fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Nie koniec sporu o Jugendamty

Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Jerzy Haszczyński
Tym razem chodzi o Annę L. - polską obywatelkę, której niemiecki urząd ds. młodzieży odebrał sądownie trójkę dzieci. Matka może kontaktować się z nimi tylko sporadycznie i wyłącznie po niemiecku.
Europoseł PIS Konrad Szymański złożył w jej sprawie na początku listopada interpelację do Komisji Europejskiej. Zaapelował również do premiera Donalda Tuska o aktywniejsze i bardziej zdecydowane działania polskich służb konsularnych w Niemczech wobec praktyk dyskryminujących Polaków. Jego zdaniem jednym z najbardziej jaskrawych przykładów jest przebieg procesu oraz sankcje, jakie spotkały Annę L.
[srodtytul]„W Niemczech mówimy tylko po niemiecku” [/srodtytul]
We wrześniu ubiegłego roku Jugendamt wnioskował do sądu o odebranie Polce 5-letniego wówczas syna oraz dwóch córek (3 latka i 1 rok), zarzucając jej alkoholizm. Stało się to cztery miesiące po tym, jak policja zatrzymała ją nietrzeźwą na ulicy.
- Sąd w Offenbach, przychylając się do tego wniosku, nie wziął pod uwagę faktu, że był to jednorazowy incydent — mówi „Rz” Joanna Prestigiacomo, adwokat Anny L. — Świadczył o tym szereg dokumentów medycznych oraz zeznania licznych świadków, w tym pracowników Sozialamtu, że to bezzasadny zarzut, a matka prawidłowo opiekuje się dziećmi. W postępowaniu sądowym kobiecie, znającej słabo niemiecki, odmówiono prawa do zbadania przez polskiego psychologa. Tymczasem, jak twierdzi adwokat Anny L., Jugendamt przymusza ją do kontaktów z dziećmi w tym właśnie języku. — Jeśli 6-letnie dziecko zwraca się do matki: „jesteśmy w Niemczech więc musimy mówić po niemiecku” to nie mam wątpliwości, że ktoś musiał mu to wbić do głowy — mówi mec. Prestigiacomo.
Choć spotkania ze wszystkimi dziećmi ograniczono sądownie do dwóch godzin tygodniowo, to dwuletniej dziś Julii matka nie widziała przez rok. — Odwiedziny zawieszono, bo według urzędników Jugendamtu, spotkania z matką powodują złe reakcje — mówi adw. Joanna Prestigiacomo. — Było to znów możliwe dopiero, gdy moja klientka zagroziła, że zorganizuje przed urzędem strajk głodowy.
[srodtytul]Szymański: to problem społeczny w Niemczech [/srodtytul]
Mec. Prestigiacomo jest zszokowana odkryciem w dokumentach sądowych dwóch faktów: Jugendamt podał w dokumentach sądowych iż dzieci mają obywatelstwo niemieckie (w rzeczywistości mają do niego tylko prawo) a rodziny zastępcze, do których czasowo trafiły dzieci są święcie przekonane, że będą z nimi na stałe.
Adwokat Anny L. narzeka, że Jugendamt nie odpowiada na jej korespondencję i odmawia informowania o sytuacji polskie służby konsularne. — W piątek ma odbyć się kolejna rozprawa — mówi mec. Prestigiacomo i cieszy się z faktu, że obecność zapowiedział przedstawiciel polskiego konsulatu. - Przypadek pani L. pokazuje, że działania Jugendamtu nakierowane są na przejęcie pełnej władzy rodzicielskiej nad dziećmi oraz zmuszenia ich do operowania tylko językiem niemieckim — nie ma wątpliwości europoseł Szymański. — Noszą więc znamiona dyskryminacji na tle językowym i narodowym.
Szymański, autor kilku interpelacji w sprawie Jugendamtów wobec rodziców polskiego pochodzenia, które złożył w poprzedniej kadencji europarlamentu, twierdzi, że to nie jednostkowe przypadki, lecz poważny problem społeczny w Niemczech.
- W tej sprawie do Parlamentu Europejskiego w ostatnich latach wpłynęło kilkaset petycji z wielu europejskich krajów. Dlatego naszym obowiązkiem jest domagać się zdecydowanych działań od Komisji Europejskiej — zauważa Szymański.
[srodtytul]Jugendamty na cenzurowanym [/srodtytul]
Problem z niemieckimi urzędami ds. młodzieży był głośny w Europie, gdy europejskie media ujawniały raz po raz skandaliczne przykłady dyskryminowania nie-niemieckich rodziców dzieci, na które rozciągała się jurysdykcja RFN. Pod koniec poprzedniej kadencji Parlament Europejski przyjął nawet w tej sprawie rezolucję z zapisem przeforsowanym przez europosłankę Urszulę Gacek. Wzywa ona do zbadania roli i postępowania krajowych służb opieki społecznej pod kątem niedyskryminowania obywateli UE i nakazywania używania języka państwa, w którym odbywają się kontakty rodziców z dziećmi. Nie pada w niej nazwa „Jugendamt”, ale eurposłanka nie ukrywała, że zapisy te powstały w związku z działalnością niemieckich urzędów ds. młodzieży.
Wcześniej kierowana przez europosła Marcina Libickiego Komisja Petycji przyjęła dokument stwierdzający wprost, że niemieckie urzędy ds. dzieci dopuszczają się licznych naruszeń zasady niedyskryminowania ze względu na narodowość. Z kolei w wyniku interpelacji Konrada Szymańskiego Komisarz ds. Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych Jacques Barrot powołał grupy robocze sędziów różnych państw członkowskich. — Spotykają się dwa razy do roku, na razie to etap wypracowywania tzw. dobrych praktyk — mówi Szymański. — Tempo pracy mogłoby być lepsze, ale cieszę się, że problem w ogóle dostrzeżono.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA