fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Z Generałem wzdłuż Pasłęki

Jezioro Labędź
rp.pl, Iwona Trusewicz i.t. Iwona Trusewicz
Iwona Trusewicz
Tegoroczna śnieżna zima sprzyja nie tylko bieganiu na nartach, ale też konnym wyprawom po czarownych lasach Warmii. Styczniowej niedzieli wybraliśmy się z Generałem z biegiem Pasłęki.
Z moim srokatym konikiem dużo jeździmy po lasach tylko we dwójkę, ale zima to czas szczególny. Na kilkugodzinny wypad w temperaturze oscylującej wokół -10 st C. tak koń, jak i jeździec, musi być odpowiednio przygotowany.
[srodtytul]Termos i hacele[/srodtytul]
Przede wszystkim oboje powinni mieć dobry strój. Dla jeźdźca najlepsza jest ciepła bielizna, rajstopy, grube, ale luźne bryczesy, lekki sweter z golfem, rękawice i kurtka narciarska, która ma tą zaletę, że jest nieprzewiewna, ciepła i lekka. Ma też dużo kieszeni, w które można włożyć np. telefon komórkowy (zawsze zabieram na samotne wyprawy), chusteczki czy dodatkowe rękawice, na wypadek zgubienia lub przemoczenia. Najlepsze buty to ocieplane oficerki, dość luźne, by można było włożyć skarpetki i poruszać palcami, co poprawia krążenie w czasie jazdy.
Generał pod siodło dostaje złożony na dwoje gruby bawełniany koc i wykończony skórą czaprak w gęstym miękkim miśkiem. Na skórzane paski ogłowia także dobrze naciągnąć miśki, by sztywniejąca na mrozie skóra nie otarła pyska.
W sakwy przytroczone do siodła wkładam termos z gorącą herbatą zabarwioną sokiem malinowym i cytryną oraz torebkę ususzonego chleba i kilka jabłek, które pozwolą koniowi uporać się z pragnieniem. Wyruszamy ze stajni przy pensjonacie [b]Biały Dwór pod Wołownem[/b] (20 km na północ od Olsztyna) wzdłuż wiejskiej drogi ku lasom nad Pasłęką. Dobrze gdy dzień jest bezwietrzny, bo silne wiatry w połączeniu z zimowym krajobrazem mogą płoszyć wierzchowca.
[wyimek]Zimą konie są szczególnie wyczulone na wszelki ruch w lesie. Słyszą więcej, widzą szybkiej i dalej niż człowiek[/wyimek]
Generał na podkute przednie kopyta podkowami z maleńkimi stałymi wypustkami (hacele), zaopatrzonymi w gumy antypoślizgowe. Dzięki temu dobrze radzi sobie nawet na wyślizganych drogach. Najbezpieczniejszy jest głębszy śnieg i leśne przecinki, po których można swobodnie galopować.
Zimą konie są szczególnie wyczulone na wszelki ruch w lesie. Słyszą więcej, widzą szybkiej i dalej niż człowiek, więc dostrzeżenie pasących się na polankach saren czy łani nie jest dla nich trudne.
Leśne zwierzęta nie przestraszają Generała. Jeżeli zdarzy mu się odskoczyć w bok, to raczej na widok miejskiej listonoszki, jadącej po zaśnieżonej drodze rowerem z silniczkiem elektrycznym. Pojazd sunie bezgłośnie i to brak dźwięku najbardziej przestrasza konia.
[srodtytul]Łabędź zarasta[/srodtytul]
[b]Wołowno[/b] to dawne warmińskie Wintki, z niemiecka zwane Windtken. Jak w każdej wiosce katolickiej Warmii stoi tu ceglana kapliczka, po czym zawsze można odróżnić, czy to Warmia czy Mazury (tam kapliczek nie ma, tylko krzyże). Często to prawdziwe architektoniczne cacuszka. Ta z Wołowna jest z XIX w, ma dwuspadowy dach kryty dachówką i dzwonniczkę z sygnaturką.
Za ostatnim gospodarstwem zanurzamy się z Generałem w lasy. Po ostrożnym zejściu z oblodzonego zbocza, kłusujemy wokół zarastającego jeziora. Wspomina o nim Mieczysław Orłowicz w przedwojennym przewodniku: „Dwa kilometry na zachód malowniczo wśród lasów i wzgórz położone jezioro [b]Łabędź[/b] (Labens See, 1 km2)”. Za jeziorem jadąc lasami na południowy zachód przecinam utwardzony szuter i spuszczamy się ostrożnie nad [b]Pasłękę[/b]. Dalej na północy zaczyna się rezerwat Ostoja Bobrów, ale świeże ślady tych wodnych budowniczych są i tutaj - powalone świeżo drzewa, obgryzione gałęzie i pnie. Szeroka ścieżka wzdłuż rzeki pozwala galopować. Na śniegu mnóstwo śladów - saren i łań, dzików i lisów. Dzięcioły kują w starych pniach, a stada jemiołuszek i gili z czerwonymi brzuszkami przelatują między drzewami.
Docieramy do jedynego w tej okolicy mostu, którym można dojechać do wsi Komorowo i dalej do Łukty. Ale nie przechodzimy na drugą stronę. Wijąca się, coraz węższa ścieżka zmusza do wolnego i ostrożnego stąpania.
Zimowy las jest niezwykle piękny. Świerki w śniegowych szatach stoją nieruchomo niczym panny na wydaniu; szpalery białych drzew tworzą gęste lodowe tunele; polukrowane lodem brzegi i koryto rzeki zdaje się odbijać światło niczym matowe lustro.
[srodtytul]Granica Warmii i Mazur[/srodtytul]
Przedzierając się przez coraz większe chaszcze, po dwóch godzinach docieramy do rozległych łąk pod wsią [b]Gamerki Wielkie[/b]. Tutaj wreszcie można puścić się galopem. W kopnym śniegu Generał biegnie wolniej i ostrożniej. Docieramy do wiaduktu nad linią kolejową do Morąga.
Niektóre konie boją się przekraczać takie miejsca, jeżeli więc kilka razy nie uda nam się zmusić zwierzęcia do wejścia, trzeba zsiąść i przeprowadzić rumaka na drugą stronę. My przechodzimy bez zbytniej nerwowości.
[b] Gemarki (dawne Gammern)[/b] to wieś graniczna. Jeszcze leży na Warmii, ale już odległe od nich o 2 km Mostkowo jest na Mazurach. „Za stacją kolejową na moście na Pasłęce pociąg opuszcza granice Warmii” - pisał Orłowicz. Wieś leży nad jeziorem o tej samej nazwie i jak wiele okolicznych wsi jest bardzo stara - liczy ponad 650 lat. Dziś mieszka tutaj 80 osób. Dwa razy tyle co przed wojną. Ale wtedy była tu za to okazała stacja (linia ruszyła w 1883 r.) i gospoda.
[wyimek]Zima to czas wyciszenia i spokoju, gdy na mrozie nawet psom nie chce się wychylać nosów z bud[/wyimek]
Za wiaduktem dochodzimy do rozgałęzienia traktów. W lewo droga do Gamerek, a my w prawo, pod górę dwa kilometry do wsi [b]Szałstry[/b]. Zanim do niej dojedziemy robię na przydrożnej polanie postój. Generał dostaje luźny popręg, suchary i jabłka, a potem sam zaczyna grzebać kopytem w śniegu i wynajdować resztki trawy. Ta smakuje mu najbardziej, bo gdy kończę pić herbatę i zaciągam popręg, trudno konia od tego zeschłego trawska oderwać.
[b] Szałstry[/b] to duża, licząca 230 mieszkańców wioska rozłożona półkolem nad brzegiem jeziora. Jest jeszcze starsza niż Gamerki; na początku nazywała się Wisacker czyli Opuszczone pole, ale nazwa się nie przyjęła. Obecna pochodzi od nazwy jeziora Schaustren (z warmińska Sawstern). Jeszcze w 1925 r w miejscowej szkole elementarnej dzieci uczyły się wyłącznie po polsku. Przed drugą wojną mieszkało tutaj prawie 400 osób. We wsi była szkoła (już niemiecka), kuźnia, zakład bednarski i szewski oraz gospoda.
Przejście konno przez każdą wieś to dla konia i jeźdźca duży stres. Generał jest jednak do tego przyzwyczajony, a zima to czas wyciszenia i spokoju, gdy na mrozie nawet psom nie chce się wychylać nosów z bud. Doszliśmy więc do drogi wznoszącej się na kolejny wysoki wiadukt. Przy drodze zabytkowa kapliczka z sygnaturką z XIX w.
Za wiaduktem droga lekko opada ku osadzie [b]Łabędź[/b] (dwa domy). Po obu stronach zachwycające zimowe pejzaże. Zarośnięte wzgórki z drzewami owocowymi znaczą miejsca po dawno opuszczonych obejściach. Teren tu pofałdowany; wielkie łąki wznoszą się to padają, zanim przejdą w las. Docieramy do miejsc, które koń poznaje i zaraz rusza raźniej do przodu. Jeszcze tylko kilometr i polną drogę wychodzimy wprost na nasze stajnie. Przed nami zachodzące słonce barwi niebo na malinowo. Para unosi się z Generała i ze mnie. Mróz jest coraz większy. Pora zakosztować ciepłego schronienia.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA