fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Rodzicom wstęp wzbroniony

Łukasz Kubot, ur. 16 maja 1982 r. w Bolesławcu. Pierwszy Polak od czasów Wojciecha Fibaka, który znalazł się w pierwszej setce rankingu ATP.
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Rodzicom powinno zakazać się wstępu na korty. Niech nie bawią się w sędziów‚ trenerów‚ doradców - mówi Łukasz Kubot, najlepszy polski tenisista
[b]Rz: Dlaczego tak późno przebił się pan do pierwszej setki rankingu?[/b]
[b]Łukasz Kubot:[/b] Wielu ludzi mnie o to pyta. Statystyki nie kłamią. Południowcy szybciej dojrzewają. Weźmy tenisistów z Ameryki Południowej: Fernando Gonzalez‚ David Nalbandian‚ Juan Martin Del Potro‚ Guillermo Coria. Zawodnicy z Europy Środkowej potrzebują więcej czasu. Szkoła czeska jest wzorem do naśladowania. Dochodziłem do wszystkiego sam‚ niczego nie podano mi na tacy. Nie miałem nigdy nadmiaru sponsorów. Jestem wdzięczny panu Ryszardowi Krauzemu za pomoc. Był moją podporą. Nie miałem fachowców wokół siebie. Nie było mnie na to stać. Chcę dalej w siebie inwestować. Mam nadzieję‚ że dojdzie do współpracy z panem Wojciechem Fibakiem. Chcę się rozwijać krok po kroku.
[b]Pamięta pan swoje pierwsze kroki na korcie?[/b]
Dzięki temu‚ że mój tata był piłkarzem‚ a później trenerem‚ byłem bardzo aktywnym dzieckiem. Najpierw tata uczył mnie jeździć na rowerze‚ a potem kopać piłkę. Gdy miałem siedem czy osiem lat‚ tata chciał mnie zaprowadzić do szkółki piłkarskiej‚ ale nabór obejmował dzieci‚ które ukończyły dziesiąty rok życia. Zaprowadził mnie więc na korty. I tak się zaczęło. Trenowałem pod okiem pana Ryszarda Korzeniowskiego‚ połknąłem tenisowego bakcyla‚ ale oprócz tego z kolegami z podwórka intensywnie grałem w piłkę nożną oraz w koszykówkę. Przełomem było zwycięstwo w międzynarodowych mistrzostwach Polski do lat 16. Radek Nijaki był wówczas w akademii Johna Newcombe’a (siedmiokrotnego mistrza Wielkiego Szlema) w Teksasie. Pomógł mi. Rodziców nie było stać na opłacenie pobytu w akademii. Dzięki marce akademii i nazwisku Radka Nijakiego‚ który był wtedy czołowym juniorem na świecie‚ spędziłem parę miesięcy w Teksasie. Nauczyłem się języka‚ dyscypliny. Trenowaliśmy od września do grudnia na powietrzu. Wyjechałem z szarej Polski i złapałem doświadczenie.
[b]Kto był pana idolem w młodości?[/b]
Szczerze mówiąc‚ nigdy nie miałem jednego wzorca. Ze względu na styl gry i zachowanie na korcie zawsze podziwiałem Jewgienija Kafielnikowa. Bardzo lubiłem Jima Couriera‚ który walczył do końca, Jonasa Bjorkmana, Todda Martina, Jirziego Novaka‚ a dzisiaj Radka Stepanka.
[b]Mieszka pan w Czechach, ma czeskich trenerów. Dlaczego oni osiągają większe sukcesy od Polaków?[/b]
Podoba mi się ich system. Może nie mają ekskluzywnych warunków‚ ale stworzyli świetny system. Przede wszystkim większość trenerów to byli zawodnicy. Czechy to mały kraj‚ ale mają bardzo dużo hal, szczególnie w Pradze. Dzięki temu można trenować zimą. W czasach, gdy ja trenowałem w Polsce‚ nie mogłem na to liczyć. Nie wiem, czy dzisiaj coś się zmieniło pod tym względem. Czesi są bardzo skromni i poukładani. Traktują mnie jak swojego. Tomas Berdych zaprasza mnie czasami na trening do ośrodka w Prostejovie‚ a Radek Stepanek, gdy jest w Pradze‚ umawia się ze mną na trening. Dla mnie to ważne‚ bo sparingi z takimi zawodnikami dużo mi dają. Trenuję w małym‚ skromnym klubie w Czechach‚ nie ma tam bardzo dobrych warunków, ale nie zmienię barw‚ bo oni wyciągnęli do mnie kiedyś pomocną dłoń.
[b]Praga to dla pana dom czy tylko baza treningowa?[/b]
W Czechach trenuję‚ spełniam swoje marzenia‚ szykuję się do turniejów. Mój dom zawsze był‚ jest i będzie w Polsce. W Bolesławcu mam dziadków‚ w Lubinie rodziców. Mam tam kolegów‚ z którymi grałem w piłkę.
[b]Jak wyglądają pana najbliższe plany?[/b]
Podjąłem już decyzję‚ że zagram w Santiago‚ ten turniej traktuję jak przygotowanie do dwóch następnych – w Costa de Sauipe i Acapulco. Odpuszczam Buenos Aires. Później wracam do Polski na mecz Pucharu Davisa z Finlandią (5 – 7 marca). Pod warunkiem‚ że zdrowie będzie dopisywać. Potem znów wylatuję za ocean do Indian Wells i Miami. Na szczęście później czeka mnie gra na kortach ziemnych, w Monte Carlo‚ Rzymie‚ Madrycie.
[b]Nie myśli pan o założeniu rodziny, nie chciałby pan pójść kiedyś z synem lub córką na kort?[/b]
Przyjdzie na to czas. Nie będę namawiał swojego dziecka na tenis. Wezmę przykład z rodziców‚ którzy dali mi wolną rękę i do niczego nie zmuszali. Uważam‚ że to główny problem polskich rodziców. Leczą swoje ambicje kosztem dzieci. Widziałem sceny, kiedy ojciec dziesięcioletniej dziewczynki dałby się pokroić za wygranego przez córkę gema. Nie chodziło o to‚ aby się pobawiła. Musiała wygrać. Zawodnicy ciężko trenują w wieku 14 – 16 lat‚ a potem zniechęcają się do tenisa. Nie ma miejsca na luz. Rodzicom powinno zakazać się wstępu na korty. Niech nie bawią się w sędziów‚ trenerów‚ doradców. Ja nie byłem zmuszany do gry w tenisa. Oczywiście miałem narzuconą dyscyplinę‚ tata krótko mnie trzymał‚ bo inaczej niczego bym nie osiągnął.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA