Polityka

Rokita: ratunku, biją mnie Niemcy!

Nadziałem się na przypadek niechęci niektórych funkcjonariuszy niemieckiej policji do Polaków - twierdzi Jan Rokita. Na zdjęciu z żoną w 2006 r.
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Niemiecka policja zatrzymała byłego posła PO. Zarzuca mu, że się awanturował i napadł na stewardesę. - Stałem się ofiarą niechęci do Polaków - twierdzi Jan Rokita
Nelli i Jan Rokitowie we wtorek wieczorem mieli lecieć z Monachium do Krakowa lotem Lufthansy LH3336. Wracali z kilkudniowego pobytu w Wenecji. Zamiast do Polski trafili jednak na posterunek niemieckiej policji. – Mąż został skuty i brutalnie potraktowany tylko za to, że chciał przełożyć mój płaszcz – mówi "Rz" Nelli Rokita, posłanka PiS.
[srodtytul]Trzymał się fotela[/srodtytul] Nieco inna jest wersja niemieckiej policji. – 49-letni obywatel Polski około godziny 22.15 wszczął awanturę na pokładzie samolotu, bo kazano mu zapiąć pasy bezpieczeństwa. Sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. Stewardesa próbowała go skłonić, by dał sobie je zapiąć. Wtedy mężczyzna ją odepchnął. Kobieta odniosła lekkie obrażenia. Załoga poinformowała pilota, że na pokładzie jest niebezpieczny pasażer – relacjonuje rzecznik Generalnej Dyrekcji Policji w Landshut Hans Peter Kammerer. – Pilot usiłował skłonić go do opuszczenia samolotu. Polak jednak odmówił i kurczowo trzymał się fotela. W końcu musiała interweniować policja.
Zdaniem Nelli Rokity to stewardesa zachowywała się agresywnie: – Traktowała nas jak rzeczy, które trzeba gdzieś upchnąć. Nie zwracała uwagi, że niszczy mój płaszcz. Powiedziała, że ona tu rządzi. Mąż zachowywał się bardzo powściągliwie. Byłam zdziwiona zachowaniem policjantów. Nie tylko został zakuty w kajdanki, ale brutalnie wyprowadzony i rzucony na podłogę. Powiedziano mi, żebym się nie wtrącała, bo mogę też dostać – opowiada Nelli Rokita. – Z powodu płaszcza nikogo nie wyrzuca się z samolotu – odpowiada Kammerer i dodaje, że Polak stawiał policji opór i awanturował się. W Internecie można znaleźć już nagrania całego zajścia. Słychać na nim krzyki. Przebija się głos Rokity: – Ratujcie mnie, biją mnie Niemcy! Jan Rokita twierdzi, że w komisariacie chciano od niego wyłudzić 8 tysięcy euro. Policja odpowiada, że jest to zwyczajowa w takich przypadkach kaucja. Tyle pieniędzy Rokita nie był w stanie zapłacić. Potrzebna była interwencja polskiego konsulatu w Monachium, które złożyło gwarancję za byłego posła. O czwartej rano państwo Rokitowie mogli w końcu opuścić lotnisko. – Gdyby nie interwencja pani konsul, pewnie do teraz siedziałbym w areszcie – mówił w TVN24 były poseł. – Nadziałem się na przypadek niechęci niektórych funkcjonariuszy niemieckiej policji do Polaków. Małżeństwo Rokitów w środę wróciło samolotem LOT do Warszawy. Były poseł dostał od Lufthansy zakaz latania jej samolotami. [srodtytul]To nie w stylu Janka?[/srodtytul] Cała sprawa może mieć dla Rokity poważne konsekwencje. Prokuratura w Landshut wszczęła śledztwo i postawiła mu zarzuty uszkodzenia ciała, awanturnictwa oraz złamania przepisów transportu lotniczego. Jeśli śledczy uznają, że dowody przeciwko niemu są wystarczające, może dojść do procesu. Byłemu posłowi grozi kara kilku tysięcy euro lub do dwóch lat więzienia. Rokita odpowiada, że to on był obrażany wulgarnymi określeniami. – Czułem się jak na posterunku MO w PRL – mówił. Złożył skargę na postępowanie stewardesy i policji. Nelli Rokita zapowiada też, że mąż może zaskarżyć linie lotnicze i policję. Znajomi Jana Rokity są całą sytuacją zaskoczeni. – Wydaje mi się to nieprawdopodobne. To nie w stylu Janka – komentował zajście Adam Kalita, były działacz NZS. Posłuchaj nagrania z samolotu na [link=http://www.tvn24.pl/-1,1585819,0,1,nagranie-z-samolotu-ratujcie-mnie,wiadomosc.html]tvn24.pl[/link]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL