fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Rak gorszy od bolszewika

Plakieta z portretem Marszałka Józefa Piłsudskiego
MUZEUM WOJSKA POLSKIEGO W WARSZAWIE
Jak wielka żałoba ogarnęła Polskę po śmierci Józefa Piłsudskiego – ukazujemy w tym zeszycie. Dla historii umarł na pewno za wcześnie. I z medycznego punktu widzenia śmierć mogła jeszcze poczekać...
Dożył 68 lat, co w tamtej epoce oznaczało już zwykle wiek podeszły. Aczkolwiek w końcu XIX wieku rodzili się u nas ludzie, którzy w pełni władz umysłowych dożywali końca następnego stulecia – jak Stanisław Maczek, Wacław Jędrzejewicz czy Józef Czapski – to przecież średnia długość życia mężczyzn, dziś wynosząca 73 lata, była wówczas krótsza o dziesięciolecie. Rodzice naszego bohatera też nie byli długowieczni; ojciec umarł w wieku 69 lat, a matka – miała zaledwie 42.
Powodem szybszego umierania wcześniejszych pokoleń były oczywiście wojny i głód, a przede wszystkim o wiele większa niż obecnie bezradność medycyny. No i nic prawie nie wiedziano o sprzężeniu zdrowia z higieną życia. Popatrzmy choćby na kuchnię kresową, której potrawy z takim znawstwem i smakiem opisuje w każdym zeszycie naszego cyklu Piotr Bikont. Te smażeniny, tłuszcze, tuziny jaj i osełki masła tworzą prawdziwe bomby cholesterolowe. Od wielu generacji lubiano w Polsce dobrze zjeść i wypić, a na przełomie XIX i XX wieku – również niestety zapalić.
Nałóg nikotynowy spowodował w organizmie Piłsudskiego większe prawdopodobnie spustoszenie od więzień, zesłania, rewolucji i wojen. Papierosy zatruwały go regularnie od wczesnej młodości, stanowiąc złudne antidotum na zmęczenie i napięcie nerwów. I kto miał powiedzieć mu o ich szkodliwości, jeśli – jak pokazuje zdjęcie na str. 14 – jego lekarz, doktor Marcin Woyczyński sam palił. Nikt też nie zdołał go przekonać do porządnych, okresowych badań ani też na przykład do leczenia zębów. Jak się okazuje, siłą woli łatwiej natchnąć wiarą w zwycięstwo żołnierzy przed kontratakiem i pokonać bolszewików, niż zwalczyć raka.
Zdrowie wyraźnie opuszczało Marszałka od początku lat 30. Pochylił się, przygarbił, zdziadział – jak mówiono, nazywając go zresztą nie bez sympatii Dziadkiem. Podczas ostatniej defilady, którą odbierał osobiście 11 listopada 1934 roku, musiał go podtrzymywać adiutant. Stawał się zgryźliwy i napastliwy, nawet wobec najwierniejszych z wiernych, czego sam później żałował. Ale przenikliwość w ocenie sytuacji ojczyzny nie opuszczała go do końca. Szkoda, że tak szybko opuściło go zdrowie i życie.
Maciej Rosalak - [mail=m.rosalak@rp.pl]m.rosalak@rp.pl[/mail], redaktor cyklu „Polska Piłsudskiego”,dziennikarz „Rzeczpospolitej”
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA