fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Wspomnienia z pustyni

W niedzielę Grand Prix Bahrajnu. Robert Kubica walczy o pierwsze punkty, Brawn GP i Red Bull o kolejne zwycięstwo. Tylko te dwa zespoły wygrywają w tym sezonie
Formuła 1 w błyskawicznym tempie przeniosła się z betonowej świątyni pod Szanghajem na arabską pustynię. Wśród szybów naftowych i przecinających całe wyspiarskie państewko rurociągów kierowcy już po raz czwarty w ciągu zaledwie pięciu tygodni powalczą o punkty w mistrzostwach świata.
Zespoły, które dotychczas walczyły w środku stawki, bez pardonu biją się o punkty i miejsca na podium ,a giganci poprzednich sezonów śpią. Broniąca mistrzowskiego tytułu wśród konstruktorów ekipa Ferrari nie zdobyła jeszcze ani jednego punktu i to najgorszy początek sezonu w wykonaniu Scuderii od 29 lat. Jeśli Kimi Raikkonen i Felipe Massa nie wywiozą z pustynnego królestwa choćby jednego punktu, to będzie najgorsza inauguracja sezonu w historii włoskiej ekipy (bierze udział w mistrzostwach świata od 1950 r).
Zerowe konto zachowuje też cały czas Robert Kubica. Dwa lata temu właśnie w Bahrajnie Polak zdobył pierwsze w sezonie punkty i teraz zachowuje nadzieję na finisz w pierwszej ósemce. – W trzech pierwszych wyścigach nie zdobyłem ani jednego punktu, więc początek sezonu trudno nazwać idealnym – mówił polski kierowca BMW Sauber podczas wczorajszej konferencji prasowej. – Pracujemy nad tym, żeby się poprawić, ale tutaj, w Bahrajnie, będzie ciężko. Mam jednak nadzieję na zdobycie punktów.
Miłych wspomnień związanych z Bahrajnem Polak ma więcej. Rok temu zdobył tutaj pierwsze i jak na razie jedyne pole position w karierze. Na metę przyjechał trzeci, za plecami kierowców Ferrari. Teraz także zanosi się na walkę z Massą i Raikkonenem, ale raczej w dolnej połowie stawki. – Tracimy do najlepszych mniej więcej sekundę na okrążeniu – mówił wczoraj Raikkonen, porównując osiągi Ferrari z samochodami Brawn i Red Bull. – U nas wygląda to podobnie – wtórował koledze Kubica. – Widać było w ostatnich wyścigach, że mamy porównywalne tempo z Ferrari. Raz my jesteśmy z przodu, raz oni, a ogólnie strata do czołówki jest podobna do tej, o której wspominał Kimi.
Zarówno Ferrari jak i BMW Sauber będą korzystać w Bahrajnie z sytemu KERS. Kubica będzie jeździł w dzisiejszych treningach z układem odzyskiwania energii kinetycznej i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to po raz pierwszy w tym sezonie system pozostanie w jego samochodzie na resztę wyścigowego weekendu. Ferrari dziś porównuje dwa samochody – Massa jeździ z KERS, a cięższy od niego Raikkonen bez. Włoski zespół przygotował dla Kimiego nieznacznie lżejsze nadwozie, aby uzyskać lepszy rozkład masy.
Taki sam problem dotyczy Kubicy, lecz jego BMW Sauber od początku sezonu pozostaje praktycznie niezmienionym samochodem. Tymczasem rywale, mimo braku testów i niewielkich odstępów czasowych między wyścigami, bezustannie prą naprzód z rozwojem swoich konstrukcji. Tydzień temu McLaren i Renault zastosowały nową podłogę i dyfuzor w swoich samochodach, a na podobny krok przed Grand Prix Bahrajnu zdecydował się także kopciuszek Formuły 1, zespół Force India. McLaren przygotował kolejne drobne usprawnienia na pustynny wyścig, a BMW Sauber czeka. Zmiany zapowiada na Barcelonę – pierwszą europejską Grand Prix, która odbędzie się za dwa tygodnie.
– Prawda jest taka, że nie mamy żadnych dużych modyfikacji w samochodzie, tylko parę drobiazgów – mówił wczoraj Kubica. – Sytuacja trochę przypomina zeszły sezon. Czekamy na nowy pakiet aerodynamiczny, który dostaniemy na Barcelonę. Mam nadzieję, że pójdziemy dzięki temu naprzód, choć wszyscy przecież poprawiają samochody i zobaczymy za dwa tygodnie, jak wypadniemy w porównaniu z konkurencją.
W poprzednich dwóch wyścigach, na torach w Malezji i Chinach, rywalizację urozmaicały opady deszczu. W Bahrajnie o tropikalnej ulewie można jedynie pomarzyć, ale zagrożenie burzowe pozostaje – tyle, że zamiast strug wody na tor sypać się będzie piasek. Szalejące nad pustynią wiatry już podczas zimowych testów utrudniły życie kierowcom. – Miałem tu jeździć trzy dni, a testowałem tylko jeden dzień – przypomina Kubica. – Plany pokrzyżowała burza piaskowa, nie było nic widać i kompletnie nie dało się jeździć.
Miejscowe biuro meteorologiczne przewiduje, że w niedzielę w powietrzu może unosić się bardzo dużo piasku. – Silny wiatr z północnego zachodu może nawiewać piasek, ale to nie będzie prawdziwa burza piaskowa – czytamy na łamach lokalnego dziennika Gulf Daily News. – Mieliśmy już tutaj w przeszłości mocne burze piaskowe, ale prognozy na niedzielę są w miarę dobre – uspokaja szef toru w Bahrajnie, Martin Whitaker. – Samochody mogą bez problemu jeździć w takich warunkach, jedyne problemy związane z widocznością mogą dotyczyć helikoptera medycznego. Jednak zainstalowaliśmy odpowiednie systemy nawigacyjne i śmigłowiec będzie mógł bez problemu wystartować.
Jak widać, globalny kryzys ekonomiczny jeszcze nie dotknął tej spokojnej wysepki w Zatoce Arabskiej. Szejkowie w białych szatach doglądają rytmicznie pracujących szybów naftowych i, pykając fajkę wodną, obserwują rosnące niczym grzyby po deszczu luksusowe biurowce w centrum Manamy, stolicy i właściwie jedynego miasta na wyspie. Jednak nawet oni nie są na tyle wpływowi, aby przełożyć wyścig o Grand Prix Bahrajnu na piątek – w państwie muzułmańskim to właśnie ten dzień tygodnia jest wolny od pracy. Ci mieszkańcy Bahrajnu, którzy będą chcieli zobaczyć, czy ekipie Ferrari oraz Robertowi Kubicy uda się wreszcie przełamać pechową passę, muszą wziąć sobie w niedzielę wolne.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA