Sylwetki

Dziura Rostowskiego nie jest taka groźna

Fotorzepa, Rafał Guz Rafał Guz
Wyższy deficyt dziś to wyższe podatki jutro, niższy deficyt dziś to niższe podatki jutro,tak to działa - mówi Jarosław Bauc, prezes Polkomtelu
[b]Rz: Dobrze jest mieć w zarządzie osobę, która jest blisko rządu? Mamy na myśli wiceprezesa Krzysztofa Kiliana, który często poprzez znajomość z premierem wymieniany jest jako kandydat do różnych funkcji państwowych.[/b]
Jarosław Bauc: Ale pan prezes Kilian jest raczej blisko Polkomtelu, bliżej się nawet nie da. [b]Ale też blisko Kancelarii Premiera?[/b]
Nic na ten temat nie wiem. Wzmianek prasowych nie należy zawsze traktować serio. [b]Przejdźmy do polityki gospodarczej. Zostanie pan pobity, jeśli chodzi o skalę deficytu budżetowego? Tzw. dziura Bauca to nic w porównaniu z dziurą Rostowskiego?[/b] Minęło dziewięć lat, więc jeśli chcemy nominalnie porównywać jakieś wielkości, to takie porównanie zupełnie nie ma sensu. Polska gospodarka była zupełnie inna wówczas niż obecnie. Łączy te czasy jedno – podobna wrażliwość na dekoniunkturę, choć dzisiaj problemy fiskalne mają znacznie bardziej rozwinięte i bogatsze kraje UE, także USA czy Japonia, której dług sięga 200 proc. PKB (podczas gdy nasz – 50 proc. PKB). Dzisiaj deficyt budżetowy w krajach, które prowadziły bardzo zdyscyplinowaną politykę budżetową, sięga poziomu dwucyfrowego w relacji do PKB. Tak naprawdę więc nasza obecna sytuacja jest niewspółmiernie lepsza niż w prawie całej Europie i także niewspółmiernie lepsza od tej, z którą ja miałem do czynienia wtedy. [b]To znaczy, że jest tak dobrze, że nie są nam potrzebne reformy wydatków fiskalnych?[/b] Sytuacja fiskalna Polski jest znacznie lepsza w stosunku do otoczenia zarówno dzisiaj, jak i dziewięć lat temu. To nie oznacza jednak, że nie potrzebujemy reform. Potrzebujemy jednak zmian trochę innych niż wtedy. Dzisiaj zasadniczym problemem jest dotacja do systemu emerytalnego. Pewnie gros deficytu, który obecnie mamy, to jest efekt finansowania emerytur, rent i innych świadczeń z podatków poprzez ZUS i KRUS. Nie starcza po prostu na wypłaty emerytur z bieżących składek. Trzeba więc pójść w kierunku wydłużenia wieku emerytalnego i zwiększenia proporcji ludzi, którzy pracują, do tych, którzy nie pracują. Pod tym kątem mocno odstajemy od innych krajów Unii Europejskiej. [b]Ale może sytuacja się na tyle pogorszy, że będzie już za późno na wprowadzanie odpowiednich reform. Pozostaje nam tylko pożyczać pieniądze z Międzynarodowego Funduszu Walutowego?[/b] Nawet jak teraz zwiększymy wiek emerytalny o pięć lat, to nic się nie zmieni z dnia na dzień. Ale z każdym kolejnym rokiem będziemy w lepszej sytuacji. Rynki i inwestorzy dyskontują nie obecną sytuację, tylko to, co może się zdarzyć w przyszłości, czyli im lepsza perspektywa fiskalna, tym niższe obciążenia podatkowe dla ludzi i gospodarki w przyszłości. Wyższy deficyt dziś to wyższe podatki jutro, niższy deficyt dziś to niższe podatki jutro, tak to działa. [b]A od czego by pan zaczął, gdyby był pan ministrem finansów zamiast Jacka Rostowskiego?[/b] Jest wiele rzeczy drobnych, dzięki którym można osiągnąć małe korzyści, ale na pewno nie zmieni to fundamentalnie sytuacji fiskalnej. Najważniejsze jest rozwiązanie problemu wypłat emerytalnych i świadczeń zdrowotnych w Polsce. [b]A jak odniósłby się pan do komentarza prof. Stanisława Gomułki, który twierdzi, że jesteśmy w takiej samej sytuacji obecnie jak Węgry tuż przed wybuchem ich wewnętrznych problemów z finansami państwa?[/b] Pan prof. Gomułka był niedawno w rządzie, a odkrył taką hipotetyczną bliskość Polski i Węgier dopiero teraz? Nie ma sensu porównywanie nas do Węgier. Dziś jesteśmy w otoczeniu recesyjnym, a parę lat temu Węgry miały kłopoty, podczas gdy Europa kwitła. Kiedy więc Europa się wydźwignie, to i my osiągniemy nie 1 proc. wzrostu, tylko 5 proc. Natomiast niezależnie od tego, czy będzie to 1 czy 5 proc., będziemy musieli zreformować system emerytalno-rentowy, w tym emerytury rolnicze. I to jest tak naprawdę wyzwanie dla polityków, gdyż zmiany takie wymagają konsensusu. Taką rzecz można zrobić tylko na drodze porozumienia społecznego. [b]Ale by tego dokonać, wybory musiałyby być chyba co osiem lat ...[/b] Na te wyzwania, które mamy w Polsce, kraju transformującym się, cykl polityczny jest zbyt krótki. W czteroletniej kadencji parlamentu zwykle zdarzają się jeszcze inne ważne wybory (np. prezydenckie). Czas kampanii wyborczej nigdy nie sprzyja podjęciu debaty nad ważnymi problemami milionów ludzi. Każda taka debata w okresie przedwyborczym będzie wykorzystana przez opozycję, w szczególności przez opozycję populistyczną. W ciągu 20 ostatnich lat możemy zaobserwować pewną prawidłowość: jak jest rząd z nastawieniem bardziej liberalnym, któremu łatwiej jest przeprowadzić reformy fiskalne, gdyż są one zbieżne z jego doktryną, zawsze natrafia na dekoniunkturę, spowolnienie, czyli okres, w którym trudno przeprowadzać jakiekolwiek reformy. Kiedy natomiast koniunktura sprzyja, akurat przy władzy są populiści: albo SLD, albo PiS, którzy nie mają żadnego powodu, żeby coś zmieniać, skoro jest dobrze. Nie było takiego okresu, gdzie na dobrą koniunkturę gospodarczą nałożyłby się liberalny rząd. [b]A jaka jest koniunktura dla Polkomtelu?[/b] Otoczenie makroekonomiczne z punktu widzenia telefonii komórkowej jest trochę bardziej korzystne niż w innych obszarach gospodarki. Nie obserwujemy istotnego spadku popytu na nasze produkty i usługi – jest mniej więcej na tym samym poziomie co w roku ubiegłym. Uderza w nas jednak słaby złoty, ponieważ za większość zakupów płacimy euro. Od strony popytu jest więc w porządku, od strony presji kosztowej natomiast sytuacja makro odbija się negatywnie na sektorze i Polkomtelu. Chociaż na tle rynku cały czas się wyróżniamy. [b]Pod względem rentowności i liczby klientów jesteście pierwsi przed Orange, Erą i Playem?[/b] Tak, również pod względem wyników finansowych. [b]A czy Polkomtel jest raczej polsko-brytyjską firmą czy brytyjsko-polską?[/b] Polkomtel jest polską firmą. Grupa Vodafone ma łącznie 24,39 proc. i formalnie nie jesteśmy spółką afiliowaną przy grupie Vodafone, co znaczy, że w projektach dotyczących grupy Vodafone uczestniczymy w sposób dość ograniczony. Obecnie jednak można swobodnie funkcjonować zarówno w wariancie, kiedy jest się częścią większej grupy telekomunikacyjnej, tak jak nasi konkurenci Orange czy Era, jak i zupełnie solo, bowiem technologia, która umożliwia działanie w tym biznesie, stała się dzisiaj łatwo dostępna. [b]A czy pana marzeniem jest wprowadzenie Polkomtelu na giełdę i tym samym wzmocnienie naszego krajowego rynku kapitałowego?[/b] Nie jest moim celem wzmacnianie rynku kapitałowego, o to niech się martwi KNF czy GPW. Realizuję cele, które sprzyjają spółce. Natomiast upublicznienie spółki nie może być celem samym w sobie. [b]A na przykład wejście na giełdę z emisją nowych akcji i pozyskanie jeszcze np. kolejnego miliarda złotych na inwestycje?[/b] Wchodzi się na giełdę, kiedy się chce pozyskać kapitał albo zmienić strukturę akcjonariatu tą drogą. [b]A kapitał jest panu potrzebny?[/b] Nie. PKN Orlen oświadczył, że chce wyjść z Polkomtelu i oferta publiczna jest jedną z dróg realizacji tego celu. Nie wiadomo, jak to się w ostateczności rozwinie. Jeśli taka będzie decyzja akcjonariuszy, pójdziemy tą drogą. [b]Czyli zaczęliście już się przygotowywać?[/b] Tak, pracujemy nad prospektem. [b]I wyrobicie się przed PZU, np. w I kwartale 2010 roku wejdziecie na giełdę?[/b] Jeżeli akcjonariusze tak zdecydują, spółka jest przygotowana, by realizować taki kalendarz. [ramka]CV Jarosław Bauc jest doktorem nauk ekonomicznych, absolwentem Uniwersytetu Łódzkiego. W latach 2000 – 2001 był ministrem finansów w rządzie RP. [/ramka] [i]Fragmenty rozmowy także w wiadomościach Radia PiN[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL