fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Czy zdolni zapłacą za studia

Barbara Kudrycka
Rzeczpospolita, Rob Robert Gardziński
Limit na bezpłatną naukę. Studenci nie zgadzają się na wprowadzenie ograniczeń w bezpłatnym studiowaniu. – Stracą zdolni i pracowici – twierdzi rzecznik praw studenta
– Mamy do czynienia z próbą wprowadzenia czesnego na studiach stacjonarnych w uczelniach publicznych. Co gorsza, pierwszymi płacącymi będą z reguły studenci zdolni i pracowici, którzy rozpoczną 13 semestr nauki – mówi „Rz” Robert Pawłowski, rzecznik praw studenta przy Parlamencie Studentów.
Tak odnosi się do pomysłu Ministerstwa Nauki, by wprowadzić limity na bezpłatne studiowanie. Każdy student – jak pisała „Rz” – miałby prawo do darmowej nauki w ramach 360 tzw. punktów kredytowych ECTS na studiach pięcioletnich i 420 – na sześcioletnich. Jeśli wykorzysta limit, to za każdy dalszy miesiąc nauki będzie musiał płacić.
„Propozycja ta jest de facto ograniczeniem możliwości studiowania bezpłatnego do jednego kierunku. Jest to pomysł, który budzi wątpliwości konstytucyjne” – tak ocenił wczoraj pomysł Parlament Studentów. Jego oficjalne stanowisko zostanie przekazane resortowi nauki.
Studiowanie kilku kierunków staje się coraz popularniejsze. – Jeden nie wystarczy, by znaleźć pracę – mówi Edyta, studentka Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. – Trzeba też wykorzystać czas na studiach. Dostałam się na pedagogikę, ale dodatkowo zrobiłam licencjat ze stosunków międzynarodowych, które mnie interesowały. Piszę magisterkę z pedagogiki i zaczęłam ekonomię, bo chcę założyć przedszkole.
Z danych Ministerstwa Nauki wynika, że od 3 do 27 proc. studentów na poszczególnych uczelniach studiuje więcej niż jeden kierunek.
Jak ustaliła „Rz”, niektórym uczelniom lawinowo przybywa multistudentów. Na Uniwersytecie Jagiellońskim w roku akademickiego 2006/2007 było ich 2466. Obecnie jest ich 4410. Studenci UJ najczęściej łączą prawo z administracją, politologią i filozofią. Od trzech lat przybywa też multistudentów na Uniwersytecie Warszawskim. W roku 2006/2007 było ich 2720, w tym to już 3003 osoby, co daje 10 proc. kształcących się na bezpłatnych studiach. Podobna tendencja jest także na Uniwersytecie Śląskim. Dziesięć lat temu miał tylko jednego takiego studenta, dziś jest ich ponad tysiąc. Na kolejne studia zwykle decydują się studenci kierunków humanistycznych.
– Te regulacje są pewnie wprowadzone po to, żeby społeczeństwo nie płaciło kilka razy za tę samą osobę i za studiujących po dziesięć lat – mówi prof. Tadeusz Luty, honorowy przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. – Ale to tylko ucieczka od problemu finansowania studiów. Doprowadzi do restrykcji wobec studentów. A powinno nam zależeć, by młodzi robili kariery intelektualne wedle swego życzenia i możliwości oferowanej przez uniwersytety. Sprawę rozwiązałaby współpłatność za studia. Koszty rozłożyłyby się na społeczeństwo i studiującego.
[ramka][srodtytul]Nie ograniczamy studentów, tylko uzdrawiamy system [/srodtytul]
[b]Barbara Kudrycka minister nauki i szkolnictwa wyższego[/b]
[b]RZ: Dlaczego chce pani ograniczyć studentom możliwość bezpłatnego studiowania?[/b]
[b]prof. Barbara Kudrycka: [/b]Ależ my nie wprowadzamy ograniczeń możliwości studiowania, wręcz przeciwnie – zwiększamy dostępność do bezpłatnych studiów. Staramy się doprowadzić do uzdrowienia systemu, by z konstytucyjnego uprawnienia do bezpłatnego studiowania mogło korzystać jak najwięcej młodych ludzi. Student, który bez uzasadnienia merytorycznego studiuje na wielu kierunkach, zajmuje miejsca innym. Na uczelniach dochodzi też do różnych nieprawidłowych praktyk związanych z multikierunkowym studiowaniem. Na przykład ci sami studenci na kilku, a nawet kilkunastu kierunkach pobierają stypendia socjalne. Chcemy też walczyć ze zjawiskiem niekończącego się studiowania.
[b]Jak twierdzi rzecznik praw studenta, pani pomysł doprowadzi do tego, że najzdolniejsi będą musieli płacić za studia.[/b]
My właśnie chcemy premiować wybitnych studentów. Najzdolniejsi i ambitni będą mogli korzystać ze studiów międzywydziałowych, które będą objęte znacznie szerszym zakresem punktów kredytowych uprawniających do bezpłatnego kształcenia. Będą też inne możliwości dla najlepszych studentów. Stworzymy motywacyjny system nagradzania i nic nie stoi na przeszkodzie, by środki uzyskane z wysokiej nagrody rektora częściowo przeznaczać na opłacenie kolejnego kierunku. Z informacji zebranych na uczelniach wiemy też, że nie zawsze ci naprawdę najlepsi studiują drugi kierunek.
[b]Studenci twierdzą, że wybierają kilka kierunków, by mieć większe szanse na rynku pracy.[/b]
Rozumiemy to. Dlatego proponujemy, by każdy student, np. kierunku pięcioletniego, otrzymał 360 punktów kredytowych. Wystarczy ich na sześć lat studiów. Czyli student, który zaliczy jeden rok i stwierdzi, że studia mu nie odpowiadają albo woli inny kierunek, bo po nim jest szersza oferta pracy, może zmienić swoją ścieżkę studiów i pozostaje mu jeszcze 300 punktów, których wartość wystarczy na skończenie pełnych studiów magisterskich.
[b]Każdy miesiąc nauki powyżej 360 punktów ma być płatny. Czy resort określi, jakiej wysokości opłaty mają pobierać uczelnie?[/b]
Za wcześnie na takie rozstrzygnięcia.
[b]Czy to nie jest pierwszy krok do wprowadzania opłat za studia w uczelniach publicznych? [/b]
Ta propozycja nie ma nic wspólnego z wprowadzeniem odpłatności – doprowadzi natomiast do poszerzenia dostępności studiów. Chcemy przede wszystkim, by pulą pieniędzy, jaką przeznaczamy dla uczelni na prowadzenie bezpłatnych studiów, objąć większą liczbę studentów. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA