fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lista 500

Bill Gates z Nowego Sącza, fascynat sera owczego

Roman Kluska
Rzeczpospolita, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Anna Cieślak-Wróblewska
Beata Drewnowska
Elżbieta Glapiak
Jeśli nie widzisz przed sobą perspektyw, stwórz je. Takie jest życiowe motto Romana Kluski, twórcy Optimusa, współtwórcy największego polskiego portalu internetowego Onet.pl, założyciela wydawnictwa i księgarni wysyłkowej Prodoks, doradcy ekonomicznego rządu, a ostatnio hodowcy owiec.
Roman Kluska urodził się 55 lat temu w Brzesku w Małopolsce, jest laureatem Nagrody Kisiela 2003 za walkę z bezprawiem aparatu państwowego. Teraz – głosami naszych czytelników – zwyciężył w konkursie „Rzeczpospolitej” na symbol przedsiębiorczości XX-lecia gospodarki rynkowej.
– Traktuję tę nagrodę jako element zadośćuczynienia za krzywdę, jaka mnie w życiu spotkała – skomentował Kluska. – Ta nagroda daje satysfakcję, że moim przeciwnikom nie udało się mnie zniszczyć.
Roman Kluska jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Tuż po studiach został dyrektorem w Zakładach Naprawy Samochodów. W krótkim czasie bez poparcia partii – co wówczas było podstawą sukcesu w pracy – wyprowadził zakład z ostatniego miejsca w zjednoczeniu na drugą pozycję. Popełnił tylko jeden błąd, uzależnił pensje swoich pracowników od wydajności ich pracy, a nie od tego, czy mają legitymację partyjną w kieszeni, czy nie. Odszedł, bo pewnie i tak by wyleciał. Zaczął hodować maliny.
W 1988 r. z 12 dolarami w kieszeni postanowił produkować komputery. Pierwsze maszyny składał na strychu rodzinnego domu, by już wkrótce stworzyć z Optimusa czołowego producenta tego sprzętu. – Oparliśmy naszą strategię na trzech zasadach: „ryba psuje się od głowy”, „nie wymagaj od podwładnego więcej niż od siebie” oraz „firma jest najwyższym dobrem” – wyjaśniał na spotkaniu na początku 2004 roku w Krakowie, które organizowało Stowarzyszenie Inicjatywa Małopolska im. Króla Władysława Łokietka. Innym razem na spotkaniu ze studentami w Białymstoku zdradził: – Miałem ksywę Ustawa. Dlaczego? Bo wszystko, co kiedyś powiedziałem w swojej firmie, było święte. A potem życie nauczyło mnie pokory i konsultowania się z zespołem.
Firma odniosła sukces finansowy, znalazła się na GPW, a jej twórca stał się jednym z najbogatszych Polaków. Gdy w 2000 roku rozstawał się z firmą, jego majątek szacowany był na ponad 400 mln zł. Firmę sprzedał za 261,7 mln zł – jak twierdzą analitycy, poniżej jej rynkowej wartości.
Dwa lata później został aresztowany pod zarzutem wyłudzenia przez Optimusa 30 mln zł podatku VAT. Po wpłaceniu 8 mln zł kaucji wyszedł z aresztu, jednak bez paszportu i po wcześniejszym zajęciu przez państwo jego posiadłości. Pół roku później – w styczniu 2003 roku – umorzono sprawę, w listopadzie 2003 roku NSA uchylił wszystkie zaskarżone decyzje i zarządził od organów podatkowych zwrot kosztów. Ostatecznie sąd przyznał Klusce 5 tys. złotych odszkodowania za niesłuszne zatrzymanie.
Dziś już bez żalu mówi o tamtych czasach. – Byłem szczęściarzem – wyznaje Kluska. – Dzięki Optimusowi mogłem osobiście dotknąć wolnego rynku na początku lat 90. Jak wszyscy wówczas zachłysnąłem się nim i rozkoszowałem. A aresztowanie? Cóż... Wszystkie przykrości, jakich doznałem, zniknęły w momencie, gdy zobaczyłem na ławie oskarżonych prokuraturę. Ten widok dał mi wiele satysfakcji. Dziś nie czuję się pokrzywdzony – zapewnia biznesmen.
Kolejnym etapem w życiu Romana Kluski była działalność filantropijna – m.in. finansuje lub współfinansuje domy spokojnej starości, przytulisko dla bezdomnych, domy dziecka, wspomagał też rozbudowę Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach oraz przeznaczył 2 mln dolarów na fundację finansującą co roku studia ośmiu Polaków na Uniwersytecie Harvarda. Założył też Prodoks, który wydaje książki i filmy – najczęściej o tematyce religijnej i propagujące etykę w życiu i w biznesie. Chętnie też przyjął propozycję, aby pomóc zwalczać bariery w rozwoju przedsiębiorczości.
W marcu 2007 roku premier Jarosław Kaczyński ogłosił przyjęcie programu Romana Kluski nazywanego pakietem Kluski. Dzięki niemu prowadzenie działalności gospodarczej miało stać się prostsze, a państwo miało pomagać firmom, a nie im szkodzić. – Zależało mi na ukróceniu zakusów biurokratycznych i ograniczeniu nakładów na urzędy – wspomina dziś biznesmen. – Zakłada się kajdany na kraj, obywateli, a tymi samymi pieniędzmi można by załatwić dużo palących problemów – dofinansowanie służby zdrowia, szkolnictwa.
Dziś Kluska trzyma się z dala od polityki i wielkiego biznesu. Chce w życiu jednego – produkować najlepsze sery owcze w Europie. – Nikt w Polsce takich serów nie wyrabia, nie ma więc technologii ani doświadczenia, a zachodni wytwórcy nie chcą się dzielić wiedzą, bo to ich chleb – mówi.
Elżbieta Glapiak
[ramka]Człowiek Sukcesu XX-lecia gospodarki rynkowej w Polsce
Czytelnicy internetowego wydania „Rz” spośród 38 wytypowanych przez redakcję kandydatur przedsiębiorców, którzy w ciągu ostatnich 20 lat odnosili sukcesy, tworząc od zera lub intensywnie rozwijając swoje firmy, palmę pierwszeństwa przyznali Romanowi Klusce. Za nim znaleźli się: Irena Eris (Laboratorium Dr Irena Eris), Krzysztof Olszewski (Solaris Bus & Coach), Andrzej Walczak, Grzegorz Grzelak, Roman Rojek i Mariusz Jurkowski (Grupa Atlas), Wojciech Kruk (W.Kruk), Mieczysław Prószyński (Wydawnictwo Prószyński), Jan Wejchert i Janusz Walter (ITI), Teresa Mokrysz (Mokate), Jerzy Wiśniewski (PBG) i Zygmunt Solorz-Żak (Polsat).
Więcej: [link=http://www.rp.pl/czlowiek_sukcesu/]www.rp.pl/plebiscytXX[/link][/ramka]
[ramka]Przedsiębiorcy XX-lecia
[srodtytul]2. Irena Eris, prezes Laboratorium dr Irena Eris[/srodtytul]
Swoją firmę budowała w 1983 r. od zera. By przetrwać, konieczna była wielka pasja i upór. I bezbłędne wyczucie, czego kobietom potrzeba, by mogły się czuć piękne.
Wszystko zaczęło się od jednego kremu. Irena Eris włożyła w ten produkt całą swoją wiedzę i serce. Stąd też nazwa dla firmy – Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris (dziś to jedna z bardziej cenionych marek polskich). Jej mąż Henryk Orfinger, który jest współwłaścicielem przedsiębiorstwa i od początku zajmował się finansami i dystrybucją (w latach 80. rozwoził towar maluchem), nie ma o to pretensji. Podkreśla, że to żona była motorem rozwoju. Jeśli miała jakiś pomysł i była pewna jego słuszności, nikogo nie pytała o zdanie.
Irena Eris ukończyła farmację na Akademii Medycznej w Warszawie, a tytuł doktora zdobyła na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie. Proponowano jej karierę naukową, jednak podjęła pracę – początkowo na etacie w warszawskiej Polfie. Potem – we własnej firmie. Sama o sobie mówi, że żyje szybko, jest ekstrawertyczką, przeżywa silne emocje.
Obecnie Laboratorium zatrudnia 600 osób, sprzedaje 1,5 mln sztuk kosmetyków miesięcznie (także na eksport do 23 krajów), prowadzi dwa hotele spa.
[i]—acw[/i]
[srodtytul]3. Krzysztof Olszewski przewodniczący rady nadzorczej Solaris Bus & Coach[/srodtytul]
Absolwent Politechniki Warszawskiej. Karierę zaczynał w drugiej połowie lat 70. od prywatnego warsztatu naprawiającego zachodnie samochody.
Stan wojenny zastał go w Berlinie Zachodnim. Pracę znalazł w tamtejszej fabryce autobusów Neoplan. Szefostwo tak wysoko ceniło jego innowacyjne pomysły, że po trzech latach był już dyrektorem zakładu. W połowie lat 90. wrócił do kraju i założył przedstawicielstwo Neoplana. W 1996 r. w Bolechowie uruchomił produkcję autobusów. Trzy lata później, wspólnie z żoną Solange, wypuścił na rynek własną markę autobusów – Solaris. A w 2001 r. odkupili od Niemców udziały w fabryce.
Obecnie co 20. sprzedawany w Europie autobus to Solaris. Pojazdy trafiają nawet do tak egzotycznych państw jak Emiraty Arabskie. To także pierwszy producent, który wprowadził na europejski rynek seryjny autobus o napędzie hybrydowym.
W ubiegłym roku fotel prezesa spółki oddał żonie Solange, sam obejmując funkcję przewodniczącego rady nadzorczej. W ubiegłym roku Solaris wyprodukował ponad 1000 autobusów, w tym ma ich być 1,2 tys. Olszewscy mają dwoje dzieci, oboje pracują w firmie.
[i]—mz[/i]
[srodtytul]4. Andrzej Walczak, Grzegorz Grzelak, Roman Rojek, Mariusz Jurkowski założyciele grupy Atlas[/srodtytul]
W ciągu 18 lat Atlas stał się czołowym producentem chemii budowlanej w Polsce. Swój sukces zawdzięcza pięciu entuzjastom, którzy postanowili wykorzystać lukę na krajowym rynku.
Wszystko zaczęło się od receptury kleju do glazury, który na początku lat 90. trafiał do Polski jedynie zza zachodniej granicy. Stworzyło ją trzech inżynierów prowadzących firmę budowlano-montażową: architekt Andrzej Walczak, budowlaniec Grzegorz Grzelak oraz elektryk Stanisław Ciupiński (obecnie niezwiązany z Atlasem). Po dwóch latach dołączyli do nich Roman Rojek i Mariusz Jurkowski, którzy zajęli się przede wszystkim promocją produktów.
Obecnie Atlas to grupa licząca kilkanaście fabryk, której roczne przychody przekraczają 1 mld zł. Po zdobyciu silnej pozycji na rynku kleju firma rozpoczęła także sprzedaż wyrobów gipsowych pod marką Dolina Nidy. Atlas stał się popularny także za granicą. Jednak miało to również swoje ciemne strony. W 2006 r. z powodu kłopotów z podróbkami właściciele sprzedali fabrykę w Rosji.
W 2007 r. Walczak, Grzelak, Rojek i Jurkowski zrezygnowali z zarządzania firmą i przeszli do jej rady nadzorczej. Prezesem został Henryk Siodmok.
[i]—b.d.[/i]
[srodtytul]5. Wojciech Kruk, przewodniczący rady nadzorczej W. Kruk[/srodtytul]
Długo stał na czele rodzinnej firmy z rodowodem sięgającym 1840 r. Zakład jubilerski przejął od ojca w 1974 r. W latach 90. otwierał kolejne sklepy, aby szybciej się rozwijać, wprowadził też inwestora, wszedł z firmą na giełdę.
W. Kruk przez lata stawiał na wizerunek jubilera z wyższej półki, dlatego na pozycji lidera biżuteryjnego rynku szybko zdetronizował go poznański Apart. Firma wchodziła w nowe nisze, jak zakup odzieżowej Deni Cler, zaliczała też wpadki, którą było uruchomienie młodzieżowej marki Mia Piu.
Wojciech Kruk już w 1996 r. oddał stery, firmie szefował Jan Rosochowicz, on sam zadowolił się stanowiskiem szefa rady nadzorczej. Przez trzy kadencje zasiadał w Senacie z ramienia UW. Na pierwszy plan powrócił w ubiegłym roku, kiedy to Vistula ogłosiła wezwanie na 66 proc. akcji rodzinnej firmy. Wojciech Kruk był zaskoczony. Ostatecznie sprzedał akcje, ale niedługo potem kupił pakiet walorów Vistuli i wspólnie z Jerzym Mazgajem, prezesem Alma Market, który także pojawił się w akcjonariacie odzieżowej firmy, doprowadził do zmiany zarządu.
Lubi grać w golfa, od lat przymierza się do napisania wspomnień.
[i]—pm[/i] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA