Społeczeństwo

Jeden język to za mało

ROL
Coraz więcej wielkich gwiazd kina i estrady posyła dzieci do szkół międzynarodowych. Chcą, by były dwujęzyczne
– Moje dzieci mówią lepiej po francusku niż ja. To nasz drugi język w domu – przyznał aktor Brad Pitt.
Wraz z żoną Angeliną Jolie nie tylko posłał najstarszego syna Maddoksa do francuskiej szkoły w Pradze, a potem do prestiżowego Lycee Francais w Nowym Jorku, ale podczas pobytu we Francji zatrudniał prywatnego nauczyciela. Do francuskiej szkoły w Londynie chodziły też dzieci Madonny, Lourdes i Rocco. – Cały dzień rozmawiają ze sobą po francusku. To zabawne, bo Madonna i Guy nie znają ani słowa i nie rozumieją, o czym mówią dzieci – mówiła matka Guya Ritchiego jeszcze przed rozwodem słynnej pary.
W lepszej sytuacji jest Johnny Depp, ojciec dwójki dzieci i mąż Francuzki Vanessy Paradis. – Wciąż mam najgorszy akcent na świecie, ale przynajmniej mogę zrozumieć dzieci – mówił aktor cytowany przez amerykańskie Stowarzyszenie Dzieci Wielojęzycznych. Przed kilkoma dniami portal Yahoo informował wręcz o modzie na wielojęzyczne dzieci. Jako przykłady wymieniał m.in. aktorkę Salmę Hayek i modelkę Heidi Klum. „Dzieci celebrytów dziedziczą więcej niż tylko sławę i fortunę swoich rodziców, ale też ich kulturę i język“ – napisał. [srodtytul]Pożyteczny snobizm[/srodtytul] Dotychczas w USA mało kto interesował się nauką języków obcych. Według danych z 2000 roku (takie badania przeprowadza się co dziesięć lat) dwoma języczykami posługuje się około 18 proc. amerykańskiej populacji. Zdecydowana większość z nich to imigranci. Wśród nich wielu dzisiejszych celebrytów, którzy tę zdolność chcą przekazać kolejnemu pokoleniu. Aktorka Eva Longoria jeszcze nie ma dzieci, ale już zapowiedziała, że jeśli pojawią się na świecie, będą mówiły w trzech językach. Tak jak ich rodzice, z pochodzenia Meksykanka i Francuz. – Mamy dwa życia. Jedno w USA, drugie w Hiszpanii – przyznał również Antonio Banderas, którego córka Stella mówi po angielsku, gdy są w USA, a po hiszpańsku, gdy jadą do Hiszpanii. W podobnej sytuacji są tenisiści Steffi Graf i Andre Agasi, którzy chcą, by ich dzieci biegle mówiły po niemiecku. – Posyłanie dzieci do językowych szkół nie jest fanaberią celebrytów – uważa jednak Ceril Campbell, która życiem gwiazd zajmuje się w brytyjskim magazynie „Red Carpet Glamour“. Jej zdaniem wszystko przez ciągłe podróże, w które zabierają całe rodziny. – Dzięki temu, że ich dzieci znają kilka języków, mogą uczęszczać do szkół na całym świecie. Rodzic może więc swobodnie podróżować, a jego dziecko i tak będzie kontynuowało naukę na odpowiednim dla niego poziomie – mówi „Rz“. Nie wszyscy zgadzają się z tą opinią. – Rozwija się nowa kultura, w której wielojęzyczność jest wysoko ceniona. To pewna moda, ale również inwestowanie w przyszłość dzieci. Rodzaj snobizmu, jednak pożyteczny – tłumaczy psycholog prof. Zbigniew Nęcki z Uniwersytetu Jagiellońskiego. I dodaje: – Warunek jest jeden. Nie wolno z tej mody zrobić religii, a mianowicie zmuszać dziecka do nauki wbrew jego możliwościom czy talentom. Rodzice nie mogą w ten sposób realizować swoich aspiracji. [srodtytul]Polskie gwiazdy[/srodtytul] Także w Polsce znane osoby inwestują w wielojęzyczność swoich dzieci. Córka Jana Englerta i Beaty Ścibakówny chodzi do szkoły kanadyjskiej. – Mój angielski jest na tyle słaby, że odrabianie z nią lekcji z matematyki po angielsku to kara za wszystkie moje grzechy – przyznał aktor w niedawnym wywiadzie dla „Gazety Lubuskiej“. Piosenkarka Kasia Kowalska posyła córkę do szkoły międzynarodowej z wykładowym językiem angielskim. Podobne informacje pojawiały się o dzieciach Kingi Rusin i Katarzyny Dowbor. Na przedszkole niemieckie postawił Michał Wiśniewski. – Trzeba obserwować, czy dodatkowe zajęcia cieszą dziecko. Ono ma być przede wszystkim uśmiechnięte. Nawet jeśli zna tylko jeden język – podkreśla prof. Nęcki. Stowarzyszenie Dzieci Wielojęzycznych: [b][link=http://www.multilingualchildren.org]www.multilingualchildren.org[/link][/b]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL