fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Rozwlekły komiks czy narodowe misterium

Borys Szyc
ITI CINEMA
„Wojna polsko-ruska” od piątku w kinach. Film – podobnie jak książka – jednych bulwersuje, innych zachwyca
[b]Pro: Jacek Marczyński[/b]
[srodtytul]Dres z napisem Polska[/srodtytul]
Ekranizacja powieści Doroty Masłowskiej wydobyła to, co jest jej największą wartością: „Wojna polsko-ruska” to nie tylko portret współczesnych rodaków, lecz wręcz narodowe misterium. Niech nie zwiodą nikogo komiksowe uproszczenia i kreśleni grubą kreską bohaterowie. To tylko jeden z dowodów, że Xawery Żuławski umie podążać za postmodernistyczną modą. Ale jednocześnie jego film mocno osadzony jest w polskiej tradycji.
Żuławskiemu tak samo blisko jest do Quentina Tarantino jak do dawnych filmów Tadeusza Konwickiego (choćby „Jak daleko stąd, jak blisko”). Rzeczywistość miesza się z imaginacją, fakty z iluzjami, a większość postaci to symbole. Ten rodzaj narracji stał się polską specjalnością od czasów romantyzmu, tak poeci, pisarze, a potem reżyserzy prowokowali nas do dyskusji o naszych wadach i słabościach, o pragnieniach i chęci działania (na ogół nieskutecznej), wreszcie o upiorach, od których nie potrafimy się uwolnić.
To samo odnajdziemy w „Wojnie polsko-ruskiej”, jeśli tylko z monologu dresiarza Silnego zdrapiemy jak farbę wszystkie wulgaryzmy. Okaże się wówczas, że rozpaczliwie szuka on głębokiej, prawdziwej miłości i nieprzypadkowo nosi dres z orzełkiem. Silny jest patriotą i antyglobalistą, choć nie bardzo potrafi wyrazić, co to znaczy. Chce jednak prowadzić wojnę z mitycznymi Ruskimi, którzy niszczą tradycyjne wartości.
A zatem ogolony na łyso i napakowany amfą Silny to współczesny Konrad? Czy zresztą stać nas na innych? Masłowska głównie bawiła się współczesną polszczyzną, film Żuławskiego jest bezlitosnym obrazem tego, do czego doszliśmy, odzyskawszy wolność: do tandetnego discopolowego świata i prostackich biznesmenów – producentów piasku, do obskurnych blokowisk i będących symbolem luksusu III RP willi ozdobionych plastikowymi panelami. Nie miejmy złudzeń, że ten świat istnieje tylko w snach Silnego. On jest wokół nas.
Silny jest bohaterem prawdziwym dzięki genialnej kreacji Borysa Szyca, który pokazawszy jego prymitywizm, dodał mu dużo ciepła. To postać dopracowana w najdrobniejszym szczególe – w spojrzeniu, geście, sposobie poruszania. Ozdobą filmu są też trzy role młodych aktorek – Romy Gąsiorowskiej (Magda), Marii Strzeleckiej (Andżela) oraz Soni Bohosiewicz (Natasza).
[i]podyskutuj z autorem
[mail=j.marczynski@rp.pl]j.marczynski@rp.pl[/mail][/i]
i skomentuj na blogu [link=http://blog.rp.pl/blog/2009/05/21/rozwlekly-komiks-czy-narodowe-misterium/]blogu[/link]
[b]Kontra: Rafał Świątek[/b]
[srodtytul]Świat tylko śmiechu wart[/srodtytul]
W filmie jest sporo żartów z polskiej obyczajowości. Jednak nie ma dramatu młodego pokolenia, który Dorota Masłowska wydobyła w debiutanckiej powieści.
Xawery Żuławski stworzył opowiastkę dla dużych dzieci, które lubią zabawę, ale głębsza refleksja je męczy. Na pierwszy rzut oka ekranizacja jest wierna książce. Wszyscy wciągają amfę – ściecha za ściechą. Idzie bluzg za bluzgiem. Rzyg za rzygiem. Zaciera się granica między fikcją a rzeczywistością. Panuje chaos myśli, ideologii.
Xawery Żuławski, tak jak Dorota Masłowska, przygląda się temu światu z humorem podszytym ironią. I na tym podobieństwa między filmem a książką się kończą.
Reżyser nakręcił bowiem rozwlekły komiks, w którym interesuje go przede wszystkim gra z przyzwyczajeniami widza, łączenie stylów. W tej konwencji – tak jak w jego debiutanckim „Chaosie” – jest miejsce wyłącznie na greps, surrealistyczny dowcip. Przewrotna forma staje się atrakcją samą w sobie. Najważniejszy okazuje się kolejny zaskakujący zwrot akcji, mnożenie absurdów. Po seansie w pamięci pozostaje obraz Silnego rozmawiającego z własnym członkiem, zwanym pieszczotliwie dżordżem. Scena, w której Andżela wymiotuje „kamlotami” do wanny. Spadające panele na grillujących w ogródku Polaków. I niewiele więcej.
Film nie wydobywa dramatu egzystencjalnego zawartego w prozie Masłowskiej. Bohaterowie powieści mówią kalekim, połamanym językiem. Nie są w stanie opisać nim otaczającego świata, nadać mu sensu. Używają swoistej nowomowy, w której nie można wyrazić czystych, szlachetnych uczuć. Słowa z ich ust są brudne, pokraczne.
Pisarka pokazała w ten sposób, jak rozsypana, płynna jest tożsamość młodego pokolenia. Stworzyła groteskowy portret generacji ludzi zagubionych, którzy desperacko poszukują punktu oparcia.
U Żuławskiego dresiarz Silny mówi: „Nie wiem, na czym stoję. Może znajdzie się ktoś, kto mi k... prawdę powie”. Tyle że w jego sytuacji nie ma nic poruszającego. To tylko wołanie o pomoc bohatera komiksowej historyjki, który się zorientował, że siedzi w głowie pisarki. To, co w powieści było zarazem żartobliwe i przejmujące, na ekranie jest jedynie śmiechu warte.
[i]podyskutuj z autorem
[mail=r.swiatek@rp.pl]r.swiatek@rp.pl[/mail][/i]
i skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/blog/2009/05/21/rozwlekly-komiks-czy-narodowe-misterium/]blogu[/link]
[b][link=http://www.rp.pl/galeria/9146,1,304875.html]zobacz galerię zdjęć z filmu[/link][/b]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA