fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Justyna Kowalczyk na nartorolkach

Justyna Kowalczyk
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Jerzy Haszczyński
Mistrzyni świata i właścicielka Kryształowej Kuli wraca do rywalizacji. Na razie w letniej wersji biegów narciarskich 15 sierpnia w Estonii
Polska mistrzyni treningi zaczęła trzy miesiące temu. Zgrupowanie w Estonii, na które dziś wyrusza, jest już czwartym tego lata. Ale innym od reszty, bo wreszcie będzie okazja do sprawdzenia się w walce z rywalkami.
– Dopiero po tych zawodach będę mogła powiedzieć coś o swojej formie – tłumaczy Kowalczyk. – Na obozach zrobiliśmy wszystko, co zakładaliśmy, ale nie jestem w stanie powiedzieć, jak szybko potrafię biegać. Po zawodach w Otepaeae będę wiedziała więcej, a jak silna jestem naprawdę, okaże się dopiero po pierwszych biegach w Tour de Ski.
O igrzyskach w Vancouver, najważniejszym celu tego sezonu, polska narciarka też mówi na razie bardzo oględnie.
– Mam do wyboru aż cztery dystanse, ale o złoto będzie bardzo, bardzo ciężko. Sukcesem będzie każdy dobry bieg – tłumaczy Kowalczyk, która wczoraj we Wrocławiu odebrała kolejną nagrodę za sukcesy w ostatnim sezonie: czarnego terenowego dodge’a od jednego ze sponsorów. – Na drodze nie jestem chojrakiem, ale potrafię jeździć szybko. A w samochodach spędzam więcej czasu niż w domu. O planach na igrzyska chętniej mówi prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner.
– Justyna jest naszą najpewniejszą kandydatką do medalu, i to na trzech dystansach. Sezon skończyła z takimi wynikami i z taką formą, że przed nadchodzącą zimą jest na najlepszej pozycji. Jest zmotywowana i pewna siebie. No i wchodzi w najlepszy okres dla wytrzymałościowca.
Kowalczyk przyznaje, że boi się klątwy, która mówi, iż mistrzyni świata nie wygrywa następnych igrzysk. – Ale robię wszystko, żeby ją przełamać.
Motywacji, jak zapewnia, jej nie zabraknie.
– Co się wywalczyło przedwczoraj, jest nieważne. Marzenia o złocie olimpijskim są, one napędzają mnie do ciężkiej pracy – mówi brązowa medalistka igrzysk w Turynie.
W kwietniu polska biegaczka pisała pracę magisterską na katowickiej AWF, a w polanickich sanatoriach leczyła kręgosłup i stawy kolanowe. Potem zaczęła budowanie formy.
Lipiec i sierpień to najcięższe miesiące treningów. W zimie już tylko podtrzymuje się formę wypracowaną w lecie. Przed Polką jeszcze w sumie 12 tygodni katorgi w Estonii, Wałczu, St. Moritz i na Dachsteinie. Testy medyczne, które przeszła w ubiegłym tygodniu, wypadły dobrze. Ale Kowalczyk pracuje również nad przygotowaniem psychicznym. – Nie chcę się spalić, tego się trochę obawiam.
Pierwsze zawody Pucharu Świata 21 listopada w norweskim Beitostoelen. Nowy, przygotowany na ten sezon, biało-czerwony kombinezon już czeka.
[i]Jarosław Kałucki z Wrocławia[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA