fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Jak profesor K. świata nie zbawił

Fotorzepa, Danuta Matloch Danuta Matloch
Izabela Kacprzak
Naukowiec doniósł na szefa izby skarbowej, że wyłudza od uczelni pieniądze. Jedynym ukaranym został on sam
– Bardzo mi przykro, że swoją omyłkową interwencją spowodowałem, iż zacni obywatele na wysokich stanowiskach mieli wielkie nieprzyjemności – ironizuje prof. Leszek K., były wicedyrektor Instytutu Prawa i Administracji w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Sulechowie.
Opisujemy go jako K., gdyż prosił o niepodawanie nazwiska. Pan profesor sparzył się bowiem, gdy próbował doprowadzić do ukarania szefa zielonogórskiej Izby Skarbowej Piotra Dopierały.
[srodtytul]Czas z tym skończyć[/srodtytul]
Zaczęło się od tego, że dyrektor Dopierała od 1999 r. dorabiał do pensji na sulechowskiej uczelni, prowadząc zajęcia z prawa podatkowego oraz podatków i opłat lokalnych. Długo nie budziło to kontrowersji (według Magdaleny Kobos, rzeczniczki Ministerstwa Finansów, Dopierała zapewniał, że miał na pracę na uczelni ustną zgodę przełożonych).
[wyimek]Naukowiec stracił stanowisko zastępcy kierownika instytutu[/wyimek]
W 2006 r. wybuchła jednak burza. Wtedy to prof. K. odmówił podpisania rachunków przedłożonych przez Dopierałę. Powód? Według profesora szef izby skarbowej notorycznie opuszczał zajęcia i studenci nie mogli z tego powodu uzyskać zaliczeń. „Czas wreszcie skończyć z tym wyłudzaniem przez dyrektora Dopierałę” – pisał K. do rektora uczelni. 
Profesor twierdzi, że Dopierała brał pieniądze za zajęcia, których nie poprowadził w 2003, 2004 i 2006 roku (wyłudzić miał w tym czasie odpowiednio 1200 zł, 3240 i 1100 zł).
Sprawa trafiła do Urzędu Kontroli Skarbowej w Zielonej Górze, który przekazał ją do Ministerstwa Finansów. A urzędnicy resortu nie mieli wątpliwości, że Dopierałą powinna się zainteresować prokuratura.
Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożył Andrzej Parafianowicz, wiceminister finansów i szef Głównego Inspektoratu Kontroli Skarbowej. W dokumencie, który ostatecznie trafił do Prokuratury Rejonowej Poznań-Nowe Miasto czytamy: „Zachodzi uzasadnione podejrzenie, że Piotr Dopierała, funkcjonariusz publiczny, dyrektor Izby Skarbowej w Zielonej Górze, poświadczając w dokumentach nieprawdę, działał na szkodę interesów Skarbu Państwa”. 
W jeszcze ostrzejszym tonie wypowiadał się podczas przesłuchania w prokuraturze Wojciech Kiliński, zastępca dyrektora Departamentu Kontroli Resortowej w ministerstwie. – Żądam ścigania i ukarania Piotra Dopierały za wyłudzenie pieniędzy na szkodę Skarbu Państwa – podkreślał. Zaznaczył też, że według jego wiedzy „nie było żadnego osobistego konfliktu pomiędzy panem K. a panem Dopierałą”.
Dopierale groziło osiem lat więzienia, a wyrok zakończyłby jego karierę w skarbówce.
Śledztwo ruszyło w kwietniu 2008 r., ale w styczniu następnego roku zostało prawomocnie umorzone z powodu „braku danych dostatecznie uzasadniających popełnienie czynu”.
Dyrektor Dopierała mówił prokuratorowi, iż „wydaje mu się, że przeprowadził zajęcia dydaktyczne wymienione w okazanych rachunkach i rozliczeniach godzin dydaktycznych”, a jeżeli „dokumenty zawierały błędy, to nie było to wynikiem jego celowego działania”. Prokurator uwierzył.
Na niewiele się zdała analiza uczelnianych dokumentów. Okazało się bowiem, że rachunki są niekompletne – brakuje części oryginałów, a gdzie się one znajdują, nie sposób ustalić. W dodatku w zeszycie nieobecności brak zapisów, które mogłyby cokolwiek wyjaśnić.
[srodtytul]I już po stanowisku[/srodtytul]
W Zielonej Górze krążą informacje, że w obronie Dopierały interweniował miejscowy poseł PiS Witold Czarnecki.
– Piotra Dopierałę znam od 20 lat. Mówimy sobie po imieniu, czasem się spotykamy – przyznaje Czarnecki, ale zaprzecza, by miał gdziekolwiek interweniować w jego sprawie. – Ja nawet nie wiedziałem o śledztwie. To obrzydliwe pomówienie.
W prokuraturze Dopierała tłumaczył, że ostatecznie nie dostał od szkoły zapłaty za zajęcia w roku akademickim 2005/2006. O pieniądze się nie dopominał. Od trzech lat w Sulechowie nie wykłada. Jak wyjaśniał śledczym, „z uwagi na brak zdrowia i czasu”.
Nadal jest szefem izby skarbowej. Dla „Rzeczpospolitej” nie chciał się wypowiedzieć. Przez rzecznika odmówił komentarza do sprawy.
Najwięcej na aferze stracił prof. K. W październiku 2007 r., gdy zaczęła się nowa kadencja władz uczelni, rektor pozbawił go stanowiska zastępcy kierownika instytutu.
K. pytany przez nas o sprawę z szefem izby skarbowej twierdzi, że nic o niej nie wie. – Ale mamy dokument z pańskim podpisem – przekonujemy.
Profesor odpowiedział: – Postępowanie prokuratury to przykład wzorcowo przeprowadzonego śledztwa, a czas zatarł wszystko w mojej pamięci, rozumie mnie pan? Ja już świata nie zbawię...
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorów
[mail=i.kacprzak@rp.pl ]i.kacprzak@rp.pl [/mail]
[mail=l.zalesinski@rp.pl]l.zalesinski@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA