fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Muzyka źródeł to nie skansen

Rzeczpospolita
Z Wojtkiem Krzakiem z zespołu Kapela Ze Wsi Warszawa rozmawiał Adam Dobrzyński
W jaki sposób tłumaczysz fakt, że jesteście szanowani na świecie, a jednocześnie Wasza twórczość jest dość słabo znana w rodzimym kraju?
To naturalna konsekwencja pewnego wyboru. Po prostu nie bardzo walczyliśmy o popularność, a jednocześnie nigdy nie powstała odpowiednia przestrzeń dla tego typu muzyki w Polsce. Bez mariażu z oczywistymi gatunkami, takimi jak pop, dla muzyki world music nie ma u nas miejsca. Owszem, mamy co jakiś czas niespodzianki w stylu Buena Vista Social Club, ale czy komuś przyjdzie do głowy, że to ta sama bajka co nasza muzyka przeszłości. Nie sądzę. Oczywiście, estetyka jest zupełnie inna, ale źródło takie samo – muzyka wpisana w tradycję. Ja nawet nie lubię używać słowa „tradycja”, bo już jest tak wyświechtane....
Czy to znaczy, że Polacy są kulturalnymi ignorantami?
Nie. Zwyczajnie nie mają szansy na prawdziwą muzyczną edukację. Tak zwane media publiczne nie pozwalają im na to, bo nie zajmują się prawdziwą sztuką, a z drugiej strony media komercyjne też nie mają zbyt dużego interesu w promocji muzyki – nazwijmy ją – wymagającej. Wystarczy popatrzeć, co się dzieje w ostoi kultury, jaką od zawsze był Program II Polskiego Radia. To jakieś kuriozum, że dziś twórcy muszą walczyć o to medium z ludźmi z politycznego, nie artystycznego klucza.
„Infinity” to czwarta płyta w dyskografii Kapeli Ze Wsi Warszawa, niewątpliwie przełomowa. Kultura oraz jej wzorce zyskały tu nową twarz. To najbardziej autorski, stworzony od podstaw, choć na podstawie muzycznej tradycji, materiał. Czy nowe nie oznacza zbyt rewolucyjne?
Może, trudno mi powiedzieć. Jako producent i współkompozytor nie mam do tego dystansu. Czas pokaże. Dla mnie „Infinity” to zdecydowanie najbardziej osobista, bardzo intymna płyta, bo powstała w mojej i Mai (Maja Kleszcz, wokalistka grająca na basetli i wiolonczeli – przyp. A. D.) głowie tuż po narodzinach naszej córki. Z pewnością to najbardziej dojrzała produkcja Kapeli.
Jak premierowe utwory mają się do muzycznych korzeni?
Czerpią z tradycji, ale w odróżnieniu od poprzednich naszych płyt to wyjście w przyszłość. Inspiracja przeszłością jest silna, ale sposób patrzenia, aranżacja i obecni goście to zupełnie inna bajka. Szczerze mówiąc, mam już dość udowadniania, że ludzie zajmujący się muzyką źródeł to nie jakiś skansen. Ta płyta ma być na to dowodem. Tekst Tymona Tymańskiego otwierający tę płytę już wskazuje ten kierunek.
Czym jest IncarNations, duet odpowiedzialny za produkcję oraz muzykę na płycie?
To duet producencko-muzyczny, który kilka lat temu założyliśmy z Mają Kleszcz. To taka nasza platforma, na której realizowaliśmy pomysły niepasujące do konwencji Kapeli, a związane z world music. Jest to bardziej autorski koncept. Współpracowaliśmy już z muzykami z wielu krajów, m.in. z ukraińskiej formacji 5'nizza, z Norwegii, Gambii, Senegalu, Persji. Teraz zaproponowaliśmy rodzimemu składowi nasz pomysł na nową płytę – i tak powstało „Infinity”.
Nowy krążek to także goście. Kim są i jak ich dobieraliście?
Są to przyjaciele i muzycy, których uznaliśmy za najlepszych reprezentantów danego gatunku. Natalia Przybysz to koleżanka jeszcze z lat szkolnych Mai. Chodziły do tej samej szkoły muzycznej. Podobnie Jaś Tutka. Jest związany z rodziną Kleszczów od dziecka. DJ Feelx z zespołu Kaliber 44 był z nami już na „Wykorzenieniu”, a pojawienie się Tomka Kukurby z Kroke uważam za osobisty zaszczyt, bo to on pośrednio zainspirował mnie do tego, aby zająć się grą na skrzypcach.
Ad infinitum z łaciny oznacza „nieskończoność”. Parafraza tego wyrażenia stała się tytułem najnowszej płyty Kapeli Ze Wsi Warszawa. Czy przeraża Was wizja zapomnienia?
Mnie nie przeraża. Jestem zwolennikiem teorii zmiany. Nic nie zostaje zapomniane, jedynie może się przekształcić w kolejne dzieła, inspirować, stworzyć podwaliny nowych wartości. Nie biadolę na myśl o upływie czasu.
Nazwa „Infinity” jest związana bezpośrednio z narodzinami mojej i Mai córki – Leny. W takiej chwili człowiek bardziej uświadamia sobie, że jest tylko elementem w niekończącym się tańcu energii, materii i kultury. W nieskończoność. Ad infinitum.
Czy muzyka folkowa, czyli niszowa, mainstreamowa, może być swojego rodzaju odtrutką na popkulturę?
Pop to przecież nic innego jak populaire-ludowy. Muzyka dla ludu. Ja nie określam tego, czym się zajmuję, jednoznacznie jako folk. Znajdziesz w tej muzyce i bluesa, i jazz, i soul, i funk. Wszystkie te gatunki współczesne, popowe w końcu, mają jakiś początek – w tym przypadku w delcie Missisipi, a dalej idąc – w Afryce. Bez niewolników nie byłoby bluesa, a bez niego Johna Mayalla czy Stonesów. Bez gospel nie byłoby soul czy rhythm & bluesa. Ja zajmuję się pra-popem, tribal popem! A co do odtrutek – każdy musi sobie znaleźć własną muzyczną oazę.
Kapela Ze Wsi Warszawa istnieje od 1997 r. Na jej repertuar składają się awangardoweinterpretacje ludowych melodii tanecznych, tańców, ballad i wiejskich pieśni, wykonywane z wykorzystaniem archaicznych instrumentów i tzw. białego głosu. Grupa jest laureatem BBC World Music Awards w kategorii najlepszy debiut w roku 2004. „Infinity” jest jej czwartą płytą, nie licząc remiksowego krążka „Wymixowanie” (2008).
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA