fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Rozmowy lepsze niż sąd

Studenci i wykładowcy mogą się czuć bezpieczni. ASP pozostanie na Trakcie Królewskim
Życie Warszawy, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Jak dowiedziało się „Życie Warszawy”, Akademia Sztuk Pięknych zostanie na Krakowskim Przedmieściu. Tak zdecydowali spadkobiercy pałacu Czapskich
Mecenas Krzysztof Labe, reprezentujący rodzinę Raczyńskich – spadkobierców siedziby ASP, przyznaje, że rozwiązanie zastosowane wobec nieruchomości przy Krakowskim Przedmieściu jest bardzo podobne do opisywanego przez nas wczoraj zwrotu pałacu Branickich przy Miodowej.
Od wielu lat toczył się spór między spadkobiercami a uczelnią. Była groźba eksmisji ASP, przeciw niej protestowali studenci i mieszkańcy stolicy. Obie strony zapowiadały pozwy sądowe. Ostatecznie spadkobiercy i przedstawiciele Ministerstwa Kultury usiedli do rozmów.
– Moi klienci uznali, że ASP jest tak przywiązana do swojej siedziby, że niemoralnie byłoby domagać się jej wyprowadzki – tłumaczy Labe. – Pozostały nam negocjacje finansowe z ministerstwem: kwestia rozliczenia nakładów poniesionych przez Skarb Państwa na odbudowę obiektu i problem opłat za wieloletnie korzystanie z niego przez ministerstwo.
[srodtytul]Model do powtórki?[/srodtytul]
– Sprawa pałacu Branickich to uczciwe, modelowe rozwiązanie – mówi Tadeusz Koss, szef warszawskiego oddziału Polskiej Unii Właścicieli Nieruchomości. – Ale do tego potrzebna jest pewna klasa samych spadkobierców i dobra wola urzędników.
[wyimek]ponad 300 nieruchomości zabranych dekretem Bieruta wróci w tym roku do właścicieli[/wyimek]
Szef PUWN Mirosław Szypowski jest większym sceptykiem. – Negocjacje są lepsze niż sąd. Ale byli właściciele często nie mają pieniędzy na opłacenie kosztów odbudowy obiektu – tłumaczy Szypowski.
Ale mecenas Labe przekonuje, że w negocjacjach można osiągnąć lepsze efekty niż w ciągnących się latami rozprawach. – Sądy są dla tych, którzy chcą się kłócić. Pozostali powinni ze sobą rozmawiać – twierdzi mecenas.
[srodtytul]Nie jest tak różowo[/srodtytul]
– Miasto chciało oddać pałac Branickich, to i oddało. Innym nie chce oddać, to i nie odda – komentują natomiast zwrot poszkodowani dekretowcy. – Mam pięć dokumentów świadczących, że dom jest mój, figuruję w księgach wieczystych, mam złożony tzw. wniosek dekretowy, a nieruchomości odzyskać nie mogę. Ciągle miasto wymyśla jakieś przeszkody – mówi Joanna Beller, starająca się o zwrot pałacu Biskupów Krakowskich przy ul. Senatorskiej, gdzie, jak twierdzi, bezprawnie i za darmo od wielu lat urzęduje ZUS. Dodaje, że czynszu domaga się od instytucji w sądzie. – Nikt ze mną z ZUS-u o ugodzie rozmawiać nie chciał – zżyma się Beller.
Mecenasi reprezentujący poszkodowanych dekretem obywateli twierdzą, że rzeczywistość przedstawiana przez miasto nie do końca jest prawdziwa. – Mam przykład dwóch budynków, których właściciele chętnie zapłaciliby za odbudowę, by szybko odzyskać grunt. Ale miasto robi problemy, nie chce zgodzić się na zwrot – mówi adwokat Jan Stachura.
– Nie spotkałem osoby, która sama z siebie chciałaby zapłacić za odbudowę swojego budynku – ripostuje dyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami Marcin Bajko i dodaje, że odwlekanie zwrotu to często wina samych spadkobierców, bo nie dostarczają na czas potrzebnych dokumentów. Ratusza broni też wiceprezydent Andrzej Jakubiak. – Zwracamy grunty po kolei, sprawy są trudne. Wiele jest zaszłości, które musimy odkręcać, jak np. hotel Polonia – mówi Jakubiak.
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA