Literatura

Niemcy krytyczni i zdumieni

Herta Müller w Paryżu, grudzień 1987 r.
Corbis
Sensacja, niespodzianka – to komentarze po decyzji akademii
Literacka Nagroda Nobla dla Herty Müller zaskoczyła w Niemczech wszystkich. Nie liczyła na nagrodę i sama pisarka.
– Obchodzimy 20. rocznicę upadku muru berlińskiego i tu nagle ja, z moją historią o deportacji Niemców – powiedziała wczoraj cytowana przez „taz Online” Herta Müller, nawiązując do swej nowej powieści „Atemschaukel”. Jest to historia grupy rumuńskich Niemców wywiezionych pod koniec wojny przez Rosjan do gułagu. Od 1987 roku mieszka w Niemczech, gdzie wydała kilkanaście powieści. Laureatka wielu nagród nie była jednak czołową postacią niemieckiej literatury współczesnej. Żadna z jej powieści nie stała się bestsellerem. – Czas już na to, aby laureatem został w końcu autor znaczący – pisał jeszcze w przeddzień decyzji Akademii Szwedzkiej „Süddeutsche Zeitung”. Herty Müller do takich autorów w Niemczech nie zaliczano. Słynny krytyk Marcel Reich-Ranicki odmówił wczoraj wszelkich komentarzy na temat Herty Müller. – Nie chcę na jej temat rozmawiać – powiedział dziennikarzowi „Die Welt”.
W kilka chwil po ogłoszeniu w Sztokholmie decyzji media podkreślały fakt, że w dziesięć lat po Noblu dla Güntera Grassa uhonorowana została niemiecka pisarka. – Jest kronikarzem życia codziennego w warunkach dyktatury – pisał wczoraj „Spiegel Online”, twierdząc że największym osiągnięciem pisarki jest ostatnia powieść „Atemschaukel”. Nie wszyscy krytycy byli tego zdania. „Czy to kicz czy światowa literatura?” – pytała niedawno Iris Radisch znany krytyk „Die Zeit”, w recenzji z najnowszej powieści Herty Müller. Zarzuciła pisarce, że posługuje się zbyt poetyckim XIX-wiecznym językiem, niepasującym do tragicznych przeżyć niemieckich robotników przymusowych gułagu. Uważa, że minął już czas zapierającej dech w piersiach literatury na ten temat i żadne „anielskie śpiewy” czy „dźwięczne tony harfy” w postaci prozy Herty Müller nie wywołają takich emocji, jak chociażby opowiadania Warłama Szarłamowa. – Oczywiście nie mam nic przeciwko nagrodzie, ale nie jestem rozgorączkowana. Straciłam wiele nerwów w ostatnich latach i czuję się wypalona – powiedziała wczoraj Müller. Miała na myśli kontrowersje, jakie w ostatnich latach rozgorzały wokół jej rzekomych kontaktów z Securitate, służbą bezpieczeństwa Ceausescu. Wielu jej rodaków z grona Niemców Banackich prowadzi przeciwko niej prawdziwą kampanię, zarzucając wprost, że była agentką. Carl Gibson, pochodzący z Banatu, pisarz i historyk, udowadniał w wydanej przed rokiem książce, że Herta Müller była lojalna wobec reżimu i dopiero w Niemczech zdystansowała się od swej przeszłości. Rozgoryczona Müller odpowiedziała na wszystkie zarzuty dopiero w tym roku na łamach „Die Zeit”. Dotarła do swej teczki w Securitate obejmującej prawie tysiąc stron, w której występuje pod pseudonimem Cristina. Znalazła w niej zapisy, że służba bezpieczeństwa zakwalifikowała ją w 1983 roku jako „poetkę znaną ze swych wrogich wobec reżimu prac”. To ma być dowód, iż nie współpracowała, lecz była ofiarą Securitate, przesłuchiwaną, poniżaną i dyskryminowaną jako pisarka i poetka. „W teczce występuję w dwu osobach. Jest »Cristina« jako wróg reżimu, którego należy zwalczać. Ale jest i atrapa mojej osoby sfabrykowana przez Wydział Dezinformacji (Wydział D). »Cristina« w tym wcieleniu to wierna reżimowi agentka bez skrupułów. Atrapa ta żyje własnym życiem i nie mogę się od niej uwolnić – pisała Müller. [ramka][srodtytul]Andrzej Stasiuk, pisarz, polski wydawca noblistki[/srodtytul] Herta Müller to autorka z poczuciem misji. Opisuje mechanizmy dyktatury – nie tylko komunistycznej. Mierzy się ze złem po to, by je zwyciężyć. Prywatnie jest osobą powściągliwą, nie okazuje emocji. Jednak gdy, jadąc z nią samochodem, włączyłem płytę z rumuńskimi piosenkami, zaczęła śpiewać. —not. bm[/ramka] [ramka][srodtytul]Katarzyna Leszczyńska, polska tłumaczka książek noblistki [/srodtytul] Myślę, że Komitet Noblowski, podkreślając bezpośredniość jej prozy, miał na myśli niezwykłą precyzję w operowaniu szczegółem. Poprzez detal Herta Müller stara się maksymalnie zbliżyć do rzeczywistości. Z poszarpanych, porwanych szczegółów układa świat – taki, jakim go postrzegamy. Zachwyca mnie, jak używa języka. Z jednej strony jest on przepiękny, niezwykle obrazowy, z drugiej – potrafi głęboko zranić. Dotyka do żywego, nie służy opisowi, dosłownie wywołuje emocje. Jednocześnie w jej pisarstwie zawarta jest zimna, klarowna analiza. Müller stała się głosem ludzi, którzy dostali się w tryby totalitaryzmu lub – tak jak ona – dwóch represyjnych systemów. Bo żyła w Rumunii w czasach dyktatury, a jej ojciec był członkiem SS, środowisko niemieckie w Rumunii miało silne profaszystowskie sympatie. O relacji z ojcem mówi w książkach i wywiadach. Gorzko analizuje jego postać, wręcz nienawidzi za to, co reprezentował, w co wierzył. Ale miała wobec niego także ciepłe, dziecięce uczucia. Jako pisarka Müller zajmuje się intymnym wymiarem przeżyć, ale przy okazji wykonuje kawał socjologicznej roboty. Patrzyła na Niemcy i na życie azylantów okiem osoby szczególnie wyczulonej. Z czasem zyskiwała uznanie. Jej najnowsza powieść „Atemschaukel”, której nadałam roboczy tytuł „Huśtawka oddechu”, została przyjęta entuzjastycznie. —not. p.w.[/ramka] [ramka][srodtytul]Andrzej Kopacki, germanista, redaktor „Literatury na Świecie”[/srodtytul] Tegoroczny literacki Nobel to dla mnie duże zaskoczenie. Decyzję, jak rozumiem, uzasadnia fakt, że to pisarstwo bardzo silnie związane z historią, życiem w komunizmie, opresją polityczną, a zatem egzystencjalne. Herta Müller to niewątpliwie sprawna pisarka, która miewa wspaniałe poetyckie zdania, ale przy dłuższej lekturze jej jednostronnie pesymistyczne widzenie świata wydaje się jałowe i stąd moje wątpliwości, czy to pisarstwo najwyższej próby. Dobrze jednak, że mamy dużo tłumaczeń na język polski jej powieści i esejów. Polski rynek – a zwłaszcza Wydawnictwo Czarne – stanął na wysokości zadania. Brakuje tylko tłumaczeń jej wierszy. W Niemczech Herta Müller jest docenioną pisarką, wielokrotnie nagradzaną. Mimo to ona sama ma wyraźnie problem z Niemcami. Mieszka w Berlinie, ale nie przestaje czuć się emigrantką. —not. m.k. [/ramka] [ramka][srodtytul]Dorota Swinarska, Instytut Goethego w Warszawie, dział kultury[/srodtytul] Herta Müller była według mnie pewną kandydaturą. Od dawna nie mieliśmy tak niekontrowersyjnego wyboru, co więcej nienaznaczonego doraźnymi społeczno-politycznymi kontekstami. To po prostu świetna literatura, która broni się sama. Ważna, bo dotyczy wciąż aktualnego w naszej części Europy tematu: uwikłania jednostki i społeczeństwa w dyktaturę. Głęboko w pamięć zapadła mi wizyta Herty Müller w Warszawie jesienią 2003 r. z okazji promocji powieści „Sercątko”. Poraziło mnie, jak silnie przeżywała historie, które opisywała. Czuło się, że tamte doświadczenia ma zakodowane po koniuszki nerwów. —not. m.k. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL