fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Zdzisław Krasnodębski: Michnik w świecie lęków

Adam Michnik powoływał się na fakt, że był więziony, aby uzasadnić swoje polityczne racje i by pognębić antagonistów. Jeszcze bardziej ochoczo czynili to jego stronnicy – pisze filozof społeczny
Adam Michnik 28 kwietnia 1990 roku wygłosił w Sejmie pamiętne przemówienie, w którym protestował jednocześnie przeciwko podniesieniu rent i emerytur oraz nacjonalizacji majątku pozostawionego przez PZPR. Powiedział wtedy między innymi: „Dwadzieścia pięć lat temu zostałem po raz pierwszy aresztowany przez komunistyczną policję. Wtedy miałem 18 lat. Od tego czasu byłem aresztowany i zatrzymywany wiele razy. Mnie nie trzeba tłumaczyć, że komunizm to nic dobrego, i mnie nie trzeba przeciw komunizmowi agitować... I chcę jeszcze dodać, że w stanie wojennym po 13 grudnia i siedząc w kryminale, ja nie byłem tak ostrożny, żebym dzisiaj musiał być aż tak odważny”.
[srodtytul]Przywileje bez znaczka[/srodtytul] To tylko jeden z przykładów pokazujących, że Adam Michnik powoływał się na swoją biografię, na fakt, że był więziony, aby uzasadnić swoje polityczne racje i by pognębić antagonistów i polemistów. Jeszcze bardziej ochoczo czynili to jego stronnicy, zausznicy i wielbiciele. Mimo to sąd w wolnej i rzekomo praworządnej Rzeczypospolitej skazał znanego socjologa i publicystę za stwierdzenie, że tak właśnie było.
Wypowiedzi i artykuły Michnika z pierwszej połowy lat 90. są usiane odwołaniami do heroicznej przeszłości. Na przykład w innym, nie mniej pamiętnym, tekście „Dlaczego nie oddam głosu na Lecha Wałęsę”, opublikowanym w „Gazecie Wyborczej” w październiku 1990 roku, Michnik pisał: „Idea solidarności wkroczyła w fazę agonii. Za tę agonię odpowiedzialny jest Lech Wałęsa. Do końca życia pozostanę człowiekiem »Solidarności«. Ale znaczek »Solidarności«, który mi towarzyszył przez dziesięć lat, składam teraz obok kilku najbardziej osobistych pamiątek. Obok odpisów wyroków sądowych, obok książek, które napisałem w więzieniach. Nie pragnę – i nigdy nie pragnąłem – podpierać się symbolem, który oznacza teraz władzę i siłę. Nosiłem ten znaczek, gdy przynosił wyroki, nie chcę go nosić, gdy zapowiada przywileje”. [wyimek]Redaktor „Gazety Wyborczej” jest dziś więźniem własnych obsesji. Zapewne w wielkiej części inscenizowanych na potrzeby polityczne[/wyimek] Okazało się, że przywileje można było mieć i bez tego znaczka, a nawet przeciwnie – to wierność ideom „Solidarności” była przeszkodą w karierze w III RP. A wyroki przynosi dzisiaj przypominanie dawnemu herosowi, co mówił i pisał. Wałęsę zaś w „GW” reanimowano i znowu uczyniono symbolem „Solidarności”, gdy się okazało, że nie zawsze był herosem i że można przy jego pomocy zwalczać lustrację. [srodtytul]Inteligencji za trzech[/srodtytul] Niedawny występ Adama Michnika w telewizji publicznej pokazał wyraźnie, że jest on dzisiaj dobrowolnym więźniem własnych obsesji, że żyje w świecie lęków – zapewne w wielkiej części inscenizowanych na potrzeby polityczne, bo przecież przy odrobinie inteligencji, a tej ma on za trzech, nietrudno zauważyć, iż nie mają one wiele wspólnego z rzeczywistością. Nie zawahał się przy tym mówić o spadkobiercach morderców Gabriela Narutowicza w sytuacji, gdy znaczna część mediów, w tym także „GW” oraz szczególnie wyróżniające się w tym procederze Radio TOK FM, organizuje bezprzykładną w demokratycznej Europie kampanię nienawiści przeciwko urzędującemu, legalnie wybranemu w demokratycznych wyborach prezydentowi. Rzeczywiście zaczyna to przypominać tamte czasy. [i]Autor jest socjologiem i filozofem społecznym, profesorem Uniwersytetu w Bremie i UKSW w Warszawie. Współpracuje z „Rzeczpospolitą”.[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA