fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Wybujałe ambicje gwiazd

Holly (Holly Weston) zamiast kariery primabaleriny wybrała taniec w nocnym klubie
Syrena Films
Od piątku na ekranach „Mądrość i seks”. Madonna debiutuje jako reżyserka, ale lepiej, żeby dała sobie spokój z kinem
Wśród muzyków, którzy próbują sił jako reżyserzy lub scenarzyści, nie jest wyjątkiem.
Flirt z filmem ma na koncie m.in. Bono. Charyzmatyczny lider U2 był pomysłodawcą historii, która stała się podstawą scenariusza „Million Dollar Hotel” Wima Wendersa (2000). Bono wymyślił opowiastkę o pensjonacie, pełnym dziwaków, w którym ktoś popełnia morderstwo. Próbował połączyć zagadkę kryminalną z poetycką impresją, snując pretensjonalne rozważania o człowieczeństwie. Na szczęście po tej przygodzie muzyk zrozumiał, że jego żywiołem jest scena, a nie pisanie dla kina. Ostatnio nawet zakpił z samego siebie, pojawiając się w komedii „Brüno” u boku Sachy Barona Cohena.
[srodtytul]Rockman rozrabia[/srodtytul]
Fani Stonesów na pewno pamiętają filmowe wcielenia Micka Jaggera. Jednak w 1987 roku gwiazdor nie tylko zagrał główną rolę w „Running out of Luck” Juliena Temple’a, ale został także autorem scenariusza. Fabuła jest kuriozalna. Mick gra Micka, czyli słynnego rockmana, który przyjeżdża do Rio, by nakręcić teledysk. Na planie dochodzi do awantury. Obrażony Mick zamyka się w przyczepie z trzema kobietami. Panie okazują się transwestytami i porywają go w ciężarówce załadowanej mięsem... Film promował solowy album Jaggera. Ekipa świetnie się bawiła podczas realizacji, ale nastrój nie udzielił się widzom.
Autorem równie dziwacznych opowieści jest Rob Zombie. Amerykański muzyk heavymetalowy może uchodzić w showbiznesie za człowieka renesansu. Pisze, komponuje, tworzy komiksy i reżyseruje horrory (m.in. „Bękarty diabła” i „Halloween”). Są osobliwe – świadomie sadystyczne, a przy tym pełne smoliście czarnego humoru. Zombie w przeciwieństwie do sławniejszych muzyków nie ma nadmiernych ambicji. Kręcenie tandety sprawia mu frajdę.
[srodtytul]Mądrości zaczerpnięte z Kabały[/srodtytul]
Madonna filmową karierę traktuje serio. Zdobyła tron królowej popu. Do kolekcji brakuje jej tytułu gwiazdy kina. Chce nią zostać za wszelką cenę. Od początku lat 80. próbowała zaistnieć jako aktorka. Jednak niemal każdy występ spotykał się z miażdżącą oceną krytyków. Nie obyło się również bez Złotych Malin. Złą passę przełamała tylko dwukrotnie, gdy zagrała femme fatale w „Dicku Tracym” Warrena Beatty’ego (1990) i tytułową rolę w „Evicie” Alana Parkera (1997), za którą otrzymała nawet Złoty Glob. Tajemnica niespodziewanych sukcesów była prosta. Beatty’emu i Parkerowi udało się zapanować nad rozdętym ego gwiazdy.
Ostatnio Madonna chyba zrozumiała, że występy przed kamerą nie są jej żywiołem. I zwróciła się w stronę reżyserii. W tej roli może dzielić i rządzić, folgować niespełnionym ambicjom. W debiutanckiej komedii „Mądrość i seks”, do której napisała także scenariusz, filozofuje. Objawia widzom mądrości zaczerpnięte z Kabały o potrzebie przemiany. Doprawia je banałami o potędze miłości i przyjaźni. Chce widzów oświecić, ale przede wszystkim nudzi.
Na tym tle niedościgłym wzorem jest kariera filmowa Barbry Streisand i Franka Sinatry. Ona jest pierwszą kobietą od czasów kina niemego, której udało się zostać równocześnie aktorką, scenarzystką, producentem i reżyserem. Jej najsłynniejsze filmy to musical „Yentl” (1983) i „Książę przypływów” (1991). Na oba spadł deszcz nominacji i nagród, choć Streisand zarzucano promowanie samej siebie.
Sinatra ma skromniejszy dorobek. Przede wszystkim grał (Oscar za „Stąd do wieczności”). Za kamerą stanął tylko raz. W 1965 roku nakręcił dramat „None but the Brave” o amerykańskich i japońskich żołnierzach, którzy muszą zawiązać tymczasowy rozejm, by przetrwać na jednej z wysp Pacyfiku. Sławiący bohaterstwo, ale zarazem pacyfistyczny film przeszedł bez echa. Antywojenne nastroje rozgorzały w Ameryce kilka lat później, gdy opinia publiczna odkryła, co się dzieje w Wietnamie.
Ostatnio apetyt na reżyserię ujawnił Marylin Manson. Muzyk – kapłan Kościoła Szatana – przymierza się do horroru o życiu Lewisa Carrolla, autora „Alicji w Krainie Czarów”. Strach się bać...
[b][link=http://www.rp.pl/artykul/344364.html]Zobacz komentarz wideo Rafała Świątka[/link][/b]
[ramka][srodtytul]Nieznośne dyrdymały[/srodtytul]
Debiutancki film Madonny jest nijaki. Broni się tylko punkowa muzyka zespołu Gogol Bordello.
Światowa premiera „Mądrości i seksu” odbyła się na festiwalu w Berlinie. Po pokazie niektórzy krytycy zauważyli, że gwiazda muzyki ma reżyserski potencjał. Trudno zrozumieć te pochlebne opinie.
W zamierzeniu „Mądrość i seks” miała być przewrotną komedią romantyczną, a przy okazji opowieścią o poszukiwaniu sensu życia. Nie udało się ani jedno, ani drugie. Żarty nie śmieszą. Prawdy wygłaszane z ekranu są nieznośnie oczywiste.
Bohaterami jest troje przyjaciół. Wspólnie wynajmują w Londynie mieszkanie. A.K. (Eugene Hütz) gra wieczorami w kapeli rockowej, a za dnia zarabia jako męska wersja dominy: smaga klientów skórzanym pejczem, zakuwa w kajdanki. Holly (Holly Weston) ćwiczy balet, ale – za namową A.K. – zamiast kariery primabaleriny wybiera taniec na rurze w nocnym klubie. Juliette (Vicky McLure) pracuje w aptece, gdzie podkrada lekarstwa.
Żyją z dnia na dzień, a w czasie wolnym dywagują o tym, co jest naprawdę ważne: chuć, miłość czy może stoicka wstrzemięźliwość. Na szczęście te dyrdymały przerywa w końcu koncert Gogol Bordello, którego wokalistą jest Hütz grający A.K. Jego rola to jedyny jasny punkt filmu. Zarośnięty Eugene Hütz ma w sobie luz i dystans, którego zabrakło Madonnie.
[i]Rafał Świątek[/i][/ramka]
[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mail=r.swiatek@rp.pl]r.swiatek@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA