Film

Seks pełen okrucieństwa

„Antychryst” Larsa von Triera szokuje widza drastycznymi obrazami seksu i okrucieństwa. Na zdjęciu: Charlotte Gainsbourg i Willem Dafoe
Gutek Film
„Antychryst” od piątku na ekranach. Lars von Trier zrobił film o własnych lękach i męczarniach, tylko czy widzowie muszą to oglądać
Film zaczyna się od sekwencji nakręconej w zwolnionym tempie na czarno-białej taśmie. Przy dźwiękach muzyki Haendla kobieta i mężczyzna kochają się namiętnie. Kamera z bliska pokazuje genitalia, to znów twarze pełne rozkoszy. W pokoju obok zsuwa się z łóżka dwuletni chłopczyk. Powoli wdrapuje się na biurko, z którego spadają trzy figurki z wyrytymi napisami: „Żałoba”, „Ból”, „Rozpacz”. Dziecko stawia nóżki na parapecie okna. Jeden krok i leci w dół, jego włoski unoszą się od oporu powietrza. W tle rozbrzmiewa ta sama muzyka, która towarzyszy aktowi miłosnemu rodziców. Widzimy z góry, jak chłopczyk spada na chodnik.
Po tej tragedii kobieta nie może dojść do siebie. Dręczy ją poczucie winy, wpada w głęboką depresję. Trafia do szpitala, ale mąż psychoterapeuta chce sam doprowadzić ją do równowagi. Kobieta boi się wszystkiego, najbardziej obrazów lasu, w którym spędziła z synkiem wakacje, pisząc jednocześnie swoją pracę magisterską. Chcąc oswoić ten strach, mąż zabiera ją do ich domu pośrodku puszczy, który, paradoksalnie, nazwali kiedyś Edenem. Ale kraina szczęśliwości zamienia się dla nich w koszmar. Lars von Trier mówi, że to najbardziej osobisty ze wszystkich jego filmów. Od lat cierpi na depresję, zdarzało się, że miesiącami nie mógł się zmusić do porannego wstania z łóżka. Scenariusz pisał w czasie poważnego nawrotu choroby. W „Antychryście” zmaga się z własnymi demonami, ale jego film nie niesie nadziei. Przeciwnie, terapia kończy się fiaskiem, kobieta popada w skrajną paranoję, wini za śmierć dziecka i siebie, i męża, na którym wyładowuje całą swoją nienawiść i ból.
W leśnym odludziu „Antychryst” zamienia się w horror. Widz staje się świadkiem szaleństwa kobiety. Na ekranie widzimy miażdżenie genitaliów balem drewna, dziurawienie nogi wiertłem czy wycinanie wielkimi, ogrodowymi nożyczkami łechtaczki. Trier zdaje się doprowadzać do zenitu strindbergowską obsesję mrocznej walki płci. „Antychryst” to starcie kobiety i mężczyzny. Poza nimi przez większą część filmu nie ma innych postaci. Ale tu, inaczej niż w „Dogville” czy „Manderlay”, kobieta ani przez chwilę nie czuje się zniewolona i uległa. Od początku jest silniejsza. Mimo choroby to ona narzuca warunki, próbując mężczyznę unicestwić. W „Antychryście” von Trier kompromituje wszystko: religię, kulturę, naturę. Wiara nie przynosi ukojenia, a katolickie egzorcyzmy nie wyplenią szatana z duszy kobiety zamieniającej się w wiedźmę biorącą odwet na mężczyźnie. Eros łączy się z Tanatosem. Psychoterapia sprawia wrażenie nie tyle leczenia, ile rozwiązywania rebusów. Mąż z notatnikiem, w którym wyrysowuje drabinki, wydaje się żenująco śmieszny i bezradny. Bujna przyroda też nie przynosi skołatanym duszom ukojenia. „Natura to kościół szatana” – mówi kobieta. A przecież wszystko to przegrywa z seksualnym popędem i sadomasochistycznymi instynktami. Tak jak kiedyś bezpieczeństwo dziecka przegrało z dziką rozkoszą, której para nie potrafiła przerwać. Trier wyraźnie chce zamienić „Antychrysta” w uniwersalną przypowieść. Kobieta i mężczyzna nie mają imion, nie wiadomo też, gdzie toczy się akcja filmu. Reżyser mnoży na ekranie symbole, nawiązuje do Strindberga, Bergmana, Herzoga, Freuda. Horror przeplata się z dramatem psychologicznym. Realizm z koszmarami ze snów człowieka pogrążającego się w otchłań rozpaczy i lęku. Dedykowanie filmu Tarkowskiemu wydaje się nadużyciem. Ten film podzieli publiczność. Będą tacy, którzy uznają „Antychrysta” za dzieło genialne. Większość jednak wyjdzie z kina zniesmaczona, przekonana, że ma do czynienia z intelektualną hochsztaplerką. Dla mnie to przede wszystkim studium chorego umysłu. Przerażające, bolesne. Nie można ani Trierowi, ani jego aktorom odmówić odwagi. Willem Dafoe, a przede wszystkim Charlotte Gainsbourg (nagroda w Cannes), przekroczyli granice aktorstwa, obnażając najbardziej mroczne zakamarki ludzkiej psychiki. Musiało ich to wiele kosztować. Stale tylko zadaję sobie pytanie, dlaczego ten przesycony okrucieństwem bełkot ma ktoś oglądać. [i]Wywiad z reżyserem jutro w dodatku „Piątek+”[/i] [ramka][srodtytul]Najbardziej skandalizujące filmy według Marka Sadowskiego[/srodtytul] [srodtytul]Ostatnie tango w Paryżu, 1972, reż. Bernardo Bertolucci[/srodtytul] Dojrzały mężczyzna spotyka młodą kobietę. W mieszkaniu do wynajęcia, gdzie oboje znaleźli się przypadkowo, następuje ich spontaniczne zbliżenie. Odbywają gwałtowny i brutalny stosunek. Spotkania się powtarzają, akty miłosne także, zawsze gwałtowne, perwersyjne. „Maślane tango”, jak pisano o nim ze względu na oryginalną rolę masła w erotycznej technice, nie jest filmem o miłości. Wywołał szok otwartym katalogiem pozycji erotycznych, rejestracją kolejnych układów dwóch ciał. [srodtytul]Salo, czyli 120 dni sodomy, 1975, reż. Pier Paolo Pasolini[/srodtytul] Wywiedziona z powieści markiza de Sade swoista antologia zboczeń seksualnych, analizująca ambiwalencję uczuć i wyrastającą z niej patologię przeżyć erotycznych. Czterech faszystowskich dygnitarzy w towarzystwie czterech byłych kurtyzan z pomocą SS spędza do położonej na odludziu willi grupę 30 najdorodniejszych chłopców i dziewcząt z pobliskiej wsi. Tam organizują wielodniową orgię, poniżając, torturując i mordując ofiary. [srodtytul]Imperium zmysłów, 1978, reż. Nagisa Oshima[/srodtytul] Ta zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia rozgrywająca się w Japonii przed II wojną światową jest przewrotną apoteozą seksu, uświadamiającą także jego destrukcyjną, niekiedy prowadzącą do śmierci, siłę. Wiwisekcją niezwykłej namiętności przeradzającej się w obsesję. Nienasycona erotycznie kobieta robi wszystko, aby do końca posiąść swego męża. Spełnieniem ich opętanej miłości jest jego śmierć. W trakcie miłosnego aktu – za jego zgodą – obcina mu genitalia. [srodtytul]Crash, 1996, reż. David Cronenberg[/srodtytul] Kanadyjski skandalista przedstawił mroczną historię ludzi, którzy przeżyli poważne wypadki samochodowe. Z tych dramatycznych chwil zapamiętali pojawiające się niespodziewanie podniecenie seksualne. Od tej pory seks nierozłącznie kojarzy im się z samochodem, wypadkiem, okaleczeniem, śmiercią. Kult samochodowej katastrofy jest tak silny, że bohaterowie biorą udział w przerażających symulacjach sławnych wypadków (np. Jamesa Deana czy Jayne Mansfield). [srodtytul]Nieodwracalne, 2002, reż. Gaspar Noé[/srodtytul] To film o miłości i zemście. Młoda kobieta, która niedawno dowiedziała się, że jest w ciąży, zostaje brutalnie zgwałcona i skatowana w podziemnym przejściu. Jej chłopak próbuje odnaleźć oprawcę, by go zabić. Całą historię scenarzysta i reżyser w jednej osobie przedstawia od końca – pierwsza scena jest w istocie finałem. Nie jest to jednak zabawa formą, ale możliwość pokazania, jak wiele zależy od przypadku. Twórca posłużył się scenami agresji i gwałtu, by zaistnieć medialnie jako bezpruderyjny deprawator.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL