fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Polska nie jest gotowa do przyjęcia euro

Fotorzepa, Darek Golik
Paweł Jabłoński
Banki pozostające pod kontrolą państwa powinny zwiększać akcję kredytową i wymusić podobną politykę na konkurencji – mówi Sławomir Skrzypek, prezes Narodowego Banku Polskiego.
[b]Rz: Panie prezesie, kiedy Polska wejdzie do strefy euro?[/b]
[b]Sławomir Skrzypek:[/b] Naszym zdaniem powinniśmy być przede wszystkim przygotowani do przyjęcia euro, kalendarz jest mniej istotny. NBP jest technicznie przygotowany do wprowadzenia euro. Mamy przygotowany między innymi plan wymiany bilonu i banknotów złotego na euro.
[b]A gospodarka Polski jest przygotowana na przyjęcie euro?[/b]
Nie jesteśmy na to przygotowani. Kurs złotego nie jest wystarczająco stabilny, czyli nie można wprowadzić go do systemu notowań ERM2. Nie ma argumentów ekonomicznych za wchodzeniem do tego systemu w tym roku, a od tego zależałoby przyjęcie wspólnej waluty w planowanym przez rząd na 2012 rok terminie. Pragnę podkreślić, że jest to decyzja polityczna.
[wyimek]Jest potrzeba zatrzymania w bankach 14,7 mld zł ubiegłorocznego zysku, tak by powiększone zostały kapitały banków[/wyimek]
[b]Nie sądzi pan, że wejście do ERM2 byłoby szansą na pozytywne wyróżnienie się na tle innych krajów naszego regionu? Dziś nasza i ich waluty są panicznie codziennie wyprzedawane.[/b]
Powtórzę, nie ma argumentów ekonomicznych za szybkim wejściem do ERM2. Niezrozumiała jest teza, że wejście do tego systemu pomogłoby ustabilizować kurs złotego. W obecnej sytuacji mamy do czynienia z kryzysem rynków finansowych, ogromnymi stratami funduszy inwestycyjnych i wycofywaniem środków z tego regionu Europy. Ryzyko spekulacji w takich warunkach jest bardzo wysokie, a rynek bardzo płytki. Oznacza to bardzo duże prawdopodobieństwo, że kurs złotego wahać się będzie w tak dużym stopniu, że nie wypełnilibyśmy kryterium stabilnego kursu. Oznaczałoby to dla nas utratę reputacji. Wystarczy przypomnieć sobie przypadek George’a Sorosa, który zmusił Bank Anglii do wycofania się z węża walutowego, czyli powiązania kursu funta z innymi walutami Unii. Samo wejście do ERM2 nie sprawi, że inwestorzy przestaną nas traktować jako część rynków wschodzących.
[b]Czy w NBP były szacowane koszty ewentualnej obrony kursu złotego w ramach ERM2?[/b]
To jest bardzo trudne do oszacowania. Ponadto ERM2 trzeba traktować przede wszystkim jako test na stabilność waluty. Z dotychczasowej praktyki Europejskiego Banku Centralnego wynika, że nawet wszelkie interwencje – zarówno werbalne, jak i bezpośrednie – powinny być epizodyczne. To nie mogą być elementy stałej praktyki. Utrzymanie waluty w wymaganym paśmie wahań dzięki częstym interwencjom może zostać źle ocenione.
[b]Zatem kiedy Polska mogłaby zacząć oficjalną drogę do euro? Gdy skończy się recesja w Europie, czy może gdy tylko uspokoją się rynki walutowe?[/b]
To pytanie ma dwa poziomy. Po pierwsze – kiedy wejść do ERM2, żeby bezpiecznie przejść przez ten mechanizm, a po drugie – kiedy będzie najwłaściwszy moment na wejście do strefy euro. Odpowiedzi na oba pytania są bardzo trudne. Dziś trudno przewidzieć, co się stanie za dwa tygodnie, a co dopiero za kilka miesięcy. A w ERM2 trzeba przebywać dwa lata. To, jak będzie wtedy wyglądał rynek walutowy, jest ciągle wielką niewiadomą.
[b]Co NBP zrobił, a co może jeszcze zrobić, by przeciwdziałać skutkom kryzysu?[/b]
Zrobiliśmy już dużo. Przede wszystkim, zgodnie z naszą rolą, dostarczamy bankom płynność. Bardzo szybko i we właściwym momencie uruchomiliśmy odpowiednie instrumenty. Dzięki pakietowi zaufania żaden bank nie miał problemów z brakiem gotówki, choć ryzyko w początkowym okresie było ogromne. Dodatkowo zasililiśmy system bankowy poprzez wcześniejszy wykup od nich obligacji za ponad 8 mld zł. Ale te pieniądze z powrotem zostały ulokowane u nas – to dowód, że brak płynności nie jest już problemem. Mimo to przygotowujemy kolejne instrumenty, które pozwolą znowu zasilić banki. Już od grudnia zeszłego roku jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do ewentualnego obniżenia rezerwy obowiązkowej. Zrobimy to jednak w odpowiednim momencie, tak by nie zwiększać naszych kosztów. Mamy jeszcze inne możliwości: zarówno te sprawdzone już w Europie, jak i inne. Choć skala kryzysu w Polsce jest inna niż w USA czy na zachodzie Europy, to musimy być gotowi, by umożliwiać kredytowanie gospodarki. Jednak nasze działania nie wystarczą – musi być wsparcie ze strony rządu, a także nadzoru finansowego.
[wyimek]Gwałtowne zmiany kursowe wynikają z faktu, że Polska zaliczana jest do grupy państw, do której należą też na przykład Ukraina czy Rosja. To nie jest sprawiedliwe traktowanie, bo Polska czy Czechy powinny być elementem zupełnie innego koszyka[/wyimek]
[b]Myśli pan, że polski sektor bankowy potrzebuje nadal działań zwiększających jego płynność?[/b]
Obecnie nie wydaje się to niezbędne. Ale musimy być na to gotowi. Jest potrzeba zatrzymania w bankach 14,7 mld zł ubiegłorocznego zysku, tak by powiększył on ich kapitały. Trudno spodziewać się dla nich wsparcia kapitałowego ze strony ich zagranicznych właścicieli. Te miliardy zwiększyłyby bezpieczeństwo działania banków i umożliwiłyby zwiększenie akcji kredytowej. Wierzę, że można do tego namówić właścicieli drogą tzw. moralnej perswazji, choć Komisja Nadzoru Finansowego ma do dyspozycji bardziej zdecydowane formy nacisku. Wsparciem dla wspomożenia kredytowania gospodarki jest też fakt, że rząd ma kontrolę nad kilkoma bankami. W tych warunkach one powinny bardziej agresywnie zwiększać akcję kredytową. To wymuszałoby podobne zachowania u innych uczestników tego rynku.
[b]Ale państwo ma tak naprawdę jeden liczący się bank, PKO BP...[/b]
Nie lekceważyłbym sektora spółdzielczego, który też nie działa w myśl instrukcji inwestorów zagranicznych. Banki spółdzielcze i banki kontrolowane przez państwo to ok. 25 proc. sektora. Jeżeli od tej części wyszłyby impulsy pobudzające konkurencję, to miałoby to pozytywny wpływ na gospodarkę. Wystarczy sobie przypomnieć niedawną konkurencję na rynku depozytów – analogicznie mogłoby być z kredytami. Wtedy zarządy banków zagranicznych musiałyby się zastanowić, czy warto tracić udziały w rynku, a tym samym obniżać swoją wartość.
Stan polskiej gospodarki bardziej niż u naszych sąsiadów jest uzależniony od popytu wewnętrznego oraz zagranicznych inwestycji. Te ostatnie zależą od klimatu gospodarczego. Jeżeli udałoby się nam osiągnąć dodatni wzrost gospodarczy w tym roku, to kapitał już wkrótce może do nas wrócić. I dlatego rząd i sektor bankowy muszą współdziałać w celu pobudzania akcji kredytowej, tak by zapanować nad kryzysem w sferze realnej gospodarki.
[b]Co pan myśli o stwierdzeniu Wojciecha Kwaśniaka, byłego szefa nadzoru bankowego, że jeżeli chcemy rozwijać akcję kredytową, to warto w niektórych przypadkach zastanowić się nad ograniczeniem wpływu zachodnich inwestorów na kontrolowane przez nie polskie banki?[/b]
Wierzę w siłę instrumentów rynkowych i jeżeli jest uzasadnione, by państwo posiadało banki, to właśnie dlatego, że tworzą one standardy i impulsy rozwoju rynku i postępowania pozostałych instytucji. Chciałbym dodać, że w obecnej sytuacji przejęcia innych instytucji przez kontrolowane przez państwo banki – czy to w Polsce, czy za granicą – powinny być dogłębnie analizowane. Być może użyty do tego kapitał powinien służyć do rozwoju akcji kredytowej i pobudzenia naszej gospodarki.
[b]Czy takie działania mogłyby nas uchronić przed recesją?[/b]
Myślę, że walczymy obecnie o utrzymanie wzrostu powyżej 1 proc. To byłby świetny wynik i dobry sygnał dla inwestorów. Chciałbym podkreślić, że pozytywnym sygnałem jest deklaracja rządu utrzymania deficytu na wcześniej zaplanowanym poziomie. Choć oczywiście można się zastanawiać, czy rząd nie powinien w większym stopniu stymulować działań, które można by określić jako działania pierwszej potrzeby, czyli np. budowa infrastruktury.
[b]Złoty jest coraz słabszy, czy RPP nie powinna zmniejszyć tempa obniżek stóp?[/b]
W obecnej sytuacji kanał kursowy polityki monetarnej nie działa normalnie. Bywało, że w reakcji na obniżki stóp złoty się nawet umacniał. Oczywiście różnica między stopami w Polsce i na świecie jest potrzebna i RPP będzie o tym dyskutować. Dziś mogę powiedzieć, że jesteśmy w fazie łagodzenia polityki monetarnej.
[b]A może trzeba byłoby obniżyć oprocentowanie środków banków ulokowanych w NBP? Banki, chcąc zarabiać, musiałyby szukać bardziej dochodowych form inwestowania. Może udzieliłyby więcej kredytów. [/b]
Patrząc na kapitał, który z całego świata ucieka do USA, gdzie są zerowe stopy procentowe, widać, że dziś głównym wyznacznikiem działania instytucji finansowych jest często chęć zapewnienia sobie bezpieczeństwa, a nie zysku. Co do depozytów ulokowanych przez banki w NBP, to ich wartość jest niewielka, kilka dni temu było to zaledwie 260 mln zł. Myślimy jednak o ograniczeniu rentowności innych form lokowania u nas środków banków, np. limitowanie operacji otwartego rynku.
[b]Nadal jest pan przeciwnikiem interwencji na rynku walutowym? Złoty znów przeżywa ciężkie chwile, część ekonomistów mówi, że może ponadnarodowa interwencja banków centralnych regionu mogłaby to powstrzymać.[/b]
Gwałtowne zmiany kursowe wynikają z faktu, że Polska zaliczana jest do grupy państw tzw. rynków wschodzących, do której należy też na przykład Ukraina czy Rosja. To nie jest sprawiedliwe traktowanie, bo Polska czy Czechy powinny być elementem zupełnie innego koszyka.
[b]Ale pojawiają się głosy nawołujące do wymiany środków unijnych na rynku walutowym, co zapobiegałoby osłabieniu złotego.[/b]
Środki unijne są wymieniane przez nas po kursie ustalonym przez rynek. Rząd może przyjąć inny model wymiany tych środków, ale ta decyzja nie należy do nas. Oczywiście takie działanie wpłynęłoby na poziom kursu.
[b]Czy NBP w 2008 roku miał straty?[/b]
Wynik powinien być pozytywny. Mogę tylko powiedzieć, że zarządzanie rezerwami dało lepsze rezultaty niż w bardzo dobrym 2007 roku.
[ramka][srodtytul]System ERM2, czyli test na stabilność waluty[/srodtytul]
System ERM2, nazywany też korytarzem walutowym, to swego rodzaju poczekalnia przed przyjęciem euro. Jest to jedno z kryteriów przyjęcia euro – waluta kraju musi przebywać w tym systemie przynajmniej dwa lata. W tym czasie nie może ulegać wahaniom większym niż 15 proc. po obu stronach ustalonego parytetu. Bank centralny może bronić kursu, korzystając ze swoich rezerw walutowych, ale nadmierne interwencje nie są mile widziane. Organy europejskie są wyrozumiałe, jeżeli chodzi o umocnienie waluty. Pokazuje to dobitnie przypadek Słowacji, która dwukrotnie rewaluowała parytet centralny, a korona w czasie pobytu w ERM2 umocniła się aż o 25 proc.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA