fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Architektura

O tym, jak Kraków przeoczył Supermana

Polski dom jednorodzinny w fotografii Agaty Pankiewicz i Marcina Przybyłko
Rzeczpospolita
Prace ekscentryków z brytyjskiej grupy Archigram i fotograficzny esej poświęcony domom jednorodzinnym w Polsce, a przy okazji portret Polaków pozbawionych korzeni to najciekawsze wystawy triennale
Trudno powiedzieć, by Kraków z entuzjazmem obchodził swoje architektoniczne święto. Plac Szczepański, przy którym zorganizowano większość wystaw, z powodu remontu jest zagruzowany i ogrodzony siatką. Organizatorzy nie wyszli w miasto, choć wiadomo, że mała architektura umieszczona na ulicach, nawet nie drogie pawilony, ale choćby ławki o nietypowej formie, jak magnes przyciągają zwiedzających.
W Krakowie postawiono na gry terenowe. Odnalezienie wystawy o współczesnej architekturze norweskiej przypomniało mi stare dobre podchody, z tą różnicą, że tu uciekający nie zostawił strzałek, tylko zacierał po sobie ślady.
Na promocji oszczędzano. – Zawinił kryzys. W październiku sponsorzy zaczęli się wycofywać. Należy się cieszyć, że triennale w ogóle się odbyło – mówi Agata Pankiewicz, której fotografie pokazano na triennale.
[srodtytul]Komiks z wizją[/srodtytul]
Salutujemy Royowi Lichtensteinowi i zoom!!! startujemy” – od takiego ukłonu w stronę mistrza pop-artu zaczynał się jeden z numerów pisma wydawanego przez Archigram. Wystawa prac tej awangardowej grupy projektowej działającej w latach 60. i 70. w Wielkiej Brytanii jest bez wątpienia hitem triennale. Na ulicach widziałam jednak najwyżej trzy reklamujące ją plakaty, z tego dwa na budynku Pałacu Sztuki, w którym prezentowano rzeczone prace. Nic dziwnego, że oglądałam wystawę sama. Szkoda, szczególnie że ekscentrycy z Archigramu mówili o architekturze i jej przyszłości łatwym w odbiorze językiem komiksowych superbohaterów ratujących ginącą planetę. Przewodnikiem po wywrotowych ideach była seksowna brunetka.
[srodtytul]Miasta jak korki uliczne[/srodtytul]
„Minął czas miłości. Zniknął poetycki czar budynków z cegieł. Chcemy wciągnąć do budynków trochę poezji wielkiego odliczania, hełmów, stacji orbitalnych, zgrzytu przemieszczających się robotów. Minął czas miłości” – pisali członkowie Archigramu z nieodłączną autoironią. „Spójrzcie na uliczny korek, jakby to było miasto” – zachęcali w przekonaniu, że nowym „salonem” świata jest autostrada.
Wychodząc z założenia, że rozwój technologii i błyskawicznie zmieniające się warunki życia człowieka oznaczają koniec konwencjonalnej architektury, tworzyli futurystyczne wizje budynków kameleonów z lśniących plastikowych pęcherzy, których wygląd wciąż się zmienia (proj. Warren Chalk), samowystarczalnych wędrujących miast z nogami wysuwanymi jak w teleskopie (Walking City, proj. Ron Herron, 1964) i megakonstrukcji łączących funkcje użyteczności publicznej z mieszkalnymi, do których można by dołączać kolejne „domy”, tak jak dziś wkładamy wtyczkę do kontaktu (Plug-In City, proj. Peter Cook, 1964). Przegapić taką wystawę, to jak minąć na ulicy Supermana i go nie zauważyć.
Wiele z tych pomysłów, przez samych autorów uznawanych za teoretyczne spekulacje, dziś jest realizowanych. Powstają budynki kameleony (np. Agbar Tower w Barcelonie) i poruszające się wieżowce, choć to na razie ruch w obrębie poszczególnych pięter (Moving Tower w Dubaju).
[srodtytul]Domy u psychoanalityka[/srodtytul]
Zupełnie różny obraz architektury niż wizje futurystów z Archigramu przedstawia zatopiony w polskiej rzeczywistości znakomity esej fotograficzny „underconstructed. pl” (wbudowie. pl) – wystawa zdjęć Agaty Pankiewicz i Marcina Przybyłko prezentowana w Bunkrze Sztuki, niestety, tylko do 20 kwietnia.
W szarym zimowym czy może przednówkowym krajobrazie widzimy nieotynkowane domy, w których okna zamurowano pustakami, zabito nieoheblowanymi dechami lub zasłonięto folią. Gdzieniegdzie dodano kolumienkę.
Obrazek dobrze znany – dom wymarzony, lecz niedokończony. Budowniczym zabrakło pieniędzy albo syn wyjechał do miasta i nie było już dla kogo kończyć.
Ze zdjęć tych budynków wyłania się portret osowiałego Polaka ze śladami głębokich wewnętrznych urazów. Może nawet zbyt intymny. Takie portrety robi się nie w fotograficznym studiu, ale na kozetce u psychoanalityka. Przed wrogim okiem i groźnym światem właściciele tych domów bronią się, zaczynając budowę od płotu, a nie od fundamentu. Motyw „muru obronnego” raz po raz powraca na wystawie.
Wstrząsające zdjęcie wypartych, piwnicznych treści zrobili autorzy we wnętrzu jednego z domów, gdzie w ścianę prowizorycznie łataną to pustakiem, to cegłą wstawiono gipsową kolumienkę, która niczego nie podtrzymuje, wygląda, jakby murarzowi zabrakło materiałów budowlanych.
Rozpaczliwa nieumiejętność budowania oznacza tu nie tylko brak wiedzy technicznej, ale również zagubienie w świecie, w którym rozpadły się powszechnie przyjęte wzorce dla lokalnej, tradycyjnej architektury. W którym w ogóle rozpadły się wzorce.
Domy bez okien, ale z wysokimi płotami – to nie jest Polska w pigułce, ale z pewnością część jakiegoś sennego koszmaru, który warto przeanalizować.
[i]Wystawa „Archigram” czynna do 3 maja. Wystawa „underconstructed. pl” będzie w październiku prezentowana we wrocławskim Muzeum Achitektury [/i]
[ramka][i]Kalendarz imprez 11. Międzynarodowego Triennale Architektury na:
[link=http://www.mta2009.pl]www.mta2009.pl[/link][/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA