fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Bolid Kubicy znów w płomieniach

Bolid Roberta Kubicy przenoszony z trasy w Monako po awarii
AFP
Wydaje się, że gorzej być już nie może – podczas drugiego treningu przed Grand Prix Monako Robert Kubica przejechał niewiele ponad jedno okrążenie. Drugi raz w tym sezonie w jego samochodzie zawiódł silnik.
Uliczny tor, wciśnięty pomiędzy cumujące w porcie jachty oraz kasyna i luksusowe hotele śródziemnomorskiego księstwa, miał umożliwić Kubicy odbicie się od dna i zdobycie pierwszych w tym sezonie punktów. Polski kierowca BMW Sauber czuje się na takich trasach jak ryba w wodzie. Wizja twardych, stalowych barier, pomiędzy którymi mknie się z szybkością ponad 250 km/godz, nie robi na nim najmniejszego wrażenia. Nierówna, śliska nawierzchnia i brak poboczy przy trasie sprawiają, że słabsi psychicznie zawodnicy mimowolnie tracą ułamki sekund na okrążeniu, starając się uniknąć błędu i roztrzaskania samochodu na ścianie.
Dla twardzieli, jak Kubica, Fernando Alonso, Kimi Raikkonen czy Lewis Hamilton, nie ma to jednak najmniejszego znaczenia. W tak trudnych warunkach są w stanie wykrzesać z siebie wszystko, a nawet jeśli coś pójdzie nie tak – jak czasem zdarza się to Hamiltonowi – to pozornie nieludzka umiejętność opanowania szalejącego samochodu pomaga wybrnąć z opresji. Wszystko ma jednak swoje granice – kiedy wyścigówka jest wolniejsza o dwie sekundy na okrążeniu od rywali, tylnym oponom brakuje przyczepności, a przy każdym hamowaniu trzeba wznieść oczy ku niebu i modlić się, aby na dziurawej trasie tylna oś nie podskoczyła do góry i samochód nie wpadł w poślizg, nawet połączony geniusz wszystkich dwudziestu kierowców Formuły 1 nic nie pomoże.
Tak właśnie było w przypadku samochodów BMW Sauber w czasie wczorajszego porannego treningu. – Stabilność przy hamowaniu jest koszmarna, a tylna oś w ogóle nie ma przyczepności – meldował Kubica przez radio. Nick Heidfeld także narzekał na swoje auto. – Mam problemy z hamulcami – mówił Niemiec swojemu inżynierowi. – To dziwne, bo nigdy coś takiego nie miało miejsca, zdarzyło się dopiero w Barcelonie.
Dwa tygodnie temu zespół BMW Sauber przywiózł do Barcelony poprawiony samochód, który miał pomóc Kubicy i Heidfeldowi w odrobieniu pokaźnych strat do czołówki. Zadanie po części się udało, bo w Grand Prix Hiszpanii polsko-niemiecki duet przynajmniej bez problemów awansował do drugiej fazy kwalifikacji. W Monako może być jednak znacznie gorzej. Obaj kierowcy zakończyli pierwszą sesję treningową w ogonie (Kubica był 16., a Heidfeld 17.). Czas Polaka był o 0,1 sekundy gorszy niż najlepszy wynik uzyskany wczoraj przez kierowcę GP2 – juniorskiej serii, która ściga się samochodami dużo słabszymi i mniej rozwiniętymi technologicznie niż wyścigówki Formuły 1.
Po południu zespół chciał sprawdzić, czy zmiany w ustawieniach poprawiły zachowanie samochodu na dziurawej i krętej trasie. Nadzieje Kubicy zniknęły w kłębach dymu już po siedmiu minutach półtoragodzinnej sesji. Gdy Polak rozpoczynał swoje pierwsze okrążenie pomiarowe, na podjeździe pod wzgórze za pierwszym zakrętem z tyłu BMW Sauber buchnął dym, a po chwili pojawiły się płomienie. Kierowca mógł tylko zatrzymać samochód, wysiąść z kokpitu i resztę treningu obserwować zza bariery. Heidfeld ponownie zakończył trening na 17. pozycji.
Przed sobotnimi kwalifikacjami w księstwie hazardu Kubica – miłośnik pokera – ma na ręku same blotki. Uciekło cenne 90 minut, które były potrzebne do poprawki beznadziejnie zachowującego się samochodu. Osobna kwestia to spisany na straty silnik, już drugi w tym sezonie. Każdy kierowca ma do dyspozycji zaledwie osiem jednostek napędowych, które muszą wystarczyć na siedemnaście pełnych weekendów Grand Prix (wszystkie sesje treningowe, kwalifikacje oraz wyścig). W puli Polaka pozostało zatem zaledwie sześć motorów, w tym cztery nowe. Razem z resztą weekendu w Monako do końca sezonu pozostaje jedenaście wyścigów.
– Awaria, która przydarzyła się Robertowi, nie wpłynie na liczbę użytkowanych przez niego silników – pociesza Willy Rampf, szef inżynierii BMW Sauber. – Akurat dla tej jednostki napędowej był to ostatni zaplanowany piątek.
Marna to pociecha, bo stracone półtorej godziny może znacząco utrudnić Polakowi walkę o przejście choćby do drugiej fazy sobotnich kwalifikacji. Na wąskim torze w Monako wyprzedzanie jest praktycznie niemożliwe, zatem wyniki czasówki w dużej mierze rozstrzygają o losach wyścigu. W tym roku nie ma co liczyć na ulewę, która zamieniła zeszłoroczną edycję Grand Prix Monako w prawdziwą ruletkę.
Dziś w Monako kierowcy Formuły 1 odpoczywają od zajęć na torze. To jedyny w całym sezonie przypadek, kiedy treningi odbywają się w czwartek, a piątek jest dniem wolnym. Nie oznacza to jednak opalania się na pokładzie jachtu czy też szybkiej wizyty w kasynie. Zawodnicy wraz z inżynierami pracują nad zebranymi wczoraj danymi, próbując trafnie przewidzieć warunki, które będą jutro panowały na ulicach księstwa. BMW Sauber ma szczególnie dużo pracy, ale rywale także nie zamierzają leniuchować. Kierowcy McLarena i Ferrari, którzy po kiepskim początku sezonu łapią wiatr w żagle, mogą w Monako wmieszać się do walki o podium. Faworytami pozostaje duet Brawn, czyli Jenson Button i Rubens Barrichello. Liderzy obu klasyfikacji mistrzowskich prezentowali wczoraj bardzo równe tempo. Pecha nie ustrzegł się za to próbujący ścigać liderów zespół Red Bull. W samochodach Sebastiana Vettela i Marka Webbera doszło do awarii podczas pierwszego treningu i obaj kierowcy stracili sporo czasu. Jednak ich kłopoty są niczym wobec bólu głowy, na który z pewnością musi cierpieć Mario Theissen. Wyścigówki ekipy, która miała w tym sezonie włączyć się do walki o mistrzostwo świata, są nie tylko koszmarnie wolne, ale i awaryjne. W ten weekend Kubica i Heidfeld potrzebują cudu, aby opuścić śródziemnomorskie księstwo z jakąkolwiek zdobyczą punktową.
[ramka][b]Mówi Robert Kubica [/b]
[srodtytul]Straciliśmy dużo czasu [/srodtytul]
[b]Dziś nie najeździł się pan za dużo... [/b]
Niestety, to prawda. Rano mieliśmy problemy z hamulcami i to kosztowało nas wiele czasu. Przejechaliśmy może dwie trzecie tego, co planowaliśmy. W drugiej sesji już na samym początku przytrafił się problem techniczny i nie dało się dalej jechać. Tutaj każde okrążenie jest bardzo ważne, tor jest nietypowy i warunki się szybko zmieniają. Im więcej gumy na torze, tym przyczepność większa i trzeba na to odpowiednio reagować.
[b]Jak spisuje się samochód?[/b]
Balans nie jest zły – idealnie nie jest, ale da się żyć. Gorzej z przyczepnością, tutaj tracimy bardzo dużo. Trzeba jeszcze nad tym popracować.
[b]Dużo tracicie do najlepszych? [/b]
Jeśli chodzi o szybkość i czasy okrążeń, to jesteśmy z tyłu. Po awarii w popołudniowym treningu spędziłem dużo czasu stojąc przy barierce i patrząc na inne bolidy. Różnice są dość wyraźne. Nasze czasy w pierwszej sesji były dość słabe, a po południu wcale nie było lepiej.
[b]Spodziewał się pan, że ten sezon będzie tak trudny? [/b]
Oczywiście po zeszłym sezonie nadzieje na pewno były większe, ale musimy pamiętać, że w tym sporcie tempo jazdy i wyniki zależą od wielu czynników. W Formule 1 wiele się może zdarzyć, a nam pozostało już tylko pracować jak najciężej nad tym, aby wrócić do czołówki.
[b]Czy to może się udać? [/b]
Teoretycznie wszystko jest możliwe. McLaren i Ferrari w pierwszym wyścigu tego sezonu byli za nami, a w ostatnich Grand Prix byli już coraz bliżej czołówki. Zobaczymy, czy nam się uda. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA