fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Szwajcaria ma pretensje do Niemiec

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Zakup przez niemiecki rząd danych skradzionych ze szwajcarskiego banku stał się przyczyną kolejnego konfliktu pomiędzy Berlinem i Bernem
Anonimowy złodziej danych z jednego ze szwajcarskich banków czeka już na swoje 2,5 mln euro i dopiero gdy znajdą się na jego koncie, przekaże niemieckiemu rządowi płytę z cennymi informacjami.
Jej wartość niemieckie Ministerstwo Finansów oceniało na 100 mln euro. Wiadomo już jednak, że jest warta więcej, gdyż niemieccy oszuści podatkowi prześcigają się od wczoraj w informowaniu władz o swych praktykach, zanim otrzymają wezwania z urzędów podatkowych. Rzecz w tym, że nie ujawniono, który ze szwajcarskich banków padł ofiarą kradzieży danych z systemu elektronicznego.
Jedno jest pewne. Szwajcaria nie udzieli Niemcom żadnej pomocy prawnej w poszukiwaniu oszustów podatkowych.
– To, co robi niemiecki rząd, jest w naszym kraju przestępstwem – mówi bez ogródek rzecznik szwajcarskiego Ministerstwa Finansów. Jego szef Hans-Rudolf Merz już wcześniej kategorycznie odrzucił wszelkie prośby Berlina o pomoc.
Szwajcarzy gotują się z wściekłości. – Trudno uwierzyć w to, co robią Niemcy. To paserstwo – powiedział dziennikowi „Blick” Mario Fehr, działacz szwajcarskiej partii socjaldemokratycznej. Podobnego zdania jest wielu innych polityków z całego spektrum sceny politycznej. Podkreślają, jak czyni to Pirmin Bischof z chrześcijańskiej demokracji, że kradzież danych bankowych jest „nowoczesną formą napadu na bank“. Thomas Sutter ze Stowarzyszenia Szwajcarskich Banków oczekuje, że Niemcy aresztują przestępcę, a skradzione dane zwrócą prawowitemu właścicielowi.
Niemieckie władze mają zupełnie inne zdanie w tej sprawie. Od lat żądają od Szwajcarii współpracy w tropieniu oszustów podatkowych, którzy ukrywają swoje dochody dzięki pomocy tamtejszych banków. Czynią to przy tym nierzadko z wdziękiem słonia w składzie porcelany, wywołując gwałtowne reakcje swych sąsiadów.
„Tego faceta nienawidzimy”, „Nazista”, „Znienawidzony Niemiec” – takie były tytuły szwajcarskiej prasy przed rokiem, kiedy Peer Steinbruck, ówczesny niemiecki minister finansów, domagał się od Szwajcarów, by przestali ochraniać oszustów podatkowych.
Był już wcześniej znany z tego, że proponował użycie pejcza, aby zmusić Szwajcarów do posłuszeństwa. Przed rokiem groził, że przygotowywana przez OECD czarna lista państw uznawanych za oazy podatkowe pełnić będzie funkcję „kawalerii”, która ruszy niebawem do boju.
W górskiej republice przypomniano natychmiast o masakrach Indian z udziałem kawalerii z fortu Yuma. Takich słów Niemcy już nie używają, ale Szwajcarzy ich nie zapomnieli. Wiedzą też, że 57 proc. Niemców popiera decyzję rządu w sprawie transakcji ze złodziejem danych.
[i]—Piotr Jendroszczyk z Berlina[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA