Społeczeństwo

Załóż sobie mikropaństwo i rządź

W redakcji „Rz” zebrali się przedstawiciele kilkunastu wirtualnych państw m.in. Samundy i Surmenii
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Wirtualne społeczności. W polskiej sieci jest już kilkanaście fikcyjnych krajów. Największe tworzy blisko 400 osób
Kanclerz Sarmacji Michał diuk Łaski, królowa Samundy Meisanda V Gvandoya oraz cesarz Austro-Węgier Franciszek Józef II to tylko część gości, którzy pojawili się wczoraj w redakcji "Rz" na spotkaniu Organizacji Polskich Mikronacji skupiającej wirtualne państwa istniejące tylko w Internecie.
Tworzenie fikcyjnych państw nie jest niczym nowym. Pierwszy wirtualny kraj powstał w Stanach Zjednoczonych już na początku lat 70. ubiegłego stulecia i nosi nazwę Królestwo Talossa. Pomysł rozwinął się także wśród polskich internautów. – Jesteśmy największą mikronacją na świecie – twierdzi Michał Łaski, który w wirtualnym świecie pełni funkcję kanclerza księstwa Sarmacji. – W tej chwili mamy blisko 400 zarejestrowanych obywateli. Mamy własny rząd, parlament, sąd najwyższy i siły zbrojne – wylicza.
A to nie wszystko. W Sarmacji działa Grodziska Agencja Prasowa, która dostarcza najświeższych informacji o wirtualnym świecie. Jakich? Ostatnio poinformowała o wprowadzeniu stanu wyjątkowego. Powód? Atak komputerowych wirusów na strony Sarmacji. Jest też Instytut Edukacji Sarmackiej im. Sebastiana Inkaskiego – placówka edukacyjna skierowana do nowych Sarmatów. Sarmacki Ośrodek Badania Opinii Publicznej bada nastroje wśród mieszkańców państwa. Każdy gość księstwa może też poczytać aktualne rozporządzenia prawne (takie jak sarmacki kodeks karny czy dekret o tytułach szlacheckich), istnieje również krajowa liga piłkarska. Co powoduje, że setki osób chcą się bawić w zmyślone państwa? – Ludzie mają różne pomysły na spędzanie wolnego czasu. My w wolnych chwilach tworzymy państwa i zarządzamy nimi – odpowiada Łaski, na co dzień student pedagogiki. – Mamy wiele oryginalnych pomysłów, które tutaj możemy wcielać w życie. – Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia – dodaje Mateusz Lisiewicz vel cesarz Franciszek Józef II, władca Austro-Węgier. – Nasza mikronacja powstała w wyniku fascynacji specyficznym klimatem monarchii austro -węgierskiej. Myślę, że wiele z tych rzeczy udało nam się odtworzyć. Udało się nawet przywrócić specyficzną rywalizację austro -węgierską. Austriacy i Węgrzy w naszej monarchii niespecjalnie za sobą przepadają i często nie szczędzą sobie wzajemnych uszczypliwości. A przecież wszyscy tak naprawdę to Polacy – śmieje się. Kwitnie także życie pomiędzy wirtualnymi krajami. Państwa zawierają między sobą sojusze, powstają wirtualne miasta i prowincje. Nie wszystkie wirtualne kraje gromadzą tylu "obywateli" jak Sarmacja, ale każde ma swoją specyfikę. – Nasz liczy kilkanaście osób – opowiada Paweł Białowicz (w wirtualnym świecie król Surmenii Paolos Petrosigos). – Nasz kraj wyróżnia się własnym językiem surmeńskim. Stworzyliśmy go na bazie greki. Generalnie bardzo silnie odwołujemy się do tradycji Grecji oraz krajów bałkańskich – tłumaczy. Większość wirtualnych państw to monarchie lub republiki, ale nie brakuje również bardziej oryginalnych tworów, jak np. komunizujący Związek Socjalistycznych Republik Anhalckich czy państwo kościelne Rotria, na którego czele stoi kardynał de Zepp. – Każdy znajdzie coś dla siebie – uważa Białowicz. Kim są obywatele wirtualnych państw? – W większości to studenci. Nie brakuje prawników, informatyków i historyków. Jest wśród nas również wiele starszych osób – odpowiada Łaski. – Ta zabawa w tworzenie wirtualnych państw przypomina trochę odwieczną tęsknotę artystów i pisarzy za stworzeniem utopijnych idealnych światów – komentuje nowy trend internetowy prof. Roch Sulima, antropolog kultury z UW. – Mieliśmy kiedyś Miasto Słońca czy Krainę Pieczonych Gołąbków, a teraz mamy księstwo Sarmacji czy królestwo Dreamlandu. Jego zdaniem poprzez tworzenie tych wirtualnych społeczeństw część osób realizuje swoje niespełnione ambicje odgrywania ważnej roli politycznej czy w życiu społecznym. – To tak zwana potrzeba podwójnej obecności – tłumaczy prof. Sulima. – W wirtualnym świecie można udawać kogoś lepszego. – Myślę, że taki udział w działalności wirtualnego państwa może być dobrą szkołą dla osób, które później chciałyby odgrywać jakąś rolę w życiu publicznym, np. w polityce – mówi Białowicz.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL