Społeczeństwo

Zyzak wyjeżdża do Ameryki

Paweł Zyzak po tym, jak opublikował kontrowersyjną biografię Wałęsy, nie mógł znaleźć pracy w zawodzie historyka
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Biograf Wałęsy przenosi się z hipermarketu na stypendium w Waszyngtonie
Człowiek, który swoją książką o Lechu Wałęsie wywołał w Polsce polityczną burzę i sprawił, że Instytut Pamięci Narodowej po raz kolejny znalazł się pod ostrzałem krytyki, na kilka miesięcy opuszcza kraj.
Jak dowiedziała się "Rz", Paweł Zyzak otrzymał stypendium na czteromiesięczny staż do waszyngtońskiego Institute of World Politics. Ufundowała mu je Polonia amerykańska. Na staż do instytutu rekomendował go historyk prof. Marek Jan Chodakiewicz, który prowadzi tam wykłady. – Cieszę się bardzo z tej szansy. Dzięki temu po dłuższej przerwie będę się mógł znowu zajmować pracą naukową – mówi "Rz" Zyzak.
Amerykański instytut prowadzi prace badawcze i zajęcia z zakresu stosunków międzynarodowych i bezpieczeństwa światowego. – Liczę, że gdy wrócę do Polski, uda mi się wreszcie zacząć pisanie doktoratu – deklaruje Zyzak. Chciałby się zająć w nim ponownie wydarzeniami z najnowszej historii Polski. – Jeszcze nie zdecydowałem, co to konkretnie będzie. Młody historyk spodziewa się jednak, że napisanie doktoratu i jego obrona mogą nie być łatwe. – Jest wiele osób, którym moja osoba, mówiąc delikatnie, przeszkadza – konstatuje. Po opublikowaniu w marcu 2009 r. biografii "Lech Wałęsa. Idea i historia" na Zyzaka spadła fala krytyki. Zarzucano mu zwłaszcza, że w swej pracy magisterskiej, która się stała kanwą książki, skupił się nie na źródłach pisanych, tylko ustnych relacjach anonimowych świadków. W książce padają m.in. zarzuty, że były prezydent miał nieślubne dziecko, w młodości był chuliganem oraz że współpracował z SB. Po jej publikacji minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka zażądała kontroli na Wydziale Historycznym UJ (gdzie Zyzak bronił pracę), w jaki sposób pisane są tam prace magisterskie. Zyzak stracił posadę w krakowskim oddziale IPN, gdzie pracował w archiwum. Instytut nie przedłużył mu wygasającej umowy. Od tej chwili, jak sam opowiada, znalezienie pracy w zawodzie było praktycznie niemożliwe. – Złożyłem podania o pracę jako nauczyciel niemal we wszystkich szkołach w Bielsku--Białej (tam mieszka) i okolicy. Odzewu nie było – opowiada. – W podległych nam placówkach od września 2009 r. nie był wolny żaden etat historyka – informuje "Rz" Miejski Zarząd Oświaty w Bielsku-Białej. Zdaniem Zyzaka przyczyna była jednak inna. – W jednej z prywatnych szkół byłem już nawet umówiony co do pracy. Kiedy jednak miałem podpisać umowę, pani dyrektor podziękowała mi. Powiedziała, że telefonowano do niej z kuratorium, by mnie nie zatrudniała – opowiada. Młody historyk trafił więc do jednego z bielskich supermarketów. Przez pięć miesięcy pracował tam jako magazynier. – Trzeba było jakoś zarabiać, by utrzymać rodzinę. To było ciekawe doświadczenie – wspomina historyk. Promotor jego pracy magisterskiej prof. Andrzej Nowak, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego, uważa całą sytuację za groteskową i żenującą. – Dlatego, że ktoś miał odwagę stawiać niewygodne pytania, nie może znaleźć pracy ani rozwijać się naukowo?! To absurd – oburza się prof. Nowak. – Na szczęście można jeszcze pracować naukowo za granicą.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL