „Rz”:
[b]Piotr Trzaskalski, reżyser[/b]
Dla masowej widowni Teatr Telewizji był zawsze oknem na świat. Prezentacją Szekspira, Czechowa, ale też promocją dramaturgii współczesnej w najlepszym wykonaniu. Każdy, kto ogląda telewizyjne spektakle, wie, co znaczy spotkanie z wielką literaturą i wielką dramaturgią, na którą w kinie czy nawet w teatrze dramatycznym nie zawsze można sobie pozwolić. To właśnie tu wspaniali aktorzy zawsze mieli szansę zagrać role, których nie były im w stanie zaproponować macierzyste sceny. Tak było choćby w „Walizce”. Znakomity Władysław Kowalski rzadko prezentuje taką otwartość, jak w tej roli. Dziś jestem przerażony, że na produkcje spektakli telewizyjnych tak drastycznie ogranicza się środki, tłumacząc to niską oglądalnością. Słupki oglądalności to zmora, która wykończy naszą kulturę. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA