Świat

Jak Rodowiczowie ołtarz w Wilnie odbudowali

Częściowo zdewastowany ołtarz św. Dydaka (stan z 1949 roku)
Rzeczpospolita, Żylvinas Radaviczius zylvinas Żylvinas Radaviczius
Na ratunek zabytkom: Rodzina w Polsce i na Litwie skrzyknęła się i zebrała pieniądze na ratunek zabytku
– Kiedy padło hasło, żeby odrestaurować zniszczony filar z ołtarzem św. Dydaka w kościele bernardynów, bez wahania włączyłam się do tej akcji – mówi "Rz" Maryla Rodowicz. Z Wilnem łączą ją silne więzy. – Mama urodziła się w Wilnie, ojciec pracował na tamtejszym uniwersytecie. Dziadkowie mieli aptekę Pod Łabędziem, koło Ostrej Bramy. Niedawno została zlikwidowana, ale napis na budynku pozostał. W kościele bernardynów mama przystąpiła do pierwszej komunii. Na bernardyńskim cmentarzu pochowani są mój dziadek, pradziadkowie, siostra mamy – opowiada.
Rodzina zebrała około 15 tys. złotych. W czwartek nastąpi poświęcenie ołtarza. – Spodziewamy się, że na uroczystość przyjedzie kilkudziesięciu członków rodziny. Będzie rodzinny obiad, z kołdunami – mówi Jan Rodowicz, syn Władysława, autora książki "Tryptyk rodzinny: Dzieje rodziny Rodowiczów". Dzień później na placu Ratuszowym Maryla Rodowicz da koncert w ramach I Światowego Zjazdu Wilniuków. – Jadą ze mną mąż i syn, który nigdy nie był w Wilnie. Jedzie poznać korzenie i odwiedzić rodzinne miejsca – mówi.
[srodtytul]Magazyn w kościele[/srodtytul] Okazała późnogotycka świątynia z XV wieku przed wojną tętniła życiem. Tu organizowano największe procesje. Tu znajdował się największy w Wilnie kościelny skarbiec. Słynnym chórem Hasło kierował prof. Jan Żebrowski – jeden z niewielu polskich inteligentów, którzy nie opuścili Wilna po wojnie. W 1949 r. sowieckie władze zamknęły kościół. – Wnętrze zostało całkowicie zdemolowane. Wywieziono przepiękne, wartościowe obrazy. Rozkradziono skarbiec, rozebrano unikatowe, wykonane z klonu, barokowe ołtarze. Sowieckim zwyczajem urządzono tu magazyn – opowiada Jadwiga Pietkiewicz, była parafianka. Jej ojciec prowadził tu procesje, wujek był zakrystianem. Dopiero w 1994 r. kościół przekazano franciszkanom, którzy go odbudowują. – Tyle że nabożeństwa odbywają się teraz tylko w językach litewskim i angielskim. Po polsku mszy świętej nie ma – mówi Jadwiga Pietkiewicz. Gdy franciszkanie pokazali im pozbierane na stos elementy rozebranego, mocno uszkodzonego przez wilgoć ołtarza św. Dydaka, rodziny Rodowiczów i Radavicziusów nie wahały się ani przez chwilę. –To ród szlachecki, a ludzie szlachetni powinni coś dawać innym. Mimo zmian ustrojowych powinniśmy być przykładem obywatelskiej, bezinteresownej postawy – mówi Żylvinas Radaviczius, nauczyciel historii i wychowania obywatelskiego, główny inicjator zbiórki. Nie tylko zresztą zbiórki: obecną, niezwykłą zażyłość ród zawdzięcza jego uporowi. [srodtytul]Wspólny przodek[/srodtytul] – Kiedyś podczas koncertu chodził za mną i upierał się, że jesteśmy rodziną. Potem jeździł po wsiach na Żmudzi i szukał dokumentów – mówi Maryla Rodowicz. I znalazł. Stworzył drzewo genealogiczne sięgające 1491 roku i obejmujące 18 pokoleń. Sama linia męska liczy około 250 członków. – Z Żylvinasem mam wspólnego przodka w 1736 roku. A z Marylą w 1647 roku – dodaje Jan Rodowicz. Jego rodzinę Żylvinas odnalazł, gdy przeczytał książkę Władysława. Kolebką rodu herbu Radunica, dziś rozrzuconego po wielu krajach, jest Żmudź. Stamtąd do Wilna przyjechali rodzice Żylvinasa. Nie znają polskiego. On sam pierwsze lekcje języka pobierał w Wilnie od sąsiadki, miejscowej Polki. – Przypuszczam, że ostatnim, który w naszej rodzinie znał polski, był pradziad Bolesław. Dzieje sprawiły, że przedstawiciele rodu są dziś Litwinami, Polakami i Rosjanami – mówi. Jest dumny, że mimo różnic narodowościowych i językowych, rodzinne więzy kwitną. – W podobny sposób mogą się wykazać i inne rodziny. Tylko w kościele bernardyńskim na restaurację czeka jeszcze kilka zdewastowanych ołtarzy – podkreśla. [i]Robert Mickiewicz z Wilna[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL